Przejdź do głównej zawartości

Nobel dla UE, nagroda otrzeźwienia

Unia Europejska, w swej obecnej postaci i w poprzednich wcieleniach, została dziś wyróżniona pokojową nagrodą Nobla za to, że w ciągu sześćdziesięciu lat udało się jej "zamienić kontynent wojny w kontynent pokoju". Tego uzasadnieni nie trzeba rozwijać, bo każdy, kto sprawę analizuje bez złej woli, musi temu rozumowaniu przyznać rację: nigdy w historii, w żadnej cywilizacji, nie udało się wymyślić i zrealizować planu takiego powiązania nienawidzących się i od wieków wojujących między  sobą narodów, żeby wojna między nimi została wyeliminowana na stałe, by wojna stała się nie do pomyślenia. Unia Europejska jest rezultatem tego planu. 

Przewodniczący Norweskiego Komitetu Noblowskiego, Thorbjoern Jagland, podał jednak jeszcze jedna przyczynę przyznania UE nagrody, odpowiadając bardziej na pytanie dlaczego teraz niż dlaczego w ogóle. Chodziło o to, by uratować to co udało się osiągnąć i by poprawić to, co udało się stworzyć, bo to jedyny i najlepszy sposób, aby poradzić sobie z obecnymi problemami. Chodzi oczywiście o wyniszczający Europę kryzys. Nagroda pocieszenia? Nie, przeciwnie:  nagroda otrzeźwienia. Proeuropejski apel z eurosceptycznej Norwegii: Europejczycy, obywatele Unii, szefowie narodowych państw i państewek: nie marnujcie tego, co zostało dokonane.  W tym sensie, rzeczywiście mają rację ci, którzy wiedzeni polityczną poprawnością głoszą, że pokojowy Nobel adresowany jest do pięciuset milionów Europejczyków. Żeby tak łatwo nie zapominali, jaką wartością jest pokój. I że metoda, jaką dawno temu znaleziono by wojnę zastąpić  negocjacjami, współpracą i podziałem zasobów, jest też metodą na wspólne życie.

Nie wiem, czy udało się to przypomnieć. Na Unię i  Komitet Noblowski posypał się grad krytyki. Że Nagroda się nie należy, bo jest kryzys. A jak kryzys, to trudno żyć. A jak trudno - to pokoju w umysłach nie ma. Absurd kompletny. Wszystkie pokojowe Nagrody Nobla w ostatnich kilkudziesięciu latach były krytykowane: a to że, laureat jest raczej wojennym podżegaczem niż obrońcą pokoju (Kissinger), albo, że terrorystą (Arafat), albo, że dostał nagrodę za kolor skóry i na wyrost (Obama), albo, że byli lepsi kandydaci, bo jak wiadomo zawsze są lepsi kandydaci. Pierwszy raz się zdarza, że laureatowi chcą nagrodę zabrać, bo jest słabego zdrowia. Oskarżanie Unii o kryzys jest tak samo głupie jak nieuczciwe, bo kryzys nie w UE się zaczął i nie nadmiar, ale niewystarczający poziomem integracji sprawił, że tak szybko się rozprzestrzenił. Nie unijne przepisy, ale ich brak lub nieprzestrzeganie przez państwa członkowskie zadecydował o trwałości i głębi tego kryzysu. Przede wszystkim jednak, to nie z ekonomii dostała Unia nagrodę, nagroda jest pokojowa.

Zarzucają Unii, że ma armię i wydaje dużo na zbrojenia. Można oczywiście powiedzieć, że to nie UE, tylko państwa czlonkowskie. Ale czy państwa członkowskie to nie Unia? No Unia przecież. Zarzucają też Unii, że była bezradna w Bośni. Owszem, nie miała armii. W Srebrenicy wymordowano ludzi pod nosem uzbrojonych holenderskich żołnierzy. Działających jednak pod egida NATO. Unia jest winna? Ma mieć Unia armię czy ma nie mieć? Jak wytłumaczyć ludziom, że kraje, które zaledwie  kilkanaście lat temu toczyły brutalną wojnę na wyniszczenie, dziś muszą ze sobą jakoś współpracować, dbać o prawa człowieka, budować demokratyczne instytucje, nawet jeśli bez głębokiego przekonania, to muszą jednak, bo taka jest europejska soft power, zwana europejską perspektywą?

