Przejdź do głównej zawartości

Orientalna wspólnota Kościoła i Cerkwi


Wzajemne przebaczenie i wezwanie do pojednania, które znalazły się we wspólnym przesłaniu Kościoła katolickiego w Polsce i Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej giną w medialnych dywagacjach na temat historycznego spotkania i pojednania narodów. Wizyta Cyryla I ma oprawę państwową a jej narodowy charakter jest przez większość komentatorów uważany za oczywistość, choć abp. Michalik i Cyryl I pozostają bardziej wstrzemięźliwi, jeśli chodzi o państwowo-narodowy charakter wizyty, podkreślając jej wymiar duchowy.

To bardzo dobrze, że katolicy chcą się godzić z prawosławnymi. Jeżeli przy tym chcą to czynić, jako Polacy i jako Rosjanie, ich sprawa. Nic też zdrożnego w tym, że w ich imieniu robią to ich instytucje. Natomiast przestrzegałbym polityków i komentatorów przed propagowaniem poglądu, że chodzi o ważne wydarzenie między dwoma narodami. Nie życzyłbym sobie, żeby te religijne instytucje, w narodowej lub państwowej oprawie, robiły cokolwiek w moim imieniu.  Po pierwsze, tak samo jak Kościół nie może się w moim imieniu z nikim różnić, tak samo nie może się z nikim godzić. Nie utożsamiam się z autorami przesłania, a jako jego mimowolny odbiorca, po prostu go nie przyjmuję. Po drugie, zgoda między wspólnotami religijnymi budowana przez hierarchów na tym, co dla nich wspólne budzi mój niepokój, bo wiele z tych wspólnych zasad i poglądów jest w politycznych realiach nie do pogodzenia z nowoczesnym, demokratycznym państwem.

Świeckość to ateizm, ateizm to grzech
Nie wiem dlaczego przygotowanie przesłania zabrało aż dwa lata, bo nie ma w nim nic zaskakującego ani nowego. Całe zło tego świata jest wynikiem grzechu. Wśród najcięższych grzechów, będących hańbą "współczesnej" cywilizacji, są terroryzm i konflikty zbrojne na równi z aborcją i eutanazją. Trzeba bronić rodziny jako związku między kobietą i mężczyzną. Na czele fundamentalnych swobód jest wolność religijna, ale nie obejmuje ona odrzucenia religii. Natomiast obrona praw związków osób tej samej płci odbywa się tylko pod pretekstem wolności, bo oczywiście z prawdziwą wolnością nie ma ona nic wspólnego. Swoboda religijna oznacza przede wszystkim obecność Kościoła w życiu publicznym i symboli religijnych w przestrzeni publicznej. Odmienna opinia w tej kwestii to fałszywie pojęta świeckość, fundamentalistyczna, będąca odmiana ateizmu (sic!). Jak powiedział abp Michalik "chrześcijanin nigdy nie może uważać, że wiara to fakt prywatny". Z przesłania wynika, że nikt nie może. Przedstawiciele obu wyznań uznają autonomię władzy świeckiej i władzy kościelnej. Ale nie jej rozdział. Opowiadają się za współpracą z władzą świecką. To konkordatowe ujęcie tematu nie dziwi, skoro jest konkordat. Ale nawet w państwie, które w XX wieku zagwarantowało konkordatową autonomię feudalnej instytucji religijnej, dziwi obecność członków rządu na tej uroczystości. Dziwi przez sekundę, bo w końcu jest to rząd, który nie przyjęła Karty praw podstawowych UE i odmówiła ratyfikacji konwencji Rady Europy ws. przemocy wobec kobiet. Polskiemu państwu bliżej do koncepcji świeckości i praw fundamentalnych wyrażonych w prawosławno-katolickim przesłaniu niż do zasady praktyki uważanych w UE za europejskie.

Orientalność polskiego katolicyzmu
Wizyta Cyryla I stała się okazją do większej niż zwykle obecności przedstawicieli Cerkwi w polskich mediach. To wyjątkowa sytuacja, bo wyznaniowa kwota jest przecież zwykle wypełniona w 99% przez katolików. Więcej też artykułów o prawosławiu. To dobrze, bo ta chwilowa tendencja pozwala dostrzec bliskie pokrewieństwo między polskim katolicyzmem a wschodnim chrześcijaństwem w wydaniu rosyjskim. W Przesłaniu obaj religijni liderzy wprost się zresztą odnoszą do wspólnego, wschodnio-zachodniego dziedzictwa. Sama treść dokumentu tę wspólnotę postrzegania współczesnego świata unaocznia: miejsce religii w przestrzeni publicznej, świeckość, stosunek do praw człowieka i podstawowych wolności, stosunek do rodziny, do kobiety, do homoseksualizmu. W Przesłaniu nie ma nawet próby nowego spojrzenia, ustosunkowania się do wyzwana współczesności. Dogmat, doktryna, grzech. I władza: świecka i religijna. Nie jeden ajatollah mógłby się pod tym podpisać. Orientalność polskiego katolicyzmu widać też w religijnej estetyce: to samo zamiłowanie do bizantyjskiego przepychu, do strojów, do sznytu z innej przestrzeni i z innego czasu. Z punktu widzenia mody, do polskich księży lepiej by pasowali reymontowscy chłopi i faceci w kontuszach niż ubrani po dzisiejszemu wierni. Nawet w pojmowaniu hierarchii, feudalnej jak to w feudalnej strukturze, widać orientalny wymiar. Ale to, co najlepiej ukazuje wschodniość polskiego katolicyzmu to relacja jednostka-wspólnota. Jednostka zawsze przegrywa ze wspólnotą, jest znaczenie jest niewielkie. To typowe dla struktur totalistycznych czy totalitarnych. Dotyczy to nie tylko Kościoła katolickiego, jako instytucji – tam też zdarzają się przecież duchowni myślący inaczej – ale polskiego katolicyzmu w ogóle. To dlatego kontestacja praw jednostki i sytuowanie na pierwszym miejscu wspólnoty (narodowej lub wyznaniowej) są tak silne w PiS lub innych partiach i organizacjach odwołujących się do "tradycyjnego" katolicyzmu. 

