Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2012

Dorna rozumienie Europy legło w gruzach

Jaka to szkoda, ze Donald Tusk wrócił z Brukseli, z unijnego szczytu, na którym zajmował się przyszłym traktatem międzyrządowym i tak zwanym "paktem fiskalnym".  Szkoda dla Ludwika Dorna. 

Mógł Tusk pojechać na kongres socjologiczny. Dorn dawno się już socjologią nie zajmuje, ale przynajmniej ma tytuł, żeby sie wypowiadać. Mógł przecież Tusk napisać bajkę i zgłosić ja do jakiegoś konkursu. Wiadomo, że w tej dziedzinie Dorn ma spore osiągnięcia i słusznie, niewątpliwie, cieszy się uznaniem. Mógł też Tusk pomalować sobie ciało: sam Dorn bodypaintingu co prawda nie uprawia (albo się z tym nie afiszuje), ale ma przynajmniej dostęp do eksperta (o czym na pewno pisały portale plotkarskie, a może nawet i te poświęcone sztuce ). 

Efekt każdego takiego działania podjętego (lub zaniechanego) przez Tuska Dornowi kojarzyłby się z gruzami. I z przesławnym laniem. Dorn nie ma innego wyjścia, bo mówiąc w imieniu Solidarnej Polski musi być przeciw. Bo Polska "solidarna" to Polska pr…

"Ręce przecz od internetu!"

Debata na temat SOPA i PIPA w USA zaważyły na debacie o ACTA, tak jak kiedyś we Francji, gdy protesty dotyczyły tamtejszej ustawy i specjalnie powołanego urzędu, HADOPI (Haute Autorité pour la diffusion des œuvres et la protection des droits sur internet).  Francuski spór (bynajmniej niezakończony) odbił się szerokim echem poza granicami Francji i nie pozostał bez wpływu na debatę w sprawie tzw. pakietu telekomunikacyjnego Unii Europejskiej. Polityczny rykoszet, bo związek między nowelizacją unijnych regulacji a HADOPI był niewielki. Co nie przeszkodziło obrońcom wolnego internetu w automatycznym przeniesieniu oskarżeń pod adresem HADOPI do debaty w sprawie pakietu telekomunikacyjnego. Tak jak dziś zarzuty (uzasadnione) pod wpływem SOPA i PIPA przenoszone są do debaty na temat ACTA. Sam jestem przeciwnikiem podpisania i ratyfikacji ACTA z wielu powodów, ale akurat nie tych, które najczęściej przez przeciwników tej międzynarodowej umowy są podnoszone.  Czy mimo różnic między HADOPI i u…

Wojna o ACTA, wojna domowa

W sporze o ACTA dwie rzeczy zwracają moją uwagę. Po pierwsze, że udział zainteresowanych środowisk, opinii publicznej i mediów jest w Polsce niewspółmiernie większy niż w jakimkolwiek innym kraju. Owszem, na przykład w Stanach Zjednoczonych kwestie będące w centrum tej debaty też są żywo dyskutowane.  Te kwestie to dopuszczalny zakres kontroli życia obywateli w jego internetowym wymiarze przez instytucję (przez państwo, przez operatora z nakazu państwa, przez jakąkolwiek administrację), kwestia rynkowej wartości i ceny własności intelektualnej w ogóle i na poszczególnych etapach dystrybucji, oraz ochrony własności intelektualnej jako takiej przed podróbkami. Tyle, że tam spór i bunt wybuchły w reakcji na dwie amerykańskie ustawy: Stop Online Piracy Act (SOPA) i Protect IP Act (PIPA), a nie o ACTA.  W Polsce, o ile mi wiadomo takiej ustawy nie ma. Przynajmniej na razie.

Dlaczego więc akurat w Polsce, a nie gdzie indziej, spór jest tak zażarty? Może nie ma innego tematu, który byłby w st…

ACTA po polsku

Zanim zdecydujesz, kto ma rację, przeczytaj: ACTA po polsku w zakładce "Lektury". I nie martw się, że nie wszystko wydaje ci się jasne, nawet jeśli jesteś prawnikiem. Bo to cecha charakterystyczna tego dokumentu: swoją rację mogą udowodnić na jego podstawie ci, którzy chcą jego podpisania (ma nastąpić w najbliższy  czwartek) i będą bronić jego ratyfikacji (data nieznana, pewnie na początku lata), jak i ci, którzy są umowie przeciwni.

