Przejdź do głównej zawartości

Łatwiej uwierzyć w smoka wawelskiego niż w ocieplenie klimatyczne

Todd Akin, republikański kongresmen i kandydat do Senatu, wywołał burzę wyrażając pogląd, że organizm kobiety sam może zablokować ciążę, jeśli padła ona ofiarą "gwałtu we właściwym znaczeniu tego słowa". Nie dość, że kobiecy organizm sam sobie poradzi z niechcianą ciążą, to jeszcze dostarczy dowodu na zasadność oskarżenia o gwałt: organizm obroni się tylko przed prawdziwym gwałtem. Nie trzeba chyba nadmieniać, że Akin jest zaangażowanym przeciwnikiem aborcji. Każdej aborcji, nawet wtedy, gdy ciąża jest wynikiem gwałtu albo kazirodztwa. Nie wiadomo, co bardziej powinno dziwić: głęboka ignorancja osoby publicznej czy fakt, że znajduje ona wyborców skłonnych w absurdy uwierzyć. Zwykle przy takich okazjach pastwimy się nad biednymi Amerykanami posądzając ich o skąpą wiedzę o świecie. Fakt, że aż 40 proc. Amerykanów wierzy, że człowiek wygląda tak jak Bóg go stworzył. To w USA (ale też w Korei Południowej) kreacjonizm jest najbardziej popularny.


Nessy z Loch Ness (makieta, prawdziwy "dinozaur" chyba nie żyje)
Ale i w Polsce ma on wielu zwolenników. W 2006 roku Profesor Maciej Giertych, wówczas europoseł, zwołał konferencję prasową w Parlamencie Europejskim by oznajmić, że teoria ewolucji nie powinna być wykładana w szkołach. Dowodząc słuszności wyznawanej przez siebie teorii kreacjonistycznej postawił tezę, że ludzie żyli w tych samych czasach co dinozaury.  By nie zostać gołosłownym przywołał przykład… smoka wawelskiego. Potwór zapisał się w ludzkiej pamięci jako smok, ale zdaniem profesora-kreacjonisty był po prostu dinozaurem. Podobnie jak szkocki potwór Nessy, ten z Loch Ness. Ale Profesor nie jest przypadkiem odosobnionym.

Jak donosi Gazeta Wyborcza (21/08/2012), powołując się na badania hiszpańskiej Fundacji BBVA, tylko co drugi Polak wie, że ludzie nie żyli w epoce dinozaurów. Hiszpańskie badanie ukazuje zatrważającą ignorancję Polaków jeśli chodzi o wiedzę naukową. Tak, Amerykanie wypadają znacznie lepiej, jeśli za wskaźnik przyjąć średnią obiektywną wiedzę naukową (bo już w kreacjonizmie są nie do pobicia). Wyniki badań pozwalają lepiej zrozumieć dlaczego tak trudno Polakom uwierzyć w zmiany klimatyczne i dlaczego ochronę środowiska, wydatki na badania i na naukę tak wielu uważa za trwonienie pieniędzy. Eurosceptycy oskarżają naturalnie UE o wymuszanie na uległych polskich władzach tego „marnotrawstwa”, które pożytek, naszym kosztem, przynosi innym. Twitter i internetowe czaty roją się o tego rodzaju opinii głoszonych zarówno przez anonimowych autorów i  jak i przez znanych, zwykle narodowo-konserwatywnych, publicystów. 

Płaska Ziemia, bez zmian klimatycznych (kredyt:Wikimedia commons)
To niepojęte jak duża jest liczba osób, które reagują na doniesienia o zmianie klimatu tak, jak pierwsi oponenci Karola Darwina reagowali na tezę, że człowiek mógłby pochodzić od małpy. Wiele trzeba było lat, by ludzie uwierzyli, że Ziemia nie jest płaska. Trochę szybciej poszło z przekonaniem ludzi, że kolej żelazna nie jest wymysłem diabla. To jednak było w czasach, gdy nie było powszechnego szkolnictwa, absolwenci nie tylko wyższych uczelni, ale nawet liceów byli rzadkością, nie było internetu ani telewizji. Dziś to wszystko jest.  Ile lat będzie potrzeba, by Polacy uwierzyli, że klimat się zmienia? Jakaś przaśna zawziętość, buta ignorancji nie pozwala przyjąć do wiadomości tego, co do czego zgodziły się najpotężniejsze umysły planety, opierając swą wiedzę na wieloletnich badaniach.

