Przejdź do głównej zawartości

Europejskie wybory w 28 lokalnych odsłonach

Wybory są europejskie, bo posłów do europejskiego parlamentu wybierają Europejczycy z Unii Europejskiej. Od 1979 roku są bezpośrednie i proporcjonalne, to wspólna unijna zasada. Ale poza tym, co kraj to obyczaj, bo obowiąują krajowe ordynacje wyborcze.

W czterech krajach udział w wyborach jest obowiązkowy (w Grecji, na Cyprze, w Belgii i w Luksemburgu). W piętnastu krajach bierne prawo wyborcze przysługuje osiemnastolatkom, w dziewięciu trzeba skończyć 21 lat (w tym w Polsce), w jednym 23, a w trzech 25 lat żeby kandydować. W jednym państwie (w Austrii) wystarczy mieć 16 lat, żeby zagłosować. W niektórych państwach są listy krajowe, w innych - regionalne. W jednych są progi wyborcze, w innych nie ma. Wybory nie odbywają się tego samego dnia. W większości państw ludzie pójdą do urn 25 maja, ale Brytyjczycy i Holendrzy głosować będą trzy dni wcześniej, już w czwartek, Irlandczycy 23 maja, Maltańczycy, Słowacy i Łotysze 24 maja. Czechom wolno głosować przez dwa dni: 23 i 24 maja. Wcześniejsze głosowanie nie oznacza wcześniejszej publikacji szacunkowych wyników. We wszystkich krajach słupki na ekranach telewizorów będą mogły się pojawić dopiero 25 maja po 23:00, bo wtedy zamykane są lokale wyborcze we Włoszech.

To pierwsze wybory europejskie organizowane po wejściu w życie traktatu lizbońskiego. Nakłada on na państwa członkowskie wymóg wzięcia pod uwagę wyniku wyborów do Parlamentu Europejskiego przy wyznaczaniu szefa Komisji Europejskiej. Nie mówi jednak, na czym konkretnie ma to polegać, więc spór kompetencyjno-prawny rozpętał się już na wstępnym etapie kampanii. Parlament uważa, że to jego głos ma być decydujący, państwa członkowskie i szef Rady Europejskiej, że - po staremu - decyzja ma należeć do rządów. Wyznaczenie przez pięć partii europejskich (socjalistów, chadeków, liberałów, zielonych i szeroko rozumianą lewicę parakomunistyczną) kandydatów na przewodniczącego Komisji powinno nadać tym wyborom nie tylko bardziej polityczny i demokratyczny, ale też europejski charakter. Partie nacjonalistyczne, eurosceptyczne i otwarcie eurofobiczne nie uzgodniły wspólnego kandydata, bo hasło "Szowiniści wszystkich krajów łączcie się" jest sprzeczne z logiką i naturą. Nawet nienawiść do integracji europejskiej nie pozwoliła im się zjednoczyć.

Jeżeli jednak państwa członkowskie postawią na swoim i starym sposobem przeforsują kandydata, który w ogóle w kampanii wyborczej nie brał udziału, pomysł demokratyzacji i europeizacji europejskich wyborów weźmie w łeb i zamiast postępu w tej dziedzinie nastąpi regres. Czym mniejsza będzie frekwencja wyborcza, tym silniejsza będzie tendencja rządów do narzucenia wyciągniętego z kapelusza kandydata na szefa unijnej egzekutywy. I tym większy opór Parlamentu wobec zaakceptowania narzuconego kandydata. To zaś oznacza głęboki i - być może - długotrwały kryzys polityczny integracji europejskiej. A to ostatnia rzecz, której wydobywająca się z gospodarczej zapaści i borykająca się z nawrotem nacjonalizmów Europa potrzebuje.

Nigdy jeszcze frekwencja wyborcza nie miała tak fundamentalnego, historycznego znaczenia dla europejskiego i demokratycznego charakteru nie tylko wyborów do PE, ale i całej UE.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby publicznego, ale w sumie nie tak bardzo, bo o zasięgu bardziej niż ograniczonym. To jest ostatni wpis, bo co tu jeszcze pisać.
Właściwie, to co chciałem napisać, już tu jest, mógłbym się tylko powtarzać. O Polsce PiS i Jarosława Kaczyńskiego pisałem w cyklu "Państwo PiS jest nie z tej Europy" (linki poniżej) zanim zdobyli władzę. Nie z tej Europy, którą uważam za swoją. Bo Europy są różne. Tak różne jak ci, którzy na europejskość się powołują. Nie chodzi jednak o to, kto na Europę ma prawo lub nie ma prawa się powoływać, ale po co to robi: z jakim zamiarem, i z jaka pamięcią Europy w głowie. Pisałem o państwie PiS w przekonaniu, że również demokracje są różne. Nie tylko dlatego, że miewają różne konstytucje, bo to oczywiste, ale z powodu zróżnicowanego stosunku do prawa i do wolności.
Pisałem z pozycji osoby, która ma dość jasną wizję dem…

Zdrowe, bo polskie

Polacy są przekonani, że polska żywność jest najlepsza na świecie: najsmaczniejsza, bo Polacy lubią zjeść; najzdrowsza, bo swojego chowu wszystko i naturalne. Nic w tym dziwnego, wiele narodowości ma o swojej żywności dobre zdanie. Jeżeli jeszcze zagranicą ją kupują, to już na pewno wiadomo, że musi być dobra, byle czego by nie kupowali.

Polscy producenci żywności rzeczywiście dużo eksportują i nawet jeżeli konkurencyjna cena produktów i słabość złotego sprzyjają ich sukcesowi, to nie są jedynym wytłumaczeniem tego sukcesu: jakość robi swoje. Ale jeżeli głównym atutem  i znakiem rozpoznawczym polskiej żywności ma być jakość, to o jej uznanie trzeba walczyć. Poważnie traktować każdą rysę na wizerunku, nawet najmniejszą.  Reagować na każdą krytykę, która może marce zaszkodzić.

A tych rys jest coraz więcej. Rosyjskie embargo na mięso można było tłumaczyć względami politycznymi. Nie było ono w stanie zmniejszyć zaufania do polskich produktów w UE. Ale już użycie w masarniach zanieczyszczo…

Euromity: UE zakaże używania cynamonu

To jedna z najbardziej typowych bzdur, jakie na temat UE mogą rozpowszechniać ignoranci. Jeden z nich podpisał tekst na ten temat na Onecie, sensacja doczekała się publikacji też w innych miejscach (TVN24 BiŚ). Autor powołuje się na jakiś raport jakichś naukowców wskazujący na szkodliwy wpływ na ludzki organizm kumaryny zawartej w cynamonie. Nic w tym dziwnego, wszak codziennie ukazują się raporty wskazujące na szkodliwy lub, przeciwnie, zbawienny wpływ różnych substancji na ludzkie zdrowie. Jaki to ma związek z UE?

Zdaniem autora tekstu do Komisji rolnictwa Parlamentu Europejskiego trafił projekt rozporządzenia ograniczający używanie cynamonu. Wedle innych doniesień sprawą zajmuje się parlamentarna komisja zdrowia. Po pierwsze, żeby projekt mógł trafić do komisji parlamentarnej, musiałby istnieć. A nie istnieje. Po drugie, Parlament Europejski nie ma inicjatywy ustawodawczej, projekt musiałby przyjść z Komisji Europejskiej, w której jednak nigdy, ani przez chwilę, nie rozważano możl…