Pierwsi bez trudu ułożą listę wszystkiego, czego w umowie nie ma, przekonując, że oskarżenia są bezpodstawane. Drudzy wykrzyczą wszystko to, co mogłoby być, bo tekst pozostawia wiele otwartych furtek.

I choć trudno byłoby znaleźć tam zapisy o karach, sankcjach, odcinaniu dostępu do internetu, którymi straszą ortodoksi wolnego internetu, tacy jak Anonymous, to trzeba przyznać, że zamierzona niejednoznaczność przepisów pozostawia spore pole do popisu tym, którzy zechcą przycisnąć śrubę i wolność internetu ograniczyć. Jeśli nie dziś, to jutro.

Przejście dla pieszych czynne od 7.00 do 13.00

Radni w Rembertowie zauważyli poważny problem społeczny: "STOP-ki", czyli panie lub panowie przeprowadzający dzieci idące do szkoły przez pasy, marzną zimą, bo nie mają się gdzie schować. Sprawą zainteresowała się Rzeczpopspolita/Życie Warszawy (18 stycznia 2012) i słusznie. 

Nie dość, że marnie opłacani, to jeszcze trzęsą się z zimna, spędzając cały roboczy dzień na dworze. Wygląda jednak na to, że jest to problem z kategorii spraw nie do rozwiązania. Myślano o zakupie budki telefonicznej, potem budki strażniczej - zakup nie wypalił. A nawet, gdyby się powiódł, to i tak by niczego nie załatwił, bo budkę trzeba gdzieś postawić. Przy samych pasach się nie da, bo ten teren nie należy do szkoły. Trzeba by zgody gminy. I pewnie od zarządu ruchu, bo budka mogłaby zasłaniać widoczność kierowcom. I od zarządu zieleni, bo może musiałaby stać na trawniku. I pewnie od innych administracji. Stawianie budki na terenie szkoły nie ma sensu, bo - jak rezolutnie zauważa Rzeczpospolita - STOP…

Tusk tyłem do Europy

W zdominowanej przez narodowe egoizmy Europie krótkowzrocznych polityków Donald Tusk błyszczał  do niedawna jak trzynasta gwiazdka na unijnej fladze.  Proeuropejski i nowoczesny premier państwa, które z miesiąca na miesiąc udowadniało  nieważność kolejnych przypisywanych mu stereotypów. Tych, które "stara Europa" przypisywała "nowej Europie" automatycznie, z rozdzielnika. Ale i tych, które przylgnęły do Polski za rządów Kaczyńskich i PiSu: państwa rządzonego przez autokratów rodem z międzywojnia, katolickich nacjonalistów, których anachroniczny patriotyzm objawiał się psychozą osaczenia, mesjanistycznym cierpiętnictwem i aroganckim religijnym moralizatorstwem; państwa, które stawało się powoli własnością jednej partii; którego rządzący niezależność demokratycznych instytucji (sądów, Trybunału Konstytucyjnego, banku centralnego) i mediów uważali za główną przeszkodę w budowie nowego, słusznego ustroju.


Ludzie zagłosowali na PO i Tuska, bo - co wielu pozytywnie zaskoc…

Orbán nie reformuje uniwersytetów

Wydawałoby się, że Victor Orbán, generalissimus Fideszu, niepodzielny władca Wielkich Węgier  (d. premier Republiki Węgierskiej), nie odpuści nikomu. Krytykom jego polityki wydaje się, że media (nie tylko publiczne, ale i prywatne), bank centralny, sędziowie, prokuratorzy i Krajowa Rada Sądownictwa, Trybunał Konstytucyjny i Sąd Najwyższy, Rzecznik praw obywatelskich i Główny Urząd Ochrony Danych Osobowych, związki wyznaniowe, notariusze, mniejszości narodowe (czyli "inne narodowości" żyjące w obrębie państwa będącego własnością Węgrów), że wszyscy bez wyjątku - jeśli tylko nie zostali zdelegalizowani, unieważnieni lub wysłani na emeryturę, dostali się pod kontrolę Orbána i jego partii.  