Za teorią promowaną przez obcych kryje się oczywiście zło wymierzone w nas. Każda wzmianka o promowaniu przez UE inwestycji w naukę i w badania jest postrzegana jak zamach na "polskie" pieniądze, konieczne do realizacji prawdziwych priorytetów: budowy dróg i autostrad. Każda inicjatywa UE w dziedzinie polityki klimatycznej, ograniczenia emisji CO2, jest postrzega jako dowód zmowy obcych, tak przerażonych konkurencją polskiej lokomotywy gospodarczej, lokomotywy węglowej rzecz jasna, że posunęli się do wymyślenia bzdur o zmianie klimatu! A przecież można bronić swoich interesów – bo to oczywiste, że takie partykularne interesy istnieją - nie przecząc faktom i nie blokując tych inicjatyw, które są zgodne z interesem ogólnym. 

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby publicznego, ale w sumie nie tak bardzo, bo o zasięgu bardziej niż ograniczonym. To jest ostatni wpis, bo co tu jeszcze pisać.
Właściwie, to co chciałem napisać, już tu jest, mógłbym się tylko powtarzać. O Polsce PiS i Jarosława Kaczyńskiego pisałem w cyklu "Państwo PiS jest nie z tej Europy" (linki poniżej) zanim zdobyli władzę. Nie z tej Europy, którą uważam za swoją. Bo Europy są różne. Tak różne jak ci, którzy na europejskość się powołują. Nie chodzi jednak o to, kto na Europę ma prawo lub nie ma prawa się powoływać, ale po co to robi: z jakim zamiarem, i z jaka pamięcią Europy w głowie. Pisałem o państwie PiS w przekonaniu, że również demokracje są różne. Nie tylko dlatego, że miewają różne konstytucje, bo to oczywiste, ale z powodu zróżnicowanego stosunku do prawa i do wolności.
Pisałem z pozycji osoby, która ma dość jasną wizję dem…

Zdrowe, bo polskie

Polacy są przekonani, że polska żywność jest najlepsza na świecie: najsmaczniejsza, bo Polacy lubią zjeść; najzdrowsza, bo swojego chowu wszystko i naturalne. Nic w tym dziwnego, wiele narodowości ma o swojej żywności dobre zdanie. Jeżeli jeszcze zagranicą ją kupują, to już na pewno wiadomo, że musi być dobra, byle czego by nie kupowali.

Polscy producenci żywności rzeczywiście dużo eksportują i nawet jeżeli konkurencyjna cena produktów i słabość złotego sprzyjają ich sukcesowi, to nie są jedynym wytłumaczeniem tego sukcesu: jakość robi swoje. Ale jeżeli głównym atutem  i znakiem rozpoznawczym polskiej żywności ma być jakość, to o jej uznanie trzeba walczyć. Poważnie traktować każdą rysę na wizerunku, nawet najmniejszą.  Reagować na każdą krytykę, która może marce zaszkodzić.

A tych rys jest coraz więcej. Rosyjskie embargo na mięso można było tłumaczyć względami politycznymi. Nie było ono w stanie zmniejszyć zaufania do polskich produktów w UE. Ale już użycie w masarniach zanieczyszczo…

Euromity: UE zakaże używania cynamonu

To jedna z najbardziej typowych bzdur, jakie na temat UE mogą rozpowszechniać ignoranci. Jeden z nich podpisał tekst na ten temat na Onecie, sensacja doczekała się publikacji też w innych miejscach (TVN24 BiŚ). Autor powołuje się na jakiś raport jakichś naukowców wskazujący na szkodliwy wpływ na ludzki organizm kumaryny zawartej w cynamonie. Nic w tym dziwnego, wszak codziennie ukazują się raporty wskazujące na szkodliwy lub, przeciwnie, zbawienny wpływ różnych substancji na ludzkie zdrowie. Jaki to ma związek z UE?

Zdaniem autora tekstu do Komisji rolnictwa Parlamentu Europejskiego trafił projekt rozporządzenia ograniczający używanie cynamonu. Wedle innych doniesień sprawą zajmuje się parlamentarna komisja zdrowia. Po pierwsze, żeby projekt mógł trafić do komisji parlamentarnej, musiałby istnieć. A nie istnieje. Po drugie, Parlament Europejski nie ma inicjatywy ustawodawczej, projekt musiałby przyjść z Komisji Europejskiej, w której jednak nigdy, ani przez chwilę, nie rozważano możl…