Przejdź do głównej zawartości

Ruscy

Niedziela 9 marca. Warszawa, tramwaj linii numer 7, kierunek Ochota. Wśród grupy ludzi wsiadających na przystanku Hale Banacha, jeden pasażer wyróżnia się wyglądem. Łysa pała. Czerwony dres. Rozwiązane białe Nike'i za kostkę. Na potężnej szyi, skrępowanej podniesionym kołnierzem, niemniej potężny złoty łańcuch. Facet grubo po pięćdziesiątce. Ale może to głębokie bruzdy zmarszczek go postarzyły. Kto go wie. Ślizgiem ładuje się na fotel przy oknie tuż przed nosem innego pasażera, który upatrzył sobie to samo miejsce."Ruski cham" - zawarczał podsiędnięty pasażer do towarzyszącego mu mężczyzny.

Ale "ruski cham" niczego nia zauważył, całkowicie pochłonięty rozmową z innym człowiekiem. Mówili tym samym śpiewnym, słowiańskim językiem. Nie wiadomo co, ale każdy, kto mial rosyjski w szkole był w stanie wyłapać pojedyńcze rosyjskie słowa. I to bez trudu. "Pieprzony sowiecki putinowiec" - kontynuował na cały głos podsiędnięty. - "Mam nadzieję, że wreszcie dostaną po dupie, za ten Krym. Ale gdzie tam dostaną: cały ten Zachód tyłkiem przed nimi trzęsie, na wszystko im pozwolą, Ruskim pieprzonym, bo nie wiedzą co to jest. Niczego się nie nauczyli."

Wysiadałem dwa przystanki dalej z podsiędniętym i jego towarzyszem. - "To nie Ruscy przecież" - mówi ten drugi. "Jak to nie Ruscy? A kto, Francuzi?". -"Nie Ruscy tylko Ukraińcy. Po ukraińsku mówili." - "O cholera" - syknął z wyraźnym smutkiem podsiędnięty, po chwili milczenia. "O cholera jasna, psia krew!"

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby publicznego, ale w sumie nie tak bardzo, bo o zasięgu bardziej niż ograniczonym. To jest ostatni wpis, bo co tu jeszcze pisać.
Właściwie, to co chciałem napisać, już tu jest, mógłbym się tylko powtarzać. O Polsce PiS i Jarosława Kaczyńskiego pisałem w cyklu "Państwo PiS jest nie z tej Europy" (linki poniżej) zanim zdobyli władzę. Nie z tej Europy, którą uważam za swoją. Bo Europy są różne. Tak różne jak ci, którzy na europejskość się powołują. Nie chodzi jednak o to, kto na Europę ma prawo lub nie ma prawa się powoływać, ale po co to robi: z jakim zamiarem, i z jaka pamięcią Europy w głowie. Pisałem o państwie PiS w przekonaniu, że również demokracje są różne. Nie tylko dlatego, że miewają różne konstytucje, bo to oczywiste, ale z powodu zróżnicowanego stosunku do prawa i do wolności.
Pisałem z pozycji osoby, która ma dość jasną wizję dem…

Euromity: UE zakaże używania cynamonu

To jedna z najbardziej typowych bzdur, jakie na temat UE mogą rozpowszechniać ignoranci. Jeden z nich podpisał tekst na ten temat na Onecie, sensacja doczekała się publikacji też w innych miejscach (TVN24 BiŚ). Autor powołuje się na jakiś raport jakichś naukowców wskazujący na szkodliwy wpływ na ludzki organizm kumaryny zawartej w cynamonie. Nic w tym dziwnego, wszak codziennie ukazują się raporty wskazujące na szkodliwy lub, przeciwnie, zbawienny wpływ różnych substancji na ludzkie zdrowie. Jaki to ma związek z UE?

Zdaniem autora tekstu do Komisji rolnictwa Parlamentu Europejskiego trafił projekt rozporządzenia ograniczający używanie cynamonu. Wedle innych doniesień sprawą zajmuje się parlamentarna komisja zdrowia. Po pierwsze, żeby projekt mógł trafić do komisji parlamentarnej, musiałby istnieć. A nie istnieje. Po drugie, Parlament Europejski nie ma inicjatywy ustawodawczej, projekt musiałby przyjść z Komisji Europejskiej, w której jednak nigdy, ani przez chwilę, nie rozważano możl…

Zdrowe, bo polskie

Polacy są przekonani, że polska żywność jest najlepsza na świecie: najsmaczniejsza, bo Polacy lubią zjeść; najzdrowsza, bo swojego chowu wszystko i naturalne. Nic w tym dziwnego, wiele narodowości ma o swojej żywności dobre zdanie. Jeżeli jeszcze zagranicą ją kupują, to już na pewno wiadomo, że musi być dobra, byle czego by nie kupowali.

Polscy producenci żywności rzeczywiście dużo eksportują i nawet jeżeli konkurencyjna cena produktów i słabość złotego sprzyjają ich sukcesowi, to nie są jedynym wytłumaczeniem tego sukcesu: jakość robi swoje. Ale jeżeli głównym atutem  i znakiem rozpoznawczym polskiej żywności ma być jakość, to o jej uznanie trzeba walczyć. Poważnie traktować każdą rysę na wizerunku, nawet najmniejszą.  Reagować na każdą krytykę, która może marce zaszkodzić.

A tych rys jest coraz więcej. Rosyjskie embargo na mięso można było tłumaczyć względami politycznymi. Nie było ono w stanie zmniejszyć zaufania do polskich produktów w UE. Ale już użycie w masarniach zanieczyszczo…