Przejdź do głównej zawartości

Euromity: UE zakaże używania cynamonu

To jedna z najbardziej typowych bzdur, jakie na temat UE mogą rozpowszechniać ignoranci. Jeden z nich podpisał tekst na ten temat na Onecie, sensacja doczekała się publikacji też w innych miejscach (TVN24 BiŚ). Autor powołuje się na jakiś raport jakichś naukowców wskazujący na szkodliwy wpływ na ludzki organizm kumaryny zawartej w cynamonie. Nic w tym dziwnego, wszak codziennie ukazują się raporty wskazujące na szkodliwy lub, przeciwnie, zbawienny wpływ różnych substancji na ludzkie zdrowie. Jaki to ma związek z UE?

Zdaniem autora tekstu do Komisji rolnictwa Parlamentu Europejskiego trafił projekt rozporządzenia ograniczający używanie cynamonu. Wedle innych doniesień sprawą zajmuje się parlamentarna komisja zdrowia. Po pierwsze, żeby projekt mógł trafić do komisji parlamentarnej, musiałby istnieć. A nie istnieje. Po drugie, Parlament Europejski nie ma inicjatywy ustawodawczej, projekt musiałby przyjść z Komisji Europejskiej, w której jednak nigdy, ani przez chwilę, nie rozważano możliwości zakazu używania cynamonu. Po trzecie, komisje parlamentarne nie pracują obecnie, bo trwa kampania wyborcza. Po czwarte, ani w Komisji ani w Parlamencie nie ma żadnych nowych badań dotyczących cynamonowych zagrożeń dla zdrowia. Unia Europejska nie zakazuje spożywania cynamonu.

Fabrykowanie euromitu

Skąd więc wzięła się ta historia? Jak zwykle: zerżnięta z brytyjskiej prasy (The Telegraph, The Mirror). I jak zwykle, z wielomiesięcznym opóźnieniem (zob. punkt 1 Poradnika dla dziennikarzy piszących o UE). Jednak to, że ktoś gdzieś o tym napisał po angielsku nie dodaje tezom artykułu prawdziwości. Czy istnieją badania naukowe wskazujące na szkodliwy wpływ kumaryny na wątrobę? Owszem, istnieją od bardzo dawna. W listopadzie 2013 roku do sprawy powrócono w Journal of Agriculture and Food Chemistry. Nie oznacza to jednak, że - jak piszą na Onecie –"specjaliści" z Parlamentu Europejskiego chcą ograniczyć używanie cynamonu by uchronić ludzi przed rakiem wątroby. To bzdura.

Dlaczego więc dietetyczka, Barbara Krysiak, cytowana w artykule zajmuje stanowisko w sprawie planowanego przez UE zakazu spożywania cynamonu oznajmiając, że "to kolejny przykład na głupotę i ignorancję urzędników"? Bo dziennikarz jej powiedział, że będzie zakaz, więc uwierzyła. Eksperci zawsze wierzą dziennikarzom, są zachwyceni, że ktoś ich o coś pyta i ochoczo komentują każdą sprawę, nawet taką, o której dowiedzieli się przed sekundą z ust dziennikarza. Są bezcenni, bo swym "eksperckim" komentarzem są gotowi uwiarygodnić każdą bez wyjątku bzdurę. Na co to przykład? Pozostawmy odpowiedź na to pytanie ekspertce-dietetyczce.

Czy w unijnych przepisach kumaryna w ogóle gdzieś się pojawia? Jasne, że tak. Podobnie jak w przepisach krajowych i międzynarodowych (ONZ, WHO/MOZ). Przepisy odzwierciedlają bowiem stan wiedzy naukowej. Nigdzie nie chodzi jednak o zakaz spożywania cynamonu, ale o ustalenie maksymalnej zawartości kumaryny w produktach spożywczych. Unijne przepisy nie są więc przyczyną rewolucji, harmonizują jedynie przepisy krajowe, bo dla konsumentów i przedsiębiorców jest łatwiej mieć jedną regułę we wszystkich państwach członkowskich niż 28 różnych przepisów. Unijne rozporządzenie, zawierająca długą listę substancji i związków, pochodzi jednak z 2008 roku. Wtedy też Parlament nad sprawą debatował (tutaj jest jego stanowisko).

