Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2012

Znowu Falklandy, jak w kinie

Na tym blogu zaczyna być coraz bardziej filmowo. Dziś jednak to wynik zbiegu okoliczności, bo aktualności kinematograficzne zbiegły się z politycznymi. Dopiero co zobaczyłem na ekranie "Żelazną Damę",  we wspaniałej interpretacji Meryl Streep.  Wojna o Falklandy, która wybuchła za panowania Margaret Thatcher, to jeden z kluczowych momentów politycznej biografii Pani Premier, wykorzystany w filmie jako ostateczny dowód jej metalowej konstrukcji. 

Po obejrzeniu w kinie "wojny" o Falklandy w 1982 roku, można niemal na bieżąco śledzić kolejną odsłonę tego konfliktu terytorialnego, który od ponad stu lat dzieli Argentynę i Zjednoczone Królestwo. Argentyna na początku marca złożyła w ONZ skargę na Brytyjczyków. A sześciu  laureatów pokojowej Nagrody Nobla wzywa Wielką Brytanię do przestrzegania rezolucji ONZ i do nawiązania dialogu w sprawie Falklandów z Argentyną. Apel podpisali: Gwatemalka Rigoberta Menchu (Nagroda w 1992), Irlandka Mairead Maguire (1976), Desmond Tutu …

Rozstanie - spotkanie

Z tytułami zawsze jest problem. Trudno spośród wielu możliwych funkcji, ktore mogą pełnić, wybrać tę najważniejszą: streszczającą, podsumowującą, pouczającą, przyciągającą uwagę (żartem, skojarzeniem, prowokacją). W przypadku irańskiego "Rozstania" chodzi o to, że mąż i żona się rozstają. Że na rozstanie skazują też swoją jedenastoletnią córkę. A może i to, że ona brutalnie rozstaje się z dzieciństwem. Logiczne. Ale dla mnie ten film jest bardziej o spotkaniu. I tak go sobie w głowie nazywam: "Spotkanie". Dzieciństwa jest w filmie niewiele, natomiast świat dorosłych, z którym zbyt szybko spotyka się dziewczynką, w całości wypełnia fabułę. Nieuchronność tego spotkania jest najsmutniejszym przekazem filmu. Bo jest to spotkanie z kłamstwem, z półprawdami, których nie sposób jednoznacznie ocenić, o prawdzie, która jest nie wiadomo gdzie i zawsze nie na czas. Spotkanie między dojrzewającą dziewczynką a dorosłością przebiega brutalnie,  i z filmu raczej nie wynika, by m…

Dominique Strauss-Kahn persona non grata w Parlamencie Europejskim

Dominique Strauss-Kahn (na zdjęciu), były szef Międzynarodowego Funduszu Walutowego, zniknął nagle z programu konferencji na temat „Lekcji płynących z globalnego kryzysu gospodarczego”, która odbędzie się w Parlamencie Europejskim w Brukseli 27 marca. Zapowiedź jego udziału wywołała falę protestów na twitterze, portalach internetowych i wreszcie w prasie. Wystarczyło parę godzin, by DSK, jak nazywa się go we Francji, stał się persona non grata w PE.
Konferencja została zorganizowana przez EU40, platformę skupiającą europosłów różnych orientacji politycznych, ale w podobnym wieku: wszyscy mają mieć poniżej czterdziestki. Wymóg wieku nie jest przestrzegany zbyt ortodoksyjnie, skoro połowa polskich posłów wymienionych na stronie internetowej go nie spełnia.  Inicjatorzy tej demograficznej wspólnoty są przekonani, że to do nich będzie należał głos w polityce europejskiej, a pewnie i krajowej, po najbliższych wyborach do Parlamentu Europejskiego. Żeby przygotować się do przejęcia władzy, EU…

Kadaryzm Orbanistanu

Przyznaję: wierzę w autentyzm wzruszenia polskich uczestników wielkiego marszu poparcia dla polityki Victora Orbana. Przyjechali do Budapesztu 15 marca, w dzień narodowego węgierskiego święta, na celebrę zorganizowaną przez Fidesz. Sam się jednak nie wzruszam. Gdy widzę filmiki wideo i czytam entuzjastyczne komenatrze w Gazecie Polskiej (organizatorce polskiej delegacji), głupio mi, że polskie flagi niosą ludzie, którzy popierają demontaż demokracji na Węgrzech; że po polsku wychwalany jest człowiek, który z determinacją psychopaty izoluje Węgry politycznie i gospodarczo.

Te same flagi i podobne hasła, ta sama koncepcja patriotyzmu, ten sam bezrozumny, nacjonalistyczny anachronizm widać było na żwirowisku i pod Pałacem Prezydenckim, a ostatnio w manifestacjach poparcia TV Trwam. Wyjazdy organizowane jako dowód solidarności z autokracją też nie są nowe: kiedyś (choć mniej licznie) jeździli do Chile by manifestować swą sympatię z upadłą juntą wojskową i dyktatorem Pinochetem. Zawsze w im…

Klimat: morały zachodnich hipsterów

Kiedy się do Google'a wrzuci hasło "obce mody", to większość wyświetlonych odniesień dotyczy Zosi z Pana Tadeusza. Zosia obcych mód nie lubiła, tylko swojskość. Mody na klimatyczne niepokoje też by pewnie nie polubiła. Kwiatki wąchać, grzyby zbierać, na niebo popatrzeć, tak, bo nasze, ale klimat - obcy. Zachodni. Cudze dyrdymały.

