Przejdź do głównej zawartości

Viviane Reding 2014

M. Barnier i V. Reding                                                       ©UE 2012
Viviane Reding- wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej i komisarz do spraw Sprawiedliwości, Obywatelstwa i Praw Podstawowych - uchodzi za najbardziej wyrazistą postać w zespole Barroso. Podoba się dziennikarzom, bo nie ucieka od komentarzy na żaden temat, nawet jeśli wykracza on poza jej kompetencje. Wsławiła się nie tak dawno krytyką francuskiej polityki wobec Romów, wprost i w mocnych słowach atakując Sarkozy'ego. Dziś jest bardziej ugodowo nastawiona wobec ekipy François Hollande'a, ale nie traci animuszu (zob. jej wywiad dla Le Monde). Nie jest najczęściej tweetującym  komisarzem, ale jeśli coś w Twitterze zamieści, raczej nie przechodzi to niezauważone. Jej ostra krytyka Węgier, a ostatnio Rumunii, zważywszy na stan demokracji w tych krajach, nie dziwi. Tym bardziej, że jest zgodna z linią Barroso. Ale już deklaracje Reding na temat federalnej Europy, na temat unii politycznej i ogólnoeuropejskiego referendum w tej sprawie idą znacznie dalej niż ostrożna retoryka Komisji.

Jest mało prawdopodobne by taka postawa była tylko odzwierciedleniem rogatej duszy pani komisarz. Nie trudno dostrzec w niej polityczna kalkulację. Oczywiście u polityka nie musi to wcale uchodzić za wadę.  Mnożą się jednak komentarze na temat spodziewanego wyniku tej kalkulacji. Za dwa i pół roku kończy się obecna kadencja Komisji Europejskiej. Wedle  politycznego zegara, to już tuż tuż, bo przecież z rozdaniem kart nie czeka się do ostatniej chwili. Reding jest komisarzem już po raz drugi. Zdaniem niektórych komentatorów Jean-Claude Juncker, luksemburski premier i niemniej wyrazisty niż ona sama polityk, udzielił jej dwukrotnie poparcia, gdy obsadzano stanowiska komisarzy, by pozbyć się niebezpiecznego konkurenta u siebie w kraju. Mało jednak prawdopodobne, by udało mu się to po raz trzeci. I to nie tylko dlatego, że trzeci raz komisarzem się raczej nie zostaje. Jest jasne, że Reding nie marzy o dożywociu na stołku komisarza. 

W czerwcu 2014 odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego i wybory parlamentarne w Luksemburgu. Reding mogłaby zastąpić Junckera, jeżeli konserwatyści wygrają. Mówi się też jednak, że gotowa jest zrezygnować z tej opcji, gdyby mogła zastąpić na stanowisku szefa Komisji Barroso. Dość popularna jest teza, że polityczna wyrazistość i wszechobecność Reding jest obliczona na takie rozwiązanie. Spekuluje się na ten temat na przykład we Francji, starając się zrozumieć jej postawę wobec kwestii Romów. Jej wcześniejsze ataki na Sarkozy'ego przysporzyły jej zwolenników poza Francją (również w Polsce) i w samej Francji (bo wszystko działo się w atmosferze zbliżających się wyborów prezydenckich). Jej obecna, bardziej ugodowa postawa (mimo, że we Francji zmieniła się raczej retoryka, niż sedno) miałaby jej zapewnić kluczowe poparcie François Hollande'a. Juncker pewnie by się nie sprzeciwił, Niemcy - daliby się przekonać Francuzom. 

Scenariusz możliwy przy założeniu, że liderzy państw UE zgodzą się na wyrazistego szefa Komisji Europejskiej.  Od czasów Jacquesa Delorsa, unikają tego jak ognia. Czy dadzą się przekonać, że wyrazistość polityczna Viviane Reding jest jak jej fryzura: nie tylko utrwalona lakierem, któremu żaden huragan nie groźny, ale przede wszystkim dokładnie wymodelowana? Jeśli tak, to w pakietowym rozdaniu można też się spodziewać spełnienia innego proroctwa: szefem Parlamentu Europejskiego mógłby zostać w 2014 Francuz, Michel Barnier. Gdzieniegdzie słychać też glosy, że być może szefem Komisji Europejskiej powinien zostać ktoś z krajów o krótszym stażu w UE, na przykład Polak. Co wtedy stałoby się z Viviane Reding? Jean-Claude Juncker woli o tym pewnie nie myśleć. Natomiast mógłby o tym pomyśleć Radek Sikorski. Od jego prointegracyjnego, pamiętnego wystąpienia w Berlinie niektórzy przypisują mu takie ambicje. Przypomina się o nich przy okazji kolejnych przemówień lub artykułów, takich jak ten opublikowany w Frankfuter Allgemeine Zeitung.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Do kogo przyjeżdża Trump?

