Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2013

Polacy nie lubią innowacji

Z wielkim rozbawieniem czytam tu i ówdzie, Twittera nie wyłączając, jaką pasję u eurosceptycznej prawicy wywołał coroczny raport Komisji Europejskiej poświęcony innowacyjności w państwach członkowskich. Każda uwaga na ten temat jest zarzutem skierowanym wobec rządu Tuska. To jego wina, że Polska jest wymieniona wśród najgorszych, na samym końcu rankingu. Czwarta od końca! Tylko Bułgaria, Rumunia i Łotwa są gorsze. I nie dość, że na samym końcu, to jeszcze się pogorszyło w ciągu roku.

Gdybym nie znał polskiej rzeczywistości i skupił się na reakcjach jakie budzi opublikowana dziś "tablica wyników" mógłbym pomyśleć, że poparcie dla innowacyjności jest w Polsce masowe. Niestety, dzień publikacji tego raportu to chyba jedyny w ciągu roku, kiedy takie wrażenie można odnieść. Podczas dyskusji na temat rocznego budżetu UE, wieloletniego budżetu UE, przeróżnych unijnych programów i inicjatyw, podczas każdej bez wyjątku dyskusji o pieniądzach unijnych panuje w Polsce konsensus idiotyz…

Na Cyprze (nie) okradają biedaków

Żeby wszystko było jasne od pierwszego zdania: nie, nie uważam, żeby zabieranie ludziom pieniędzy z kont było w porządku; tak, myślę, że przynajmniej tych drobnych ciułaczy lepiej byłoby oszczędzić. A jednak nie oznacza to, że mi po drodze z tabunem konserwatystów-patriotów, oburzonych i  niepokornych, którzy łzami współczucia wyrażają swoją solidarność z biednymi Cypryjczykami a pomrukiwaniem oburzenia - potępienie wobec podłej, okradającej ludzi Brukseli. Śledząc wymianę tweetów między patriotami-eurofobami, mam zresztą wrażenie, że wszystko im się miesza, a najbardziej łzy z uśmieszkiem. Uśmieszkiem satysfakcji, że można sobie na Unii poużywać i "lemingi" nastraszyć, że też im kiedyś władza (w ich przypadku: Tusk), konta okradnie. Tusk i Eurogrupa, Bruksela i MFW, Dijssebloem i EBC, cypryjski rząd, prezydent i wszyscy komisarze (tak, nawet ten od administracji i ten od rybołówstwa, poczytajcie Warzechę, naprawdę) - wszyscy są winni. Winny, jak zwykle w populiźmie, jest &q…

Rosyjskie pieniądze cypryjskich banków

W 2011 roku Rosjanie wpłacili na konta cypryjskich banków prawie 120 miliardów euro. W przeciwną stronę, z Cypru do Rosji, popłynęło blisko 130 miliardów euro. W 2012 roku przepływy w obie strony bynajmniej nie ustały, chodzi o trwałą tendencję. Kiedy pieniądze płyną tak szerokim strumieniem w tę i z powrotem, "wiedz, że coś się dzieje", jak by powiedziała gwiazda YouTube'a, ksiądz Natanek.

"Że coś się dzieje" szybko zauważyli Niemcy, a przede wszystkim niemiecki minister finansów Wolfgang Schaeuble. Trudno być zaskoczonym jego czujnością skoro za każdym razem, gdy trzeba unijnym groszem wspomóc tego czy innego potencjalnego bankruta, to właśnie Niemcy muszą wyłożyć największą kwotę. Nie ma dnia, żeby niemiecka prasa nie pisała o wątpliwościach co do legalności rosyjsko-cypryjskch transakcji, a Schaeuble otwarcie mówi o praniu brudnych pieniędzy na wielką skalę. Jean-Claude Juncker i jego następca na stanowisku szefa Eurogrupy, Jeroen Dijsselbloem też nie szczęd…

Na Cyprze obywatele hojni mimo woli

Cypryjczycy ratują swoje państwo przed bankructwem. Ale o swojej obywatelskiej postawie dowiedzieli się już po fakcie, bo decyzję podjęto za nich. Ci, którzy mieli na kontach do 100 tysięcy euro, uszczuplili swoje oszczędności o  6,7%. Bogatsi - o 9,9%. Dzięki temu w jeden weekend udało się uzbierać 5,8 miliarda euro. Na kolejne dziesięć miliardów złożą się państwa strefy euro.

Wartość gospodarki Cypru szacuje się na ponad 17 miliardów euro. Takiej samej kwoty poszukiwał Cypr na trzyletnią rekapitalizację swoich banków. Ale udzielenie Cyprowi pożyczki równej wartości całej jego gospodarki wywindowałoby dług publiczny (już przecież olbrzymi) na poziom tak wysoki, że Cypr nigdy nie byłby w stanie go spłacić. Cała operacja ratowania wyspiarskiego państwa i jego systemu finansowego przed bankructwem okazałaby się wówczas jedynie kosztownym sposobem przedłużania agonii. Zbyt kosztownym dla Niemiec, które ze swej kasy dokładają najwięcej. Dzięki operacji przeprowadzonej w wyniku porozumienia…

O patriotyzmie, czyli kto che Polsce zrobić dobrze

Jeśli wierzyć w to, co napisali we "Wprost", Konrada Szymańskiego, europosła z PiS, oburza, że "Parlament Europejski odrzuca kompromis w sprawie wieloletniego budżetu z powodów, które nie mają nic wspólnego z interesami Polski". Tak, to rzeczywiście oburzające, że interes Polski nie jest tym kryterium, którym kieruje się Parlament Europejski w przyjmowanych przez siebie rezolucjach. Co gorsza, postępuje tak nie tylko Parlament, ale cała Unia Europejska. Skandal, po prostu skandal.

Patriotyzm intuicyjny czyli bezmyślny
Szymański komentuje dzisiejsze głosowanie w Strasburgu. Ale logika, której ten komentarz jest wyrazem, jest znacznie bardziej uniwersalna. Opiera się na niej swoista koncepcja pisowskiego patriotyzmu: cały świat ma nam robić dobrze. Zawsze. Jak nie robi, to jest zły. Przy czym czynione Polsce dobro i zło musi się mieścić w definicji polskiego interesu, która pisowskim politykom wydaje się najwłaściwsza. Nie ma jasnej wykładni. Ale jest intuicja. Intuic…

Stépane Hessel, przeciw niegodziwości

Nierozłącznym elementem pogrzebów wielkich ludzi są wielkie mowy na ich cześć. Są wielkie, bo pełno w nich wielkich, napuszonych słów. Są wielkie, bo długo trwają. Ich autorzy rzadko jednak sięgają wielkości człowieka, nad którego trumną przemawiają. Bo przemawiają często z urzędu, a  nie z serca. Z obowiązku celebry, a nie z potrzeby ducha i z bólu. Gdy dzieje się inaczej, warto się chwilę zatrzymać posłuchać. 

7 marca na cmentarzu Montparnasse w Paryżu pochowany został zmarły 27 lutego Stéphane Hessel. To, co powiedział na pożegnanie tego wielkiego człowieka Edgar Morin było wielkie, bo odnosiło się do prawdziwego człowieka, a nie postaci z encyklopedii, było donośne bo skromne, prawdziwe – bo z głębi serca. 

Edgar Morin przypomniał w swym wystąpieniu prawdziwy sens słowa „indignés”, tłumaczonego na polski jako „oburzeni”.  To spłycające tłumaczenie, ale oddajmy sprawiedliwość tłumaczom: nie ma w języku polskim ekwiwalentu. (Jego manifest z 2010  „Indignez-vous!” został przetłumaczony…

Zróbmy porządek z demokracją

Rządy Rumunii i Węgier, mimo woli i wbrew sobie, mogą przyczynić się do wzmocnienia w UE traktatowych sankcji nakładanych na kraje, które nie radzą sobie z przestrzeganiem zasad państwa prawa i demokracji. Naruszającregularnie w ostatnich latach europejski system wartości Bukareszt i Budapeszt skłoniły Danię, Finlandię, Holandię i Niemcy do zajęcia wspólnego stanowiska w sprawie obrony politycznych fundamentów UE. W piątek 8 marca te cztery państwa wystąpiły oficjalnie do Komisji Europejskiej o przygotowanie takiej propozycji zmiany traktatu, która umożliwiłaby UE skuteczne, a nie jedynie fasadowe działanie w obronie demokracji, państwa prawa i praw człowieka. 


Sytuacja w Rumunii i na Węgrzech stała się pretekstem dla tej inicjatywy. Nie jest ona jednak wymierzona w te dwa państwa. Dotyczy znacznie poważniejszego problemu, z którym UE musi sobie poradzić: najwyraźniej skończył się konsensus w sprawie wartości podstawowych. Ich jednoznaczna interpretacja i nienaruszalność przestały być …

Alternatywna Europa byłych demoludów

Dzisiaj w Warszawie, na spotkaniu zorganizowanym przez Instytut Wolności, Viktor Orbán zachęcał do odbudowy czegoś, co nigdy nie istniało: wspólnoty wartości byłej RWPG. Termin nie został użyty, to prawda. Ale do idei promowanej przez lidera Fideszu pasuje jak ulał.

Na dzisiejsze spotkanie zorganizowane przez Salon24 i Instytut Wolności przyszli wyłącznie wyznawcy Orbána: dewoci (nie zabrakło zaproszenia do wspólnej modlitwy), PiS i pisobodobni oraz ci na prawo od PiS. Jeżeli był ktoś spoza tego ideologicznego konglomeratu, to się nie ujawnił. Porozumienie między Przywódcą a publiką wydawało się całkowite. Jeśli ktoś spodziewał się zobaczyć i usłyszeć wiecowego trybuna z Budapesztu, który wspomni zdradę z Trianon, Wielkie Węgry, zaatakuje UE porównaniem do ZSRR, to się zawiódł. Orbán w Warszawie był podobny do Orbána z Berlina i Brukseli: odpowiedzialnego, zadowolonego w siebie, wyrozumiałego dla innych przywódcę małego, sympatycznego kraju. Jego wystąpienie ograniczyło się do dwóch …

Orbán szykuje rewanż

Za tydzień, 11 marca, węgierski parlament wprowadzi ponownie do konstytucji to wszystko, co trzeba z niej było usunąć by udowodnić europejskiej i amerykańskiej opinii publicznej, że na Węgrzech jest demokracja. No dobrze, może nie wszystko. Ale wystarczająco dużo, by znowu wywołać krytykę w UE i w USA. Oraz aby dodać wigoru przysypiającym wielbicielom Viktora Orbána w Polsce, tym, którzy chcą Budapesztu w Warszawie.

Demokratura

Jeszcze zanim w styczniu 2012 roku weszła w życie nowa Konstytucja, posypały się na Orbána oskarżenia, że buduje państwo autorytarne, oparte na rządach jednej partii. Otwarcie sytuację w Budapeszcie krytykowali przywódcy Francji i Niemiec. Hilary Clinton wysłała do węgierskiego premiera list, pisma słali Barroso i jego komisarze. 17 stycznia Komisja Europejska wszczęła serię procedur w sprawie naruszenie prawa unijnego. Zablokowane zostały rozmowy Komisji i Międzynarodowego Funduszu Walutowego z Budapesztem w sprawie pożyczki mającej podratować lecącą na łeb na …

Polityczną patologię wysłać w kosmos, czyli do Strasburga

Słowo honoru: z reguły nie mam kłopotów z rozumieniem tekstów. Ale tekstu Dominiki Nowowieyskiej w dzisiejszej Gazecie nie rozumiem ("Rządy lewicy? Pamiętajmy" 04/03/2013). Niemal w całości poświęcony jest dezawuowaniu cudownego odnowienia lewicy, które ma się dokonać w ruchu Europa Plus. Wielowieyska w tę odnowę nie wierzy i z obywatelskiego obowiązku spieszy w sukurs wyborcom, którzy zbyt łatwo zapominają, co było by równie łatwo dać się zwieść nowym obietnicom. Kwaśniewski, Miller, Czarzasty, Kwiatkowski, Siwiec, Oleksy nie mogą wnieść do polityki nowej (w domyśle: lepszej) jakości, bo do szpiku kości przeżarci są polityką złą. Autorka przypomina znane z prasy, ale rzeczywiście zbyt szybko zapomniane, przykłady kumoterstwa, układów polityczno-biznesowych, szemranych przedsięwzięć narażających skarb państwa na straty. Sprawy, o których pisze nie zawsze były przedmiotem głośnych procesów. Ale nawet, jeżeli nie zawsze udało się dowieść naruszenia prawa, to zawsze dochodziło…

Naszość i feminizm

Dlaczego słowo "feministka" brzmi w Polsce jak obelga? - to pytanie padło dziś na spotkaniu, w którym brała między innymi udział prof. Magdalena Środa. Pozostało bez odpowiedzi, bo właściwie nie wiadomo. Nie wiadomo dlaczego nawet kobiety uchodzące za wyzwolone, nowoczesne, businesswomen jak to się teraz po polsku mówi, uczestniczki Kongresu Kobiet nie chcą, by nazywano je feministkami (to przykład podany przez panią profesor). Uczestniczki Kongresu Kobiet. Zaproszone. Nawet kobiety z Kongresu Kobiet. Ale nie feministki.

Odpowiedź jednak nie jest tak trudna do znalezienia jakby się wydawało. Kobiety biorące udział w życiu publicznym, ta garstka, która przebiła szklany sufit, są świadome przynależności do mniejszości, gotowe są o swoje równouprawnienie się upomnieć, ale nie są żadnymi aktywistkami. Aktywistka nie może przynależeć do świata biznesu. A feministka to aktywistka. Feminizm nie jest postawą, tylko przynależnością. A to nie jest ich przynależność. Kobieta biznesu d…