Przejdź do głównej zawartości

Wybory w Grecji i we Francji a kryzys strefy euro

Recepty socjalisty François Hollande'a na walkę z kryzysem są znane od dawna:  wzmocnienie Europejskiego Banku Inwestycyjnego, podatek od transakcji finansowych, euro-obligacje, reforma funduszy strukturalnych. Wszystkie te instrumenty i działania  mają przynieść unijnej gospodarce wzrost gospodarczy. Mają też nadać strategii antykryzysowej opartej na zaciskaniu pasa kierunek prowzrostowy.  Tylko, ze wszystkie te sposoby znamy już od dawna: zaproponowała je Komisja Europejska. Dobrze, że po zmianie prezydenta Francja będzie je wspierać. Mimo obaw, że zwycięstwo socjalisty zostanie źle odebrane przez rynki, wielkiego wstrząsu nie należy się spodziewać.  Hollande jest odpowiedzialnym politykiem i dobrym ekonomistą. W dzisiejszym wystąpieniu dwa z pierwszych wymienionych priorytetów to wzrost produkcji i walka z deficytem budżetowym.



Bardzo natomiast niepokoją wyniki (wciąż nieoficjalne) wyborów parlamentarnych w Grecji. Parę lat temu mało kto zwróciłby na nie uwagę. Ale dziś wszyscy patrzą na Grecję jak na sejsmograf strefy euro. Setki miliardów wydanych na ratowanie Grecji to inwestycja, której powodzenie uzależnione jest sytuacji politycznej. Tymczasem w dzisiejszych wyborach obie partie proreformatorskie i gwarantujące realizację programu gospodarczego: socjalistyczny PASOK i konserwatywna Nowa Demokracja poniosły porażkę. Ich koalicyjny rząd, i tak wbrew naturze, ale spojony odpowiedzialnością za przyszłość kraju, utracił zdolność samodzielnego rządzenia (uzyskał 33 i 37% głosów. Pozostałe partie weszły do parlamentu na fali sprzeciwu wobec polityce socjalistyczno-konserwatywnej koalicji, wobec UE i wobec MFW. Ich pozycje bardzo się zresztą zradykalizowały. Świetny wynik uzyskała głęboko lewacka koalicja Syriza, nieźle poradzili sobie komuniści z KKE i skrajna prawica LAOS. Do parlamentu po raz pierwszy weszło też ugrupowanie Złocisty Świt (Chryssi Avghi) - na prawo od skrajnej prawicy, otwarcie faszystowska, agresywna partyjka (6-8% głosów, żeby wejsc do parlamentu wystarczy przekroczyć 3% próg wyborczy).


Kto by się spodziewał, w epoce przedkryzysowej, że wybory w peryferyjnej Grecji mogą być dla rynków większym wstrząsem niż wybory we Francji?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby publicznego, ale w sumie nie tak bardzo, bo o zasięgu bardziej niż ograniczonym. To jest ostatni wpis, bo co tu jeszcze pisać.
Właściwie, to co chciałem napisać, już tu jest, mógłbym się tylko powtarzać. O Polsce PiS i Jarosława Kaczyńskiego pisałem w cyklu "Państwo PiS jest nie z tej Europy" (linki poniżej) zanim zdobyli władzę. Nie z tej Europy, którą uważam za swoją. Bo Europy są różne. Tak różne jak ci, którzy na europejskość się powołują. Nie chodzi jednak o to, kto na Europę ma prawo lub nie ma prawa się powoływać, ale po co to robi: z jakim zamiarem, i z jaka pamięcią Europy w głowie. Pisałem o państwie PiS w przekonaniu, że również demokracje są różne. Nie tylko dlatego, że miewają różne konstytucje, bo to oczywiste, ale z powodu zróżnicowanego stosunku do prawa i do wolności.
Pisałem z pozycji osoby, która ma dość jasną wizję dem…

Zdrowe, bo polskie

Polacy są przekonani, że polska żywność jest najlepsza na świecie: najsmaczniejsza, bo Polacy lubią zjeść; najzdrowsza, bo swojego chowu wszystko i naturalne. Nic w tym dziwnego, wiele narodowości ma o swojej żywności dobre zdanie. Jeżeli jeszcze zagranicą ją kupują, to już na pewno wiadomo, że musi być dobra, byle czego by nie kupowali.

Polscy producenci żywności rzeczywiście dużo eksportują i nawet jeżeli konkurencyjna cena produktów i słabość złotego sprzyjają ich sukcesowi, to nie są jedynym wytłumaczeniem tego sukcesu: jakość robi swoje. Ale jeżeli głównym atutem  i znakiem rozpoznawczym polskiej żywności ma być jakość, to o jej uznanie trzeba walczyć. Poważnie traktować każdą rysę na wizerunku, nawet najmniejszą.  Reagować na każdą krytykę, która może marce zaszkodzić.

A tych rys jest coraz więcej. Rosyjskie embargo na mięso można było tłumaczyć względami politycznymi. Nie było ono w stanie zmniejszyć zaufania do polskich produktów w UE. Ale już użycie w masarniach zanieczyszczo…

Euromity: UE zakaże używania cynamonu

To jedna z najbardziej typowych bzdur, jakie na temat UE mogą rozpowszechniać ignoranci. Jeden z nich podpisał tekst na ten temat na Onecie, sensacja doczekała się publikacji też w innych miejscach (TVN24 BiŚ). Autor powołuje się na jakiś raport jakichś naukowców wskazujący na szkodliwy wpływ na ludzki organizm kumaryny zawartej w cynamonie. Nic w tym dziwnego, wszak codziennie ukazują się raporty wskazujące na szkodliwy lub, przeciwnie, zbawienny wpływ różnych substancji na ludzkie zdrowie. Jaki to ma związek z UE?

Zdaniem autora tekstu do Komisji rolnictwa Parlamentu Europejskiego trafił projekt rozporządzenia ograniczający używanie cynamonu. Wedle innych doniesień sprawą zajmuje się parlamentarna komisja zdrowia. Po pierwsze, żeby projekt mógł trafić do komisji parlamentarnej, musiałby istnieć. A nie istnieje. Po drugie, Parlament Europejski nie ma inicjatywy ustawodawczej, projekt musiałby przyjść z Komisji Europejskiej, w której jednak nigdy, ani przez chwilę, nie rozważano możl…