Ryszard Petru ma rację, gdy się upiera, że Donald Trump nie przyjeżdża do Kaczyńskiego, tylko do Polski. Oczywiście nie można zaakceptować pisowskiej retoryki, wedle której Stany Zjednoczone Donalda Trumpa są sojusznikiem Polski Jarosława Kaczyńskiego. Ale czy przychodzenie na wiec poparcia na placu Krasińskich jest dobrym sposobem, żeby takiemu stawianiu sprawy przez PiS się przeciwstawić? Myślę, że nie.
Donald Trump przyjeżdża do Polski trochę jak Erdogan chciał przyjechać do Niemiec: na spotkanie ze swoimi. Erdogan tak jak Trump chciał sobie zorganizować wiec. Nie zorganizował, Niemcy go nie wpuścili. Nie mówię, że Trumpa nie należy wpuszczać: USA to nie Turcja, Polska to nie Niemcy. Można spluwać z pogardą na realpolitik, ale nie każdego stać na uprawianie polityki kształtującej realia, a wtedy to realia kształtują politykę. Tak już jest. Rzeczą nie do pomyślenia jest jednak, żeby Trump sobie organizował w Polsce gospodarską wizytę w centrum miasta i żeby jego ambasador na nią zapr…

PiS walczy z kastami, czyli algorytm zmiany ustroju

Beata Szydło, premier polskiego rządu, powiedziała, że w imię sprawiedliwości społecznej, PiS konsekwentnie przeprowadzi reformę wymiaru sprawiedliwości odbierając władzę nad nim kaście i korporacji prawniczej. To ważne słowa, bo w prosty sposób przedstawiają retoryczny algorytm tłumaczący zmianę ustroju państwa przeprowadzaną przez Jarosława Kaczyńskiego. Oto na czym on polega.

Sędziowie i adwokaci tworzą kastę (korporację) prawną.
Służba cywilna tworzy kastę (korporację) urzędniczą.
Media tworzą kastę (korporację) dziennikarską.
Politycy tworzą kastę (korporację) polityczną.
Organizacje pozarządowe tworzą kastę (korporację) pozarzadową czyli pozapaństwową czyli pozanarodową.
Unia Europejska tworzy kastę (korporację) obcych (z natury rzeczy wrogów Polski).

Tylko PiS nie tworzy kasty ani korporacji. Nie ma tam bowiem sędziów, adwokatów, urzędników, polityków, pozarządowców ani, za przeproszeniem, Europejczyków. Są natomiast zwarte szeregi realizatorów woli Suwerena, czyli Polaków popi…

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby publicznego, ale w sumie nie tak bardzo, bo o zasięgu bardziej niż ograniczonym. To jest ostatni wpis, bo co tu jeszcze pisać.
Właściwie, to co chciałem napisać, już tu jest, mógłbym się tylko powtarzać. O Polsce PiS i Jarosława Kaczyńskiego pisałem w cyklu "Państwo PiS jest nie z tej Europy" (linki poniżej) zanim zdobyli władzę. Nie z tej Europy, którą uważam za swoją. Bo Europy są różne. Tak różne jak ci, którzy na europejskość się powołują. Nie chodzi jednak o to, kto na Europę ma prawo lub nie ma prawa się powoływać, ale po co to robi: z jakim zamiarem, i z jaka pamięcią Europy w głowie. Pisałem o państwie PiS w przekonaniu, że również demokracje są różne. Nie tylko dlatego, że miewają różne konstytucje, bo to oczywiste, ale z powodu zróżnicowanego stosunku do prawa i do wolności.
Pisałem z pozycji osoby, która ma dość jasną wizję dem…