Tradycyjność tego katolicyzmu oznacza zwykle jego orientalność, bliskość z rosyjskim, państwowym prawosławiem. To dlatego też tak silny jest w polskim "tradycyjnym" katolicyzmie ostracyzm wobec "Tygodnika Powszechnego" i całego, mniejszościowego środowiska polskich katolików odnajdujących się w chrześcijańskim personalizmie i czujących się w Europie (a nie w Moskwie) u siebie. Jeśli zaś chodzi o znaczenie słów Europa i europejskość, to ich rozumienie przez polskich katolików-tradycjonalistów najlepiej wyraził rosyjski metropolita Hiłarion (Gazeta Wyborcza 17/08/2012) w artykule Europa tylko z krzyżem: "Europejczyk nie może znaleźć odpowiedzi na [pytania dotyczące wolności i praw człowieka] poza tradycją chrześcijańską, na której zbudowana jest cała cywilizacja kontynentu". Nie wiadomo dokładnie jakie ma metropolita na myśli przypadki, "w których międzynarodowe struktury europejskie usiłowały wpływać na stronę polską, dążąc do tego, by Polska wycofała się w podjętych zgodnie z prawem kroków mających na celu obronę młodego pokolenia przed zgorszeniem.", ale ogólnie chodzi o homofobię. "To niedopuszczalne ingerencje w sprawy wewnętrzne państw." Tym samym językiem o Europie mówi PiS.

Bogurodzico, przegnaj Tuska
O "Kościołach obu narodów" pisze Jan Turnau w Wyborczej. Nie wiem, co ma na myśli. Jeżeli pojednanie między polskimi katolikami a rosyjskimi prawosławnymi ma się przyczynić do pojednania między Polską a Rosją, należy temu przyklasnąć. Nie sądzę jednak by spotkanie Cyryla I i abp. Michalika mogło mieć zasadniczy wpływ na chorobliwie antyrosyjską retorykę PiSu i innych partii i partyjek konkurujących o elektorat ludu smoleńskiego. A ta retoryka ma większy wpływ na polsko-rosyjskie kontakty niż dogmatyczne różnice między Madonnami ze Smoleńska i z Częstochowy. Polski Kościół, choćby nie wiem jak silne były wpływy nacjonalistyczne w Episkopacie (o parafiach nie wspominając), nie jest Kościołem narodowym. Mimo politycznych ambicji polskiego Kościoła i łatwości, z jaką je realizuje, nie jest on też Kościołem państwowym, tak jak katolicyzm nie jest – formalnie - państwową religią. Wizyta może mieć natomiast większy wpływ na politykę Rosji, bo nie ma przecież wątpliwości, że Cyryl I przybył do Polski (a nie tylko do polskich katolików) z mandatem Putina.

Oczywistość aliansu Cerkwi i Kremla wykorzystały dziewczyny z Pussy Riot śpiewając podczas prawosławnego nabożeństwa "Bogurodzico, przegnaj Putina". Dziś skazano je na dwa lata łagru. Z jednej strony nasuwa się skojarzenie z wieloletnim procesem i szykanami, których ofiarą padła Nieznalska (choć w tym przypadku wolność słowa na szczęście zwyciężyła). Z drugiej nie trudno też znaleźć różnice: w Polsce, to raczej narodowi katolicy zaśpiewaliby "Bogurodzico, przegnaj Tuska". Z tą samą żarliwością, z jaką śpiewają na religijno-politycznych wiecach "Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie". Bo nie ma dla nich większego zniewolenia niż demokracja. I większej wolności niż wyznaniowe państwo narodu polskiego. Tusk, mimo akceptacji niekonstytucyjnej roli Kościoła katolickiego w państwie, musiałby oddać władze Kaczyńskiemu i Rydzykowi, żeby zdobyć względy tej części elektoratu.

