Przejdź do głównej zawartości

Unia mrozi polskie drogi

Przedziwna sprawa z tymi pieniędzmi na drogi, których Komisja Europejska postanowiła Polsce nie dawać. Przedziwna jest histeria, którą decyzja Komisji wywołała, przedziwna jest reakcja prawicowej opozycji oskarżającej rząd Tuska, przedziwne są deklaracje pani minister rozwoju regionalnego. Niewiedza i/lub zła wola najgłośniejszych uczestników tej awantury nie są przedziwne; są porażające.

Co zamroziła Komisja

Ciekawe, że gdzie się nie odwrócę słyszę o zamrożeniu przez Komisję wypłaty środków. Tymczasem o zamrożeniu czy wstrzymaniu wypłaty trudno mówić, bo Polska o te pieniądze jeszcze nawet do Komisji nie wystąpiła. Dlatego twierdzenie, że decyzja skutkuje utratą płynności jest zupełnie nieuzasadnione. Skoro tak, to jeszcze bardziej niezwykłe są lamenty po traconych przez Polskę, czy też przez Tuska, pieniędzy. Śpieszę lamentujących pocieszyć: to nie ten etap. Decyzja Komisji faktycznie oznacza, że gdyby Polska wystąpiła teraz o zwrot wydanych na drogi pieniędzy, to by ich nie dostała, bo trwa śledztwo. Tylko, że Polska o zwrot wystąpić teraz i tak nie może, bo sama pieniędzy jeszcze nie wyłożyła.

Dużo tych pieniędzy?

Czy jest się o co martwić? Oczywiście, bo chodzi o duże kwoty, choć na razie teoretyczne. Polska, kiedy przyjdzie pora, będzie mogła wystąpić o zarezerwowane w Brukseli 890 milonów euro z funduszu ochrony środowiska i 67,2 miliony euro na rozwój regionalny. To prawie cztery miliardy złotych, znacząca kwota.  Komisja zapowiada, że jeśli i kiedy nieprawidłowości zostaną wyjaśnione, pieniądze znowu będą do dyspozycji. Termin nieprawidłowości to jednak eufemizm, bo unijny język rozróżnia nieprawidłowości (nieumyślne) i nadużycia finansowe (umyślne), a w przypadku zmowy handlowej i ustawiania przetargów to ten drugi termin ma zastosowanie. Jedenastu osobom postawiono zarzuty. To nie jest nic. Poza naruszeniem reguł zarządzania funduszami, chodzi o naruszenie przepisów dotyczących zamówień publicznych i ochrony konkurencji.

Lepiej trzymać język za zębami 

Wysłuchałem też piejącej z oburzenia pani minister Bieńkowskiej. Z oburzenia wywołanego nie tyle rozmiarem możliwego przestępstwa, nie tym, że członkowie lub szefowie zarządów największych spółek budowlanych i dyrektor z GDDKiA są wśród oskarżonych, ale niewdzięcznością Komisji Europejskiej. Jak to: przecież to nie Komisja wykryła sprawę, to my sami. I teraz nas za to karać? Panią minister można by wyśmiać za naiwność. Wiara w to, że Komisja Europejska z sympatii dla dzielnych polskich detektywów przymknie oko na toczone w Polsce śledztwo, wstrzyma procedury i zrezygnuje z głoszonej od lat zasady "zero tolerancji dla przekrętów", to jednak naiwność, czyż nie? Sprawa jest jednak poważniejsza. Pani minister sformułowała wniosek: skoro tak, to pewnie lepiej nic Komisji nie mówić. Inaczej mówiąc: ukryć przestępstwo z cwaniactwa. Jeżeli polityk, członek rządu, taką wyciąga ze sprawy nauczkę, to chodzi nie tylko o naiwność, ale i o etykę. 

Donieśli dziennikarze

Fakt, że nie tylko polska minister dochodzi do takich konkluzji, niczego nie usprawiedliwia. Ale rzeczywiście w sprawozdaniu na temat nadużyć w dziedzinie funduszy strukturalnych  z 2011 roku Komisja krytykuje niektóre państwa członkowskie za tolerowanie przekrętów i niezgłaszanie ich do Komisji. Wśród państw na bakier z etyką i prawem jeśli chodzi o fundusze przeznaczone na rolnictwo Komisja wymieniła Francję, Wielką Brytanię, Hiszpanię i Niemcy. Ale już na przykład gdy chodzi o wydatki na ochronę środowiska Niemcy uchodzą za prymusa, razem z Włochami i… Polską. Różnice są więc nie tylko międzynarodowe, ale też międzyresortowe. Jak o polskim przypadku dowiedziała się Komisja Europejska? Nie od pani Bieńkowskiej. Choć powinna była. Komisja twierdzi, że źródłem jej wiedzy była polska prasa donosząca o trwającym śledztwie.