Po dzielnym wecie polskiego rządu na spotkaniu unijnych ministrów środowiska, na Twiterze bardzo obrodziły uwagi na temat klimatu. A raczej na temat samego weta i bzdurnych wymagań formułowanych pod naszym adresem przez UE w ramach jej polityki przeciwdziałania zmianom klimatycznym. O krytyce polskiego weta jeden z ćwierkających komentatorów rzeczywistości napisał, że to morały zachodnich hipsterów. Właściwe skoro hipster, to wiadomo, że zachodni, bo żaden normalny polski mężczyzna hipsterem raczej nie bedzie. Obca moda. Jak klimatyczne urojenia. Ćwierkający komentator napisał też, że "kiedy przez świat przetaczała się rewolucja przemysłowa,…

Lewica zgarnia wszystko

Na Słowacji w wyborach zwyciężył Robert Fico i jego lewicowo-populistyczna partia SMER-SD. To on utworzy nowy rząd. Z 44,4% głosów zdystansowali wszystkie partie prawicowe, żadna nie uzyskała dwucyfrowego wyniku. Chadecka SDKÚ-DS zdobyła zaledwie 6,1% i pożegna się z władzą. To z jej szeregów wywodzi się  Iveta Radičová, premier rządu koalicyjnego, który upadł, bo nie uzyskał wotum zaufania w październiku ubiegłego roku. Bezpośrednią przyczyną kryzys rządowego była kwestia udziału Słowacji, członka strefy euro, w finansowaniu pomocy dla Grecji. Fico wygrał również poprzednie wybory, ale nie uzyskał w parlamencie większości koniecznej do utworzenia rządu. Teraz się udało. 
Fico, który nigdy w polityce wewnętrznej nie kryl się ze swoim populizmem, zapowiada proeuropejską linię. Jego partia była jedyną, która wymieniła w swoim programie wyborczym przygotowania do słowackiego przewodnictwa w Radzie UE. Przypadnie ono na drugą polowę kadencji, w 2016 roku. Do tego czasu Fico będzie miał wie…

Okęcie jak Lockerbie

"Pani się wróci. I buty zdjąć." ... "No to proszę sobie wziąć ochraniacze z kosza". Rechot. Wymiana rozbawionych spojrzeń spode łba miedzy kolegami: "Nooo, nie wiem, nie wiem... ale jak używane to mało." Uśmiech Jockera.
Piszczy bramka. "No proszę przechodzić" ... "Odwróci się Pan." - Słucham? - "No się Pan odwróci."
Kolejna osoba w kolejce. Młoda, atrakcyjna dziewczyna. "I jeszcze pasek niech Pani zdejmie. Buty. No a to ja mam wiedzieć co piszczy? No ja nie wiem, niech Pani zdejmuje co chce, żeby nie piszczało".  Wymiana rubasznych zerknięć między kolegami. Szczęka wygięta w ósemkę, jak u konia żującego siano. Źrenice uniesione, białka widać jak u Benny'ego Hilla. Ta sama rubaszność. Ale tutaj gratis. Koleżanka mundurowa z udawaną na potrzeby publiczności dezaprobatą potrząsa głową patrząc filuternie acz karcąco w stronę kolegów. Łobuziaki takie.

Scenka z lotniska im. Fryderyka Szopena, Warszawa. W rolach główn…

Cejrowski subiektywnie o buddyzmie

Nie rozumiem zaskoczenia, że Cejrowski mówił subiektywnie o religii innej niż swoja, jedyna prawdziwa, katolicka (TokFM).  W końcu subiektywizm, to jego znak firmowy. Nigdy tego przed nikim nie ukrywał. Nie przeszkadza to i nie przeszkadzało w chwili podpisywania z nim kontraktu telewizji TVN, która z kolei swoim znakiem firmowym ogłosiła obiektywizm. Ich wybór. Uznali pewnie, że znany z poglądów na prawo od Radia Maryja gawędziarz wypełni z nawiązką katolicko-nacjonalityczną kwotę i doda stacji wiarygodności. I obiektywizmu.  I o otwartości zaświadczy. Żeby na straszliwy zarzut, że jest to tuba liberałów i socjałów można było krytykom odpowiedzieć: jak to? mamy Cejrowskiego! Powiem otwarcie: zgadzam się z tym punktem widzenia w imię wolności słowa. A z powodu ideowej estetyki, programów Cejrowskiego raczej nie oglądam. Też mam swoją kwotę.

Ten o buddyzmie jednak obejrzałem. Bez większego zaskoczenia odnotowałem, że to ten sam Cejrowski z  "WC Kwadransa". Pomyślałem, że pewn…

Podwójne standardy

Parę dni temu The Wall Street Journal zarzucił UE stosowanie podwójnych standardów, innych wobec państw małych, innych wobec państw dużych. Przyznaję, artykułu nie czytałem, znam tylko fragmenty z prasy czeskiej (od Klausa) i węgierskiej (od Orbana). W obu krajach artykuł wzbudził wielki entuzjazm i szeroko był cytowany, bo wreszcie ktoś z zewnątrz niesprawiedliwość zauważył. Teza jest taka, że gdyby Węgry były ważniejsze (tzn. bogatsze, większe, ze "starej Unii"), to by się Komisja na krytykę nie poważyła. Tymczasem prawda jest taka, że jeśli za ową niesprawiedliwość przyjąć wszczęte przez Komisję procedury naruszenia przez Budapeszt unijnego prawa, to Węgry wcale najgorzej nie wypadają w statystykach na tle innych państw, mniejszych i większych. Ciekawe też, że gdy Komisja ostro skrytykowała Francję za okólnik dotyczący Romów nikt (no, może poza Francuzami) nie krzyczał, że to podwójne standardy (mimo, że sytuacja Romów w niejednym europejskim kraju jest jednak gorsza niż…