Tymczasem nie, jest wyjątek: uniwersytety, szkolnictwo wyższe. Żadnej konstytucyjnej rewolucji w tej dziedzinie. Wyjątek zaskakujący tym bardziej, że młodzież, studiująca lub wykształcona (to nie zawsze idzie w parze) jest zwykle awangardą postępu, obrońcą wolności i demokracji, czynnikiem s…

Lord Jim i Costa Concordia

U wybrzeży Toskanii rozbił się statek wycieczkowy Costa Concordia. Uderzyli o skałę, statek się przewrócił. Kapitan i jego pierwszy oficer uciekli ze statku, niespełna godzinę po katastrofie byli już na brzegu. Wyławianie pasażerów trwało znacznie dłużej. Czy wszyscy pasażerowie przeżyli, nie wiadomo. Kapitan Francesco Schettino i jego pierwszy oficer Ciro Ambrosio usłyszeli zarzuty prokuratora.  Ale co tam prokurator. Każde dziecko wie, że w razie niebezpieczeństwa kapitan schodzi z pokładu ostatni.

Historia jak z Conrada. Przypomina się Lord Jim. Kto czytał, pewnie widzi jak spuszczają szalupę, ratują życie, przekonani może, że nikt nie przeżyje, ze świadomością nieuchronnej katastrofy czmychają chyłkiem ze statku.  Kto czytał, widzi ich przed sądem. I wie, co będzie potem. Czy Costa Concordia to Patna? Nie wiadomo.

"Przeciętna moralna dyscyplina nie pozwala nam popełniać zbrodni - w prawnym znaczeniu tego wyrazu - pisze Joseph Conrad; ale nikt z nas nie czuje się się bezpieczny …

Gazeta, Rzepa i Verhofstadt o Orbanie

W dzisiejszej Gazecie Wyborczej, na pierwszej stronie, artykuł na temat Węgier. To reakcja na wczorajsze oświadczenie Komisji Europejskiej, która "wyraża niepokój" i zapowiada na 17 stycznia decyzje w sprawie naruszenia przez Węgry prawa UE (polecam interesujący artykuł na ten temat w rubryce Lektury tego bloga).

Zaobserwować można zabawne zjawisko: czym więcej Gazeta o sytuacji na Węgrzech pisze, tym mniej miejsca poświęca sprawie Rzeczpospolita. Czym krytyczniej na poczynania Viktora Orbána patrzy Gazeta, tym silnej w obronę bierze go Rzepa. Rozumiem konkurencję między tymi dwoma tytułami. Rozumiem, że pisowska wrażliwość Rzeczpospolitej każe na Orbána patrzeć z pewną wyrozumiałością. Ale przecież kiedy się przyjrzeć temu, co on wyprawia, to jednak trzeba być świadomym, że broniąc jego poczynań i krytykując jego międzynarodowych i europejskich oponentów wyraża się poparcie dla postaw antydemokratycznych, dla władzy o zapędach autorytarnych. Rzepa ma obsesję, chorobliwą potr…

Zapowiedzi: nowy blog o Europie

Zaczynam mój blog o Europie. To mój pierwszy wpis. Zamierzam zamieszczać tu informacje i komentarze o europejskich i unijnych wydarzeniach. O tych, o których głośno (czasem nie wiadomo czemu).  I o tych, które nigdy się  nie wydarzyły, choć wydarzyć się powinny. O inicjatywach i zaniechaniach. O tym, czym Europa jest i czym nie jest, wbrew stereotypom. Ale też o tym, co na co dzień zwróci moją uwagę, nawet bez bezpośredniego związku z Europą czy z Unią. Specjalna rubryka poświęcona będzie też euromitom. W innej znajdzie się bieżący przegląd lektur.