Przebaczenie i pojednanie
Zbieżność daty przesłania z ogłoszeniem skandalicznego wyroku na Pussy Riot ułatwia właściwe odczytanie jednej z części ogłoszonego dziś dokumentu. Cyryl I nie wybaczył Marii, Jekatierinii i Nadieżdzie ich sposobu skorzystania ze swobody religijnej. Putinowska sprawiedliwość załatwiła sprawę po swojemu, ale i po myśli Wiekuistej Cerkwi: do łagru. A protesty w Europie i na świecie to - jak powiedziałby metropolita Hiłarion - niedopuszczalna ingerencja w sprawy rosyjskiego państwa. Wzajemne przebaczenie polskich katolików i rosyjskich prawosławnych dotyczy tylko ich samych i niewiele ma wspólnego z chrześcijańskim miłosierdziem. Jest instrumentem pojednania, mającego na celu obronę wspólnych interesów i zasad, które mają zagwarantować relacje z władzą świecką. Prawosławna Cerkiew rosyjska jest z tego punktu widzenia naturalnym sojusznikiem polskiego Kościoła katolickiego, którego hierarchia marzy o takim sojuszu ołtarza i tronu, który właściwy jest wschodniemu chrześcijaństwu. Przebaczenie jest więc tylko elementem kontraktu między dwoma partnerami. A skoro kontraktu, to nic dziwnego, że jego wynegocjowanie zabrało dwa lata. 

-------------------------------------------------
Zdjęcia pochodzą z portalu Kresy24.pl

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Do kogo przyjeżdża Trump?

Ryszard Petru ma rację, gdy się upiera, że Donald Trump nie przyjeżdża do Kaczyńskiego, tylko do Polski. Oczywiście nie można zaakceptować pisowskiej retoryki, wedle której Stany Zjednoczone Donalda Trumpa są sojusznikiem Polski Jarosława Kaczyńskiego. Ale czy przychodzenie na wiec poparcia na placu Krasińskich jest dobrym sposobem, żeby takiemu stawianiu sprawy przez PiS się przeciwstawić? Myślę, że nie.
Donald Trump przyjeżdża do Polski trochę jak Erdogan chciał przyjechać do Niemiec: na spotkanie ze swoimi. Erdogan tak jak Trump chciał sobie zorganizować wiec. Nie zorganizował, Niemcy go nie wpuścili. Nie mówię, że Trumpa nie należy wpuszczać: USA to nie Turcja, Polska to nie Niemcy. Można spluwać z pogardą na realpolitik, ale nie każdego stać na uprawianie polityki kształtującej realia, a wtedy to realia kształtują politykę. Tak już jest. Rzeczą nie do pomyślenia jest jednak, żeby Trump sobie organizował w Polsce gospodarską wizytę w centrum miasta i żeby jego ambasador na nią zapr…

PiS walczy z kastami, czyli algorytm zmiany ustroju

Beata Szydło, premier polskiego rządu, powiedziała, że w imię sprawiedliwości społecznej, PiS konsekwentnie przeprowadzi reformę wymiaru sprawiedliwości odbierając władzę nad nim kaście i korporacji prawniczej. To ważne słowa, bo w prosty sposób przedstawiają retoryczny algorytm tłumaczący zmianę ustroju państwa przeprowadzaną przez Jarosława Kaczyńskiego. Oto na czym on polega.

Sędziowie i adwokaci tworzą kastę (korporację) prawną.
Służba cywilna tworzy kastę (korporację) urzędniczą.
Media tworzą kastę (korporację) dziennikarską.
Politycy tworzą kastę (korporację) polityczną.
Organizacje pozarządowe tworzą kastę (korporację) pozarzadową czyli pozapaństwową czyli pozanarodową.
Unia Europejska tworzy kastę (korporację) obcych (z natury rzeczy wrogów Polski).

Tylko PiS nie tworzy kasty ani korporacji. Nie ma tam bowiem sędziów, adwokatów, urzędników, polityków, pozarządowców ani, za przeproszeniem, Europejczyków. Są natomiast zwarte szeregi realizatorów woli Suwerena, czyli Polaków popi…

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby publicznego, ale w sumie nie tak bardzo, bo o zasięgu bardziej niż ograniczonym. To jest ostatni wpis, bo co tu jeszcze pisać.
Właściwie, to co chciałem napisać, już tu jest, mógłbym się tylko powtarzać. O Polsce PiS i Jarosława Kaczyńskiego pisałem w cyklu "Państwo PiS jest nie z tej Europy" (linki poniżej) zanim zdobyli władzę. Nie z tej Europy, którą uważam za swoją. Bo Europy są różne. Tak różne jak ci, którzy na europejskość się powołują. Nie chodzi jednak o to, kto na Europę ma prawo lub nie ma prawa się powoływać, ale po co to robi: z jakim zamiarem, i z jaka pamięcią Europy w głowie. Pisałem o państwie PiS w przekonaniu, że również demokracje są różne. Nie tylko dlatego, że miewają różne konstytucje, bo to oczywiste, ale z powodu zróżnicowanego stosunku do prawa i do wolności.
Pisałem z pozycji osoby, która ma dość jasną wizję dem…