Skandaliczna presja

Zbaraniałem słysząc, że "Unia Europejska", wywołując sprawę na tydzień przed posiedzeniem Rady Europejskiej chce wywrzeć na Polskę presję, żeby stała się bardziej uległa w negocjowaniu budżetu na lata 2014-2020. Pomijam już kwestię daty, choć faktycznie Komisja Europejska poinformowała Polskę o swojej decyzji 21 grudnia 2012. Kto z tym teraz poleciał do dziennikarzy? Nie mam pojęcia, ale w sumie nie ma to znaczenia. Bo tego rodzaju decyzje są czysto administracyjne. Procedurę, z chwilą otrzymania informacji, rozpoczyna z automatu nisko usytuowany w hierarchii urzędnik. Nikt tej maszyny potem nie jest w stanie zatrzymać. I tak ma być. Gdyby na jakimkolwiek etapie zaangażowany był czynnik polityczny, gdyby możliwe było ręczne sterowanie, nie byłoby końca podejrzeniom, że eurokraci coś zmajstrowali. Takie decyzje podejmowane są regularnie, dotyczą wszystkich bez wyjątku państw członkowskich i wszystkich rodzajów unijnych funduszy: na środowisko, na infrastrukturę, na rolnictwo, na rozszerzenie. Poza tym Komisja to nie Unia Europejska. Komisja popiera polskie stanowisko w sprawie wydatków na spójność i sprzeciwia się cięciom. Unia wywierająca presję na Polskę to znaczy kto: wszystkie 26 krajów? Czechy i Litwa, które są po polskiej stronie? Wielka Brytania, która chce ciąć, ale z Komisją ma raczej na pieńku? Francja, która razem z Polską będzie bronić wydatków na rolnictwo?

Kto trwoni unijne pieniądze

Powodem wstrzymania wypłat funduszy strukturalnych i innych podobnych decyzji w olbrzymiej większości przypadków jest stwierdzenie nieprawidłowości przez państwa członkowskie. To oczywiste, skoro nie Komisja, ale właśnie państwa członkowskie rozporządzają 80 procentami unijnego budżetu i skoro to one, a nie Komisja, mają do swojej dyspozycji organy ścigania. Co roku czytamy w prasie, przy okazji nowego sprawozdania, że UE źle wydaje pieniądze. UE, to znaczy państwa członkowskie. Rzadko jednak tak to prasa przedstawia. Z upodobaniem natomiast używają tego argumentu przeciwnicy integracji i zwolennicy cięć w budżecie UE. Mimo, że poziom nieprawidłowości jest minimalny.

Lepiej, żeby Polska nie straciła prawa do tych czterech miliardów złotych. Ale powrót zdefraudowanych pieniędzy do wspólnej kasy (a każdego roku jest to dobrych parę milionów euro) i tak jest z korzyścią dla tych, którzy mienią się "Przyjaciółmi polityki spójności" (jak Polska, współzałożycielka tego tej grupy nacisku), bo wytrąca z ręki przeciwników spójności przynajmniej jeden z argumentów. Każda sprawa wykryta i wyjaśniona dodaje wiarygodności unijnemu budżetowi i unijnemu systemowi wykrywania nadużyć. Słowa Radka Sikorskiego o budowaniu autorytetu Polski nie są pozbawione sensu.

Komentarze

  1. Miałem Bieńkowską za dosyć kompetentną osobę, ale jeżeli 21 grudnia KE podjęła decyzję o wstrzymaniu biegu terminu płatności(tudzież nieformalnie poinformowała rząd, że taka decyzja zostanie podjętą - w tej kwestii ciężko mi coś wywnioskować z relacji medialnych), to po co ten teatr odegrany przez panią minister ?

    Z drugiej strony jeżeli KE wiedziała o całej sprawie od 2010 r, to nurtuje mnie dlaczego działania zostały podjęte akurat teraz. Jak rozumiem (na chopsko logike) było to związane ze skierowaniem aktu oskarżenia do sądu, ale w teorii przepisy(przynajmniej te które ja znam) nie wymagają takiego ,,zdarzenia procesowego'' aby uruchomić, w tym przypadku, procedurę wstrzymania biegu terminu płatności. Nie wiem natomiast jak jest w praktyce i również jestem bardzo ciekawy korespondencji na linii ministerstwo-komisja, bo to by mogło wiele wyjaśnić.

