Przejdź do głównej zawartości

Rasizm na polskich stadionach: czy brytyjskie media mogą być nierzetelne?

W Wielkiej Brytanii, ojczyźnie stadionowego chuligaństwa i chuliganów w ogóle, media donoszą, że ponoć w Polsce, na stadionach, jest niekulturalnie. Jak zwykle, gdy mówią o nas źle, jesteśmy dotknięci do żywego.  Wiadomość o stronniczym, wycinkowym reportażu BBC (będącej niegdyś wzorcem prawdziwego dziennikarstwa) znalazła się we wszystkich gazetach, na wszystkich portalach, od niej zaczęły się telewizyjne Wiadomości. Wszyscy ruszyli, by udowadniać, że w rzeczywistości obraz polskich stadionów jest inny: bez kibolstwa, bez rasizmu, bez antysemityzmu. Nie zabrakło uroczystych zobowiązań: teraz musimy im udowodnić, że mogą się u nas poczuć jak u siebie. Jeszcze przed incydentem gdańscy hotelarze postanowili dowodów dostarczyć na własną rękę, podnosząc ceny tak, żeby płacący za hotel goście myśleli, że są w Londynie.

Całe to oburzenie na nierzetelność brytyjskich mediów bardzo mnie rozbawiło. Napisali o polskich stadionach tak, jak zwykle mówią o UE (z tą tylko różnicą, że  chyba więcej ludzi widziało polskiego kibola niż rzekomy unijny zakaz sprzedaży krzywych ogórków). Nie ma dnia, żebym w polskiej prasie nie znalazł artykułu zainspirowanego (jeśli po prostu nie zerżniętego) brytyjskimi prawdami na temat Unii Europejskiej. Najwierutniejsza bzdura, najgłupszy nawet komentarz brytyjskiego brukowca zostanie z całą powagą odnotowany przez polskie dzienniki. I to nie tylko jakieś rodzime tabloidy albo ziejące nienawiścią do wszystkiego co nie dość polskie endeckie pisemka, ale nawet czołowe dzienniki. Zgoda, taki na przykład Dziennik Gazeta Prawna czołowym dziennikiem nie jest, ale każdy euromit, każde antyeuropejskie przekłamanie wchłonie jak gąbka.  Nie ma różnicy: prasa czy telewizja, tabloid, dziennik uznany czy dziennik środka: gdy mowa o UE, nikt rzetelności brytyjskich doniesień nie sprawdza. Poszukujący tematu dziennikarz, im mniej o integracji i o UE wie, tym bardziej puchnie z dumy, że takiego znalazł newsa.

Po pierwsze, dowodzi to popularności tematu: kto by sie fascynowal smiesznym przepisem wprowadzonym przez Bułgarię? Bruksela to co innego. Po drugie, kiepskiego poczucia humoru, bo miłośnikom "euroabsurdów"  daleko do nadrealistycznej wrażliwości Witkacego, bliżej do dowcipów w rodzaju: "a Francuzi to podobno jedzą żaby" (kto pamięta z jakiego to filmu?). Po trzecie, złego wizerunku UE: informacja, że w UE nie wolno sprzedawać krzywych ogórków jest atrakcyjna i wiarygodna zarazem, każdy ten euromit zna, ale czy któraś gazeta napisała, że w USA pizzę uznano za warzywo? (Brytyjczycy napisali). Po czwarte wreszcie, że UE to dla nas wciąż coś poza nami: mimo deklarowanego w sondażach poparcia dla UE, widocznie czujemy się nie mniej wyspiarscy niż Brytyjczycy, bo żartów o UE nie bierzemy do siebie, mimo że Polska jest UE członkiem.

Ale następnym razem, gdy w gazecie napiszą za brytyjską prasą, że Bruksela zdecydowała to czy tamto, sugerowałbym przypomnieć sobie reportaż BBC o Polsce i Ukrainie. Nie żeby zaraz w ogóle nie wierzyć. Ale może warto spojrzeć krytycznie. Do dziennikarzy tego apelu kierował nie będę: prawdziwy dziennikarz wie, że informacje się sprawdza, a nie przepisuje, i że pisanie wymaga jednak minimum zrozumienia tego, o czym się pisze.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Do kogo przyjeżdża Trump?

Ryszard Petru ma rację, gdy się upiera, że Donald Trump nie przyjeżdża do Kaczyńskiego, tylko do Polski. Oczywiście nie można zaakceptować pisowskiej retoryki, wedle której Stany Zjednoczone Donalda Trumpa są sojusznikiem Polski Jarosława Kaczyńskiego. Ale czy przychodzenie na wiec poparcia na placu Krasińskich jest dobrym sposobem, żeby takiemu stawianiu sprawy przez PiS się przeciwstawić? Myślę, że nie.
Donald Trump przyjeżdża do Polski trochę jak Erdogan chciał przyjechać do Niemiec: na spotkanie ze swoimi. Erdogan tak jak Trump chciał sobie zorganizować wiec. Nie zorganizował, Niemcy go nie wpuścili. Nie mówię, że Trumpa nie należy wpuszczać: USA to nie Turcja, Polska to nie Niemcy. Można spluwać z pogardą na realpolitik, ale nie każdego stać na uprawianie polityki kształtującej realia, a wtedy to realia kształtują politykę. Tak już jest. Rzeczą nie do pomyślenia jest jednak, żeby Trump sobie organizował w Polsce gospodarską wizytę w centrum miasta i żeby jego ambasador na nią zapr…

PiS walczy z kastami, czyli algorytm zmiany ustroju

Beata Szydło, premier polskiego rządu, powiedziała, że w imię sprawiedliwości społecznej, PiS konsekwentnie przeprowadzi reformę wymiaru sprawiedliwości odbierając władzę nad nim kaście i korporacji prawniczej. To ważne słowa, bo w prosty sposób przedstawiają retoryczny algorytm tłumaczący zmianę ustroju państwa przeprowadzaną przez Jarosława Kaczyńskiego. Oto na czym on polega.

Sędziowie i adwokaci tworzą kastę (korporację) prawną.
Służba cywilna tworzy kastę (korporację) urzędniczą.
Media tworzą kastę (korporację) dziennikarską.
Politycy tworzą kastę (korporację) polityczną.
Organizacje pozarządowe tworzą kastę (korporację) pozarzadową czyli pozapaństwową czyli pozanarodową.
Unia Europejska tworzy kastę (korporację) obcych (z natury rzeczy wrogów Polski).

Tylko PiS nie tworzy kasty ani korporacji. Nie ma tam bowiem sędziów, adwokatów, urzędników, polityków, pozarządowców ani, za przeproszeniem, Europejczyków. Są natomiast zwarte szeregi realizatorów woli Suwerena, czyli Polaków popi…

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby publicznego, ale w sumie nie tak bardzo, bo o zasięgu bardziej niż ograniczonym. To jest ostatni wpis, bo co tu jeszcze pisać.
Właściwie, to co chciałem napisać, już tu jest, mógłbym się tylko powtarzać. O Polsce PiS i Jarosława Kaczyńskiego pisałem w cyklu "Państwo PiS jest nie z tej Europy" (linki poniżej) zanim zdobyli władzę. Nie z tej Europy, którą uważam za swoją. Bo Europy są różne. Tak różne jak ci, którzy na europejskość się powołują. Nie chodzi jednak o to, kto na Europę ma prawo lub nie ma prawa się powoływać, ale po co to robi: z jakim zamiarem, i z jaka pamięcią Europy w głowie. Pisałem o państwie PiS w przekonaniu, że również demokracje są różne. Nie tylko dlatego, że miewają różne konstytucje, bo to oczywiste, ale z powodu zróżnicowanego stosunku do prawa i do wolności.
Pisałem z pozycji osoby, która ma dość jasną wizję dem…