Łatwiej jest powiedzieć, że Unia to nie my, to oni, to obcy, winni wszystkiemu. Dlatego to oczywiście nieprawda, że jest to nagroda dla wszystkich obywateli UE. Nie, jest to przede wszystkim nagroda dla tych, którzy kiedyś integrację europejską wymyślili i tchnęli w nią życie. W tym sensie, jest to nagroda pośmiertna, pierwsza w noblowskiej historii. Jest to nagroda dla tych, którzy dziś w tę ideę wierzą i na co dzień ją realizują. Na pewno nie jest to nagroda dla Camerona i Klausa. Nie dla tych, którzy hołdują w ten czy inny sposób narodowym egoizmom i z populistycznym lub ideologicznym impetem niszczą najmądrzejszy projekt, jaki kiedykolwiek Europejczykom udało się stworzyć.


Przemówienie laureata (Van Rompuy i Barroso w duecie) na ceremonii wręczenia Nagrody Nobla (po polsku, ale dla tych, dla których UE to chińszczyzna, jest też po chińsku)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby publicznego, ale w sumie nie tak bardzo, bo o zasięgu bardziej niż ograniczonym. To jest ostatni wpis, bo co tu jeszcze pisać.
Właściwie, to co chciałem napisać, już tu jest, mógłbym się tylko powtarzać. O Polsce PiS i Jarosława Kaczyńskiego pisałem w cyklu "Państwo PiS jest nie z tej Europy" (linki poniżej) zanim zdobyli władzę. Nie z tej Europy, którą uważam za swoją. Bo Europy są różne. Tak różne jak ci, którzy na europejskość się powołują. Nie chodzi jednak o to, kto na Europę ma prawo lub nie ma prawa się powoływać, ale po co to robi: z jakim zamiarem, i z jaka pamięcią Europy w głowie. Pisałem o państwie PiS w przekonaniu, że również demokracje są różne. Nie tylko dlatego, że miewają różne konstytucje, bo to oczywiste, ale z powodu zróżnicowanego stosunku do prawa i do wolności.
Pisałem z pozycji osoby, która ma dość jasną wizję dem…

Euromity: UE zakaże używania cynamonu

To jedna z najbardziej typowych bzdur, jakie na temat UE mogą rozpowszechniać ignoranci. Jeden z nich podpisał tekst na ten temat na Onecie, sensacja doczekała się publikacji też w innych miejscach (TVN24 BiŚ). Autor powołuje się na jakiś raport jakichś naukowców wskazujący na szkodliwy wpływ na ludzki organizm kumaryny zawartej w cynamonie. Nic w tym dziwnego, wszak codziennie ukazują się raporty wskazujące na szkodliwy lub, przeciwnie, zbawienny wpływ różnych substancji na ludzkie zdrowie. Jaki to ma związek z UE?

Zdaniem autora tekstu do Komisji rolnictwa Parlamentu Europejskiego trafił projekt rozporządzenia ograniczający używanie cynamonu. Wedle innych doniesień sprawą zajmuje się parlamentarna komisja zdrowia. Po pierwsze, żeby projekt mógł trafić do komisji parlamentarnej, musiałby istnieć. A nie istnieje. Po drugie, Parlament Europejski nie ma inicjatywy ustawodawczej, projekt musiałby przyjść z Komisji Europejskiej, w której jednak nigdy, ani przez chwilę, nie rozważano możl…

Zdrowe, bo polskie

Polacy są przekonani, że polska żywność jest najlepsza na świecie: najsmaczniejsza, bo Polacy lubią zjeść; najzdrowsza, bo swojego chowu wszystko i naturalne. Nic w tym dziwnego, wiele narodowości ma o swojej żywności dobre zdanie. Jeżeli jeszcze zagranicą ją kupują, to już na pewno wiadomo, że musi być dobra, byle czego by nie kupowali.

Polscy producenci żywności rzeczywiście dużo eksportują i nawet jeżeli konkurencyjna cena produktów i słabość złotego sprzyjają ich sukcesowi, to nie są jedynym wytłumaczeniem tego sukcesu: jakość robi swoje. Ale jeżeli głównym atutem  i znakiem rozpoznawczym polskiej żywności ma być jakość, to o jej uznanie trzeba walczyć. Poważnie traktować każdą rysę na wizerunku, nawet najmniejszą.  Reagować na każdą krytykę, która może marce zaszkodzić.

A tych rys jest coraz więcej. Rosyjskie embargo na mięso można było tłumaczyć względami politycznymi. Nie było ono w stanie zmniejszyć zaufania do polskich produktów w UE. Ale już użycie w masarniach zanieczyszczo…