Przejdź do głównej zawartości

Kto do Brukseli: trzy scenariusze dla PO

Sala obrad Rady Europejskiej z pustym krzesłem przewodniczącego
W sobotę mają zapaść decyzje, kto zostanie nowym przewodniczącym Rady Europejskiej w miejsce Belga Hermana Van Rompuya i kto zastąpi Brytyjkę Catherine Ashton na stanowisku szefa unijnej dyplomacji. 

Polska ma poważnych kandydatów na oba stanowiska, co już samo w sobie jest ewenementem. Jakie są ich rzeczywiste szanse nie wie dziś chyba nikt. Ale zgłoszenie do udziału w wyścigu nie pozostaje bez konsekwencji dla uczestników. Patrząc z polskiej perspektywy, nominacje na te dwa kluczowe stanowiska będą miały zasadniczy wpływ na sytuację w kraju i na notowania PO, i to bez względu na to, kto w ostatecznym rozrachunku pokieruje Radą Europejską i sprawami zagranicznymi.

Porządek obrad tego nadzwyczajnego szczytu UE, którego zasadniczym celem miało być obsadzenie obu najważniejszych stanowisk oraz podział tek w nowej Komisji, bardzo się skomplikował. Instytucjonalno-kadrowa część się zawęziła do wyznaczenia następców Van Rompuya i Ashton. Jeśli się uda, to już będzie duży krok do przodu, a nad komisarzami można się będzie jeszcze pozastanawiać, biorąc również pod uwagę znane oczekiwania Parlamentu Europejskiego. Jednocześnie lista spraw do omówienia wydłużyła się w wyniku sytuacji międzynarodowej: Ukraina, strefa Gazy, Irak, Syria, Libia nie mogą przecież być zbyte milczeniem. Siłą rzeczy skrzyżują się rozbieżne priorytety i interesy. Kwestie instytucjonalne, personalne i międzynarodowe zostaną powiązane w pakiety negocjacyjne. Łatwo nie będzie. W tej mgławicy trudnych do przewidzenia wydarzeń można jednak, dla porządku, zarysować trzy scenariusze interesujące z polskiego i europejskiego punktu widzenia.

Scenariusz pierwszy: włoska kandydatka na szefa dyplomacji, Federica Mogherini, odpada pod naciskiem państw oskarżających ją o prorosyjskość, następcą Lady Ashton zostaje Radosław Sikorski. W tej sytuacji kandydatura Tuska na szefa Rady Europejskiej staje się bezprzedmiotowa, Tusk zostaje w kraju. To najlepszy scenariusz dla Polski, ale i dla PO, bo gwarantuje stabilność polityczną i przynajmniej w jakimś stopniu rozmywa perspektywę wyborczego zwycięstwa PiS. Jednocześnie objęcie teki wysokiego przedstawiciela ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa przez polityka z tak zwanych "nowych krajów" eliminuje z "krótkiej listy" kandydatury Bułgarki Georgijewej i Łotysza Dombrovskisa. Rosną wtedy szanse Dunki Helle'y Thorning Schmidt i Irlandczyka Endy Kenny'ego.

Scenariusz drugi: zarezerwowane dla socjalistów stanowisko wysokiego przedstawiciela dostaje Włoszka, Tusk zostaje przewodniczącym Rady Europejskiej. Sikorski, zgłoszony jako polski kandydat na komisarza tylko po to, by objąć tekę spraw zagranicznych (wysoki przedstawiciel jest jednocześnie wiceprzewodniczącym Komisji) wypada z gry. Kandydatem na komisarza zostaje Danuta Hübner. Dzięki temu Jean-Claude Juncker ma w składzie Komisji dodatkową kobietę, co zwiększa szanse na uzyskanie niezbędnego poparcia Parlamentu (na razie Parlament przygotowuje się do odrzucenia en bloc zespołu kandydatów na komisarzy, bo w obecnym kształcie nie spełnia on wymogu parytetu kobiety-mężczyźni). Z tego powodu kandydatura Rostowskiego na członka Komisji, mimo preferencji Tuska, odpada na rzecz kandydatury Hübner.

Z zewnątrz taki rozwój wypadków wyglądałby na prestiżowy sukces Tuska jako polityka i sukces Polski, jako państwa. Ale poza prestiżem, to kiepski scenariusz i dla Polski i dla PO. Mogherini na czele unijnej dyplomacji zostałaby odebrana w Polsce jako porażka negocjacyjna rządu PO. Na dodatek, Tusk zostałby niechybnie oskarżony o świadome poświęcenie interesu Polski dla osobistej kariery. Platforma bez Tuska raczej by się nie wzmocniła. Krytyka opozycji, że Tusk uciekł z tonącego okrętu łatwo znalazłaby posłuch w opinii publicznej, która chętniej wierzy, wbrew faktom, że sytuacja Polski jest katastrofalna, niż że kraj rozwija się szybciej niż kiedykolwiek. To jeszcze bardziej obniżyłoby sondażowe notowania Platformy i przyczyniło się do jej wyborczej porażki. Wybory wygrałoby PiS, a to najgorsze co Polsce może się przydarzyć.

To również ryzykowny scenariusz dla Europy. Nie wiem czy Tusk ma format międzynarodowego polityka i czy bycie politykiem sprawnym i utalentowanym wystarczy by skutecznie działać na unijnej arenie. Nieznajomość francuskiego i kiepska znajomość angielskiego to poważny problem. Niewiadomo też ile czasu potrzebowałby Tusk, by rozwinąć skrzydła nie mogąc liczyć na żadne partyjne zaplecze, działając w zupełnie innym kontekście niż ten, który poznał jako premier. Ale nawet gdyby Tusk miał się okazać najlepszym z możliwych szefem Rady Europejskiej, to najpoważniejsze niebezpieczeństwo kryje się gdzie indziej: Polska pod rządami PiS stałaby się dla UE jeszcze większym problemem niż Węgry. Orban jest antyunijny i antyzachodni, ale ma zmysł pragmatyczny. PiS i jego prezes mają zmysł oszołomski. A w sytuacji, gdy Tusk byłby szefem Rady Europejskiej, Unia stałaby się nieustannym celem ataków pisowskiego rządu. (Na temat "europejskiej" polityki PiS zob też: "Państwo PiS jest nie z tej Europy")

Rozpatrując ten scenariusz czuję się jednak w obowiązku przypomnieć, że sam Tusk nadal twierdzi, że schedą po Van Rompuyu nie jest zainteresowany. Mimo ekscytacji polskich mediów, które dziś piszą o poparciu Camerona dla kandydatury Tuska, tak jak parę miesięcy temu rozpisywały się o poparciu Merkel. Czyżby "nie chcem ale muszem"?

Scenariusz trzeci: Sikorski nie staje na czele dyplomacji UE, innej teki objąć nie chce lub nie może, polskim komisarzem zostaje Rostowski, Bielecki albo Hübner. Tusk nie przejmuje pałeczki od Van Rompuya, zostaje w kraju, szefem Rady Europejskiej zostaje przedstawiciel Bałtów albo Dunka. Zostaje to naturalnie odebrane jako spektakularna porażka premiera i jego formacji na scenie europejskiej. Notowania PO lecą w dół, PiS szybuje w sondażach. Gdyby Mogherini, a nie Georgijewa, została w tej sytuacji wysokim przedstawicielem UE ds. polityki zagranicznej, klęska byłaby totalna. Nawet uzyskanie przez Polskę ważnej teki w Komisji Europejskiej, na przykład energii lub rynku wewnętrznego, nawet stanowisko wiceprzewodniczącego Komisji przyznane jako zadośćuczynienie mogłoby okazać się w oczach opozycji i opinii publicznej zbyt skromną rekompensatą. Gdyby na dodatek warunkiem uzyskania takiego stanowiska było wyznaczenie na komisarza Danuty Hübner, stracilibyśmy cenionego i doświadczonego szefa komisji parlamentarnej. Zastąpiłby ją inny Polak z PO, ale jest wątpliwe, by dało się znaleźć kogoś równie cenionego.

Po wygranych wyborach rząd PiS byłby antyunijny, nieustannie krytykowałby włoską szefową unijnej dyplomacji. Poparcie dla UE obniżyłoby się w Polsce nie tylko z powodu antyeuropejskiej retoryki rządu, ale też w reakcji na uczucie porażki narodowej: w Europie nas nie szanują, nie chcieli Tuska, nie chcieli Sikorskiego, a