    Urzędnicy KE działający akurat w tym momencie wystawiła się na podejrzenia, że jest elementem gry okołobudżetowej. Moim zdaniem podejrzenia niesłuszne, ale ogół społeczeństwa może tą sprawę odbierać inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem skąd wzięła się informacja, że KE wiedziała o sprawie już w 2010 roku, ale w sumie ma to drugorzędne znaczenie. Bo decyzję i tak mogła wydać dopiero wtedy, kiedy polski prokurator sformułował konkluzje i postawił zarzuty. Dlatego decyzja mogła być podjęta dopiero w grudniu 2012. Nie bardzo mogę sobie wyobrazić, że Komsja decyduje o niewypłacaniu funduszy, bo prasa doniosła, że w kilku projektach prawdopodobnie coś jest nie tak, ale nie wiadomo do końca co. Podobno 15 lutego Komisja dostała od polskiego rządu odpowiedzi na wszystkie swoje pytania i teraz je analizuje.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby publicznego, ale w sumie nie tak bardzo, bo o zasięgu bardziej niż ograniczonym. To jest ostatni wpis, bo co tu jeszcze pisać.
Właściwie, to co chciałem napisać, już tu jest, mógłbym się tylko powtarzać. O Polsce PiS i Jarosława Kaczyńskiego pisałem w cyklu "Państwo PiS jest nie z tej Europy" (linki poniżej) zanim zdobyli władzę. Nie z tej Europy, którą uważam za swoją. Bo Europy są różne. Tak różne jak ci, którzy na europejskość się powołują. Nie chodzi jednak o to, kto na Europę ma prawo lub nie ma prawa się powoływać, ale po co to robi: z jakim zamiarem, i z jaka pamięcią Europy w głowie. Pisałem o państwie PiS w przekonaniu, że również demokracje są różne. Nie tylko dlatego, że miewają różne konstytucje, bo to oczywiste, ale z powodu zróżnicowanego stosunku do prawa i do wolności.
Pisałem z pozycji osoby, która ma dość jasną wizję dem…

Zdrowe, bo polskie

Polacy są przekonani, że polska żywność jest najlepsza na świecie: najsmaczniejsza, bo Polacy lubią zjeść; najzdrowsza, bo swojego chowu wszystko i naturalne. Nic w tym dziwnego, wiele narodowości ma o swojej żywności dobre zdanie. Jeżeli jeszcze zagranicą ją kupują, to już na pewno wiadomo, że musi być dobra, byle czego by nie kupowali.

Polscy producenci żywności rzeczywiście dużo eksportują i nawet jeżeli konkurencyjna cena produktów i słabość złotego sprzyjają ich sukcesowi, to nie są jedynym wytłumaczeniem tego sukcesu: jakość robi swoje. Ale jeżeli głównym atutem  i znakiem rozpoznawczym polskiej żywności ma być jakość, to o jej uznanie trzeba walczyć. Poważnie traktować każdą rysę na wizerunku, nawet najmniejszą.  Reagować na każdą krytykę, która może marce zaszkodzić.

A tych rys jest coraz więcej. Rosyjskie embargo na mięso można było tłumaczyć względami politycznymi. Nie było ono w stanie zmniejszyć zaufania do polskich produktów w UE. Ale już użycie w masarniach zanieczyszczo…

Euromity: UE zakaże używania cynamonu

To jedna z najbardziej typowych bzdur, jakie na temat UE mogą rozpowszechniać ignoranci. Jeden z nich podpisał tekst na ten temat na Onecie, sensacja doczekała się publikacji też w innych miejscach (TVN24 BiŚ). Autor powołuje się na jakiś raport jakichś naukowców wskazujący na szkodliwy wpływ na ludzki organizm kumaryny zawartej w cynamonie. Nic w tym dziwnego, wszak codziennie ukazują się raporty wskazujące na szkodliwy lub, przeciwnie, zbawienny wpływ różnych substancji na ludzkie zdrowie. Jaki to ma związek z UE?

Zdaniem autora tekstu do Komisji rolnictwa Parlamentu Europejskiego trafił projekt rozporządzenia ograniczający używanie cynamonu. Wedle innych doniesień sprawą zajmuje się parlamentarna komisja zdrowia. Po pierwsze, żeby projekt mógł trafić do komisji parlamentarnej, musiałby istnieć. A nie istnieje. Po drugie, Parlament Europejski nie ma inicjatywy ustawodawczej, projekt musiałby przyjść z Komisji Europejskiej, w której jednak nigdy, ani przez chwilę, nie rozważano możl…