Sprawa jest więc, delikatnie mówiąc, lekko nieświeża. Dlaczego wypłynęła teraz? Pewnie za sprawą Duńczyków (swoją drogą, gdyby dziennikarze znali duński, mogliby nie ograniczać się do prasy brytyjskiej w poszukiwaniu antyunijnych tekstów, w Dani też ich nie brakuje - zob. punkt 5 Poradnika). Otóż w listopadzie 2013, gdy do sprawy powrócili naukowcy, duńska administracja przedstawiła swoją interpretację dopuszczalnego poziomu kumaryny w tradycyjnych ciasteczkach cynamonowych (kanelsnegl i kanelstænger). Duńscy piekarze się oburzyli, bo uznali, że to atak na tradycyjny duński smakołyk. Duńska administracja, w obliczu krytyki, powołała się oczywiście na przepisy unijne. To norma: każda krajowa administracja tak robi, żeby się wytłumaczyć ze swoich decyzji. Wszak UE można oskarżyć o wszystko. Tyle tylko, że w sąsiedniej Szwecji piekarze wypiekają identyczne ciasteczka. I też są święcie przekonani, że to szwedzka specjalność. Ale szwedzka interpretacja unijnych przepisów nie stanowi dla nich przeszkody. Bo unijne zasady dają państwom członkowskim możliwość dostosowania limitów do lokalnych wymogów i tradycji. I w żadnym wypadku nie zakazują spożywania cynamonu.

Z zakazem cynamonu sprawa jest podobna jak z zakazem wędlin. I jak z czarną wołgą. Pamiętacie?



NB. Tutaj przeczytasz o innych euromitach: krzywiźnie bananów  marchewce, która jest owocem i ślimaku, który jest rybą

Komentarze

  1. autor lubi jak mu sie jakis urzad wtraca co ma jesc i robic. co za roznica czy chodzi o limit czy calkowity zakaz. a jak w takiej sytuacji wypowie sie o channel 5? to tez tylko limity? ja nie zycze sobie jakiejkolwiek ingerencji w moja wolnosc. jak nie chcesz jesc cynamonu to nie jedz ale mnie i innym nie zabraniaj. w wiezieniu tez dbaja o twoje bezpieczenstwo

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby publicznego, ale w sumie nie tak bardzo, bo o zasięgu bardziej niż ograniczonym. To jest ostatni wpis, bo co tu jeszcze pisać.
Właściwie, to co chciałem napisać, już tu jest, mógłbym się tylko powtarzać. O Polsce PiS i Jarosława Kaczyńskiego pisałem w cyklu "Państwo PiS jest nie z tej Europy" (linki poniżej) zanim zdobyli władzę. Nie z tej Europy, którą uważam za swoją. Bo Europy są różne. Tak różne jak ci, którzy na europejskość się powołują. Nie chodzi jednak o to, kto na Europę ma prawo lub nie ma prawa się powoływać, ale po co to robi: z jakim zamiarem, i z jaka pamięcią Europy w głowie. Pisałem o państwie PiS w przekonaniu, że również demokracje są różne. Nie tylko dlatego, że miewają różne konstytucje, bo to oczywiste, ale z powodu zróżnicowanego stosunku do prawa i do wolności.
Pisałem z pozycji osoby, która ma dość jasną wizję dem…

Zdrowe, bo polskie

Polacy są przekonani, że polska żywność jest najlepsza na świecie: najsmaczniejsza, bo Polacy lubią zjeść; najzdrowsza, bo swojego chowu wszystko i naturalne. Nic w tym dziwnego, wiele narodowości ma o swojej żywności dobre zdanie. Jeżeli jeszcze zagranicą ją kupują, to już na pewno wiadomo, że musi być dobra, byle czego by nie kupowali.

Polscy producenci żywności rzeczywiście dużo eksportują i nawet jeżeli konkurencyjna cena produktów i słabość złotego sprzyjają ich sukcesowi, to nie są jedynym wytłumaczeniem tego sukcesu: jakość robi swoje. Ale jeżeli głównym atutem  i znakiem rozpoznawczym polskiej żywności ma być jakość, to o jej uznanie trzeba walczyć. Poważnie traktować każdą rysę na wizerunku, nawet najmniejszą.  Reagować na każdą krytykę, która może marce zaszkodzić.

A tych rys jest coraz więcej. Rosyjskie embargo na mięso można było tłumaczyć względami politycznymi. Nie było ono w stanie zmniejszyć zaufania do polskich produktów w UE. Ale już użycie w masarniach zanieczyszczo…