Przejdź do głównej zawartości

Polacy nie lubią innowacji

Z wielkim rozbawieniem czytam tu i ówdzie, Twittera nie wyłączając, jaką pasję u eurosceptycznej prawicy wywołał coroczny raport Komisji Europejskiej poświęcony innowacyjności w państwach członkowskich. Każda uwaga na ten temat jest zarzutem skierowanym wobec rządu Tuska. To jego wina, że Polska jest wymieniona wśród najgorszych, na samym końcu rankingu. Czwarta od końca! Tylko Bułgaria, Rumunia i Łotwa są gorsze. I nie dość, że na samym końcu, to jeszcze się pogorszyło w ciągu roku.

Wyniki państw członkowskich UE w dziedzinie innowacji                    Źródło: Tablica wyników innowacyjności, Komisja Europejska
Gdybym nie znał polskiej rzeczywistości i skupił się na reakcjach jakie budzi opublikowana dziś "tablica wyników" mógłbym pomyśleć, że poparcie dla innowacyjności jest w Polsce masowe. Niestety, dzień publikacji tego raportu to chyba jedyny w ciągu roku, kiedy takie wrażenie można odnieść. Podczas dyskusji na temat rocznego budżetu UE, wieloletniego budżetu UE, przeróżnych unijnych programów i inicjatyw, podczas każdej bez wyjątku dyskusji o pieniądzach unijnych panuje w Polsce konsensus idiotyzmu i krótkowzroczności: cała Polska broni się jak może przed marnowaniem pieniędzy na jakieś brukselskie dyrdymały, na tę nikomu niepotrzebną innowacyjność. Rząd wracając z Brukseli dumnie i radośnie oznajmia ile pieniędzy udało mu się ocalić przed utopieniem w jakichś mrzonkach. Gdy się nie udało, wstydzi się przyznać do oczywistej przecież porażki. Tłumaczy w Brukseli polską "specyfikę". Tylko naukowcy i profesorowie protestują przeciw tej anty-innowacyjnej postawie, piszą listy otwarte, ale kto by ich słuchał, kto by czytał skoro reszta narodu się cieszy: będzie kasa na asfalt, będą pieniążki na remoncik, na naprawę, na załatanie dziury, na stadiony i boiska, parki rekreacyjne i akwaparki. Z czego zapłacimy za ich utrzymanie i remonty? To problem na jutro. Jak trwale będą stworzone w ten sposób miejsca pracy? Będziemy myśleć, jak przyjdzie czas. Czy tworzymy w ten sposób coś, możemy wyeksportować, co jest nasza intelektualna wartością?  A dajcie już spokój z tym intelektem.

Przekonanie, że konkurencyjna gospodarka potrzebuje innowacji nie może się jakoś w Polsce przebić. Przejawem nowoczesności jest autostrada. Postęp to słowo podejrzane. A badania naukowe i innowacyjność w gospodarce, to luksus dla innych, nie dla nas. To pułapka, którą zakładają na nas, biedaków-swojaków, Niemcy i Skandynawowie, ci, których stać na patenty i inne ceregiele, ci którzy już maja drogi i stadiony i którzy nie mają zrozumienia dla naszej potrzeby mienia. Eurosceptyczna prawica używa tego unijnego parcia na innowacyjność jako przykładu naszej odmienności i ich (tych z Berlina i z Brukseli) niezrozumienia naszych potrzeb. Eurofobiczne strony pełne są dowodów jak łatwo Unia trwoni pieniądze (nasze pieniądze, potencjalnie) na absurdalne badania (tutaj kilka przykładów) i jak uparcia zmusza nas do topienia pieniędzy w czymś, czego nie potrzebujemy, ale co się pewnie przyda Niemcom.

Dlatego to właśnie krytyka Tuska, że słabo  wypadliśmy w raporcie, płynąca ze strony eurosceptyków bawi mnie najbardziej. Bo przecież te zarzuty (słuszne!) nie są wyrazem ich poparcia dla promowanej w UE innowacyjności w gospodarce, tylko chorą satysfakcją, że coś się Tuskowi nie udało. Takim samym głosem oburzenia i ironicznym uśmiechem ci sami ludzie kwitują każdą dziurę w drodze i opóźnienie w budowie metra. Tak samo zareagowaliby, gdyby Tusk na nowoczesny sposób myślenia o gospodarce się przestawił i rzeczywiście zaczął innowacyjność promować, z unijnego prikazu rzecz jasna. To oczywiście hipoteza, bo nic takiej zmiany w jego polityce nie zapowiada.


NB. Tyle o innowacyjności. Troska o stan polskiej nauki to temat pokrewny, o którym pisałem niedawno. O stanie wiedzy naukowej Polaków można przeczytać tutaj

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby publicznego, ale w sumie nie tak bardzo, bo o zasięgu bardziej niż ograniczonym. To jest ostatni wpis, bo co tu jeszcze pisać.
Właściwie, to co chciałem napisać, już tu jest, mógłbym się tylko powtarzać. O Polsce PiS i Jarosława Kaczyńskiego pisałem w cyklu "Państwo PiS jest nie z tej Europy" (linki poniżej) zanim zdobyli władzę. Nie z tej Europy, którą uważam za swoją. Bo Europy są różne. Tak różne jak ci, którzy na europejskość się powołują. Nie chodzi jednak o to, kto na Europę ma prawo lub nie ma prawa się powoływać, ale po co to robi: z jakim zamiarem, i z jaka pamięcią Europy w głowie. Pisałem o państwie PiS w przekonaniu, że również demokracje są różne. Nie tylko dlatego, że miewają różne konstytucje, bo to oczywiste, ale z powodu zróżnicowanego stosunku do prawa i do wolności.
Pisałem z pozycji osoby, która ma dość jasną wizję dem…

Może się już nie śmiejmy z Korei Północnej

Tak się nabijamy z tej Korei Północnej, ale może należy na nią spojrzeć poważniej, jak w kryształową kulę. Bo może Kaczyński, Macierewicz i Co. upodobali sobie model koreański i do niego zmierzają?

Naburmuszone i prężące muskuły państewko pod ochroną mocarstwa: jak Korea Północna w chińskiej strefie wpływów, tak Polska w rosyjskiej? Też totalitarna, z wodzem psycholem, skłócona z resztą świata, stawiająca na armię (tylko z pociągiem pancernym zamiast broni nuklearnej), uprawiająca na lokalne potrzeby propagandę potęgi i niezależności, a w rzeczywistości protektorat pełniący rolę antyzachodniego i antyeuropejskiego straszaka w rękach orientalnego hegemona?

Zdrowe, bo polskie

Polacy są przekonani, że polska żywność jest najlepsza na świecie: najsmaczniejsza, bo Polacy lubią zjeść; najzdrowsza, bo swojego chowu wszystko i naturalne. Nic w tym dziwnego, wiele narodowości ma o swojej żywności dobre zdanie. Jeżeli jeszcze zagranicą ją kupują, to już na pewno wiadomo, że musi być dobra, byle czego by nie kupowali.

Polscy producenci żywności rzeczywiście dużo eksportują i nawet jeżeli konkurencyjna cena produktów i słabość złotego sprzyjają ich sukcesowi, to nie są jedynym wytłumaczeniem tego sukcesu: jakość robi swoje. Ale jeżeli głównym atutem  i znakiem rozpoznawczym polskiej żywności ma być jakość, to o jej uznanie trzeba walczyć. Poważnie traktować każdą rysę na wizerunku, nawet najmniejszą.  Reagować na każdą krytykę, która może marce zaszkodzić.

A tych rys jest coraz więcej. Rosyjskie embargo na mięso można było tłumaczyć względami politycznymi. Nie było ono w stanie zmniejszyć zaufania do polskich produktów w UE. Ale już użycie w masarniach zanieczyszczo…