Przejdź do głównej zawartości

Polityczną patologię wysłać w kosmos, czyli do Strasburga

Parlament w Strasburgu nocą.   Czasem budzi kosmiczne skojarzenia
Słowo honoru: z reguły nie mam kłopotów z rozumieniem tekstów. Ale tekstu Dominiki Nowowieyskiej w dzisiejszej Gazecie nie rozumiem ("Rządy lewicy? Pamiętajmy" 04/03/2013). Niemal w całości poświęcony jest dezawuowaniu cudownego odnowienia lewicy, które ma się dokonać w ruchu Europa Plus. Wielowieyska w tę odnowę nie wierzy i z obywatelskiego obowiązku spieszy w sukurs wyborcom, którzy zbyt łatwo zapominają, co było by równie łatwo dać się zwieść nowym obietnicom. Kwaśniewski, Miller, Czarzasty, Kwiatkowski, Siwiec, Oleksy nie mogą wnieść do polityki nowej (w domyśle: lepszej) jakości, bo do szpiku kości przeżarci są polityką złą. Autorka przypomina znane z prasy, ale rzeczywiście zbyt szybko zapomniane, przykłady kumoterstwa, układów polityczno-biznesowych, szemranych przedsięwzięć narażających skarb państwa na straty. Sprawy, o których pisze nie zawsze były przedmiotem głośnych procesów. Ale nawet, jeżeli nie zawsze udało się dowieść naruszenia prawa, to zawsze dochodziło o naruszenia zasad etyki i zwykłej przyzwoitości. Czego by nie powiedzieć: dżentelmenami polityki bohaterowie artykułu nie są.

Może i dobrze, że te przypadki zostały przypomniane. Tak jak Dominika Wielowieyska, nie wierzę, by przywołane w artykule osoby mogły wnieść do polskiej polityki "nową jakość", rozumianą jako przyzwoitość, etyka, odpowiedzialność. Ale też nie przypominam sobie, aby akurat te osoby takie obietnice składały. Autorka nie podważa wiec wiarygodności ich politycznego programu. Czyżby więc przestrzegała ich potencjalnych wyborców przed ewentualnym domniemaniem, że Kwaśniewski, Miller, Czarzasty, Kwiatkowski, Siwiec, Oleksy przyniosą odnowę i oczyszczenie polskiej polityce w ogóle i lewicy w szczególności? Karkołomna konstrukcja. A może chodzi o sugestię, że negatywny bilans etyczny Siwca i Kwaśniewskiego obniża wiarygodność całego ruchu Europa Plus, również tych jego działaczy i zwolenników, których nazwiska w artykule nie padają? Pewnie obniża.

Najbardziej niepojęta jest jednak konkluzja Dominiki Wielowieyskiej. Po długim wywodzie oskarżającym, autorka nagle stwierdza, że Kwaśniewski to polityk pierwszoligowy, rozpoznawalny w świecie, wielki kapitał Polski. Miller, Siwiec, Oleksy to ważne postaci z wiedzą o sprawach międzynarodowych. W Parlamencie Europejskim na pewno będą skutecznie bronić interesów Polski – cieszy się Wielowieyska.

Przeczytałem trzy razy. Sprawdziłem, czy się kartki nie skleiły. Może czytałem kawałki dwóch różnych artykułów, dwóch różnych autorów? Nic się nie skleiło. Wielowieyska mówi mi, jako wyborcy, że na mój szacunek i zaufanie ci politycy wprawdzie nie zasługują, ale tam, na odległej unijnej plancie, mogą się Polsce przydać. I żałuje, że nie wszystkich na europejską banicję da się wysłać, by oczyścić domowe pielesze, bo Czarzasty nie lubi latać samolotem. Pociesza jednak, że z jednym Czarzastym jakoś wytrzymamy.

Pomysł by wprowadzać nową jakość do polskiej polityki poprzez wyeksportowanie "patologii z czasów rządu SLD" do Strasburga, jest tak nowatorski, że umysł omdlewa od tego powiewu świeżości. Przekonanie, że polityk o wątpliwej reputacji w kraju może być jego świetnym ambasadorem poza krajem oznacza, że dla Wielowieyskiej Strasburg, Bruksela i wszystkie te unijne obozowiska dzielą od Polski, naszej Polski, lata świetlne. Kosmos. Tam mają tych polityków za porządnych, pierwszoligowych, rozpoznają ich to niech ich sobie wezmą. Ten tekst świetnie oddaje stosunek autorki, wcale nieodosobniony w Polsce,  do etycznej, przyzwoitej polityki. Przypomina mi się fragment z Moralności Pani Dulskiej. Byle pogotowie pod dom nie podjeżdżało. Osoba żyjąca z własnych funduszów (tu: prostytutka) nie wadzi pod warunkiem, że automobile i dorożki na gumach stają kilka kamienic dalej.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby publicznego, ale w sumie nie tak bardzo, bo o zasięgu bardziej niż ograniczonym. To jest ostatni wpis, bo co tu jeszcze pisać.
Właściwie, to co chciałem napisać, już tu jest, mógłbym się tylko powtarzać. O Polsce PiS i Jarosława Kaczyńskiego pisałem w cyklu "Państwo PiS jest nie z tej Europy" (linki poniżej) zanim zdobyli władzę. Nie z tej Europy, którą uważam za swoją. Bo Europy są różne. Tak różne jak ci, którzy na europejskość się powołują. Nie chodzi jednak o to, kto na Europę ma prawo lub nie ma prawa się powoływać, ale po co to robi: z jakim zamiarem, i z jaka pamięcią Europy w głowie. Pisałem o państwie PiS w przekonaniu, że również demokracje są różne. Nie tylko dlatego, że miewają różne konstytucje, bo to oczywiste, ale z powodu zróżnicowanego stosunku do prawa i do wolności.
Pisałem z pozycji osoby, która ma dość jasną wizję dem…

Euromity: UE zakaże używania cynamonu

To jedna z najbardziej typowych bzdur, jakie na temat UE mogą rozpowszechniać ignoranci. Jeden z nich podpisał tekst na ten temat na Onecie, sensacja doczekała się publikacji też w innych miejscach (TVN24 BiŚ). Autor powołuje się na jakiś raport jakichś naukowców wskazujący na szkodliwy wpływ na ludzki organizm kumaryny zawartej w cynamonie. Nic w tym dziwnego, wszak codziennie ukazują się raporty wskazujące na szkodliwy lub, przeciwnie, zbawienny wpływ różnych substancji na ludzkie zdrowie. Jaki to ma związek z UE?

Zdaniem autora tekstu do Komisji rolnictwa Parlamentu Europejskiego trafił projekt rozporządzenia ograniczający używanie cynamonu. Wedle innych doniesień sprawą zajmuje się parlamentarna komisja zdrowia. Po pierwsze, żeby projekt mógł trafić do komisji parlamentarnej, musiałby istnieć. A nie istnieje. Po drugie, Parlament Europejski nie ma inicjatywy ustawodawczej, projekt musiałby przyjść z Komisji Europejskiej, w której jednak nigdy, ani przez chwilę, nie rozważano możl…

Zdrowe, bo polskie

Polacy są przekonani, że polska żywność jest najlepsza na świecie: najsmaczniejsza, bo Polacy lubią zjeść; najzdrowsza, bo swojego chowu wszystko i naturalne. Nic w tym dziwnego, wiele narodowości ma o swojej żywności dobre zdanie. Jeżeli jeszcze zagranicą ją kupują, to już na pewno wiadomo, że musi być dobra, byle czego by nie kupowali.

Polscy producenci żywności rzeczywiście dużo eksportują i nawet jeżeli konkurencyjna cena produktów i słabość złotego sprzyjają ich sukcesowi, to nie są jedynym wytłumaczeniem tego sukcesu: jakość robi swoje. Ale jeżeli głównym atutem  i znakiem rozpoznawczym polskiej żywności ma być jakość, to o jej uznanie trzeba walczyć. Poważnie traktować każdą rysę na wizerunku, nawet najmniejszą.  Reagować na każdą krytykę, która może marce zaszkodzić.

A tych rys jest coraz więcej. Rosyjskie embargo na mięso można było tłumaczyć względami politycznymi. Nie było ono w stanie zmniejszyć zaufania do polskich produktów w UE. Ale już użycie w masarniach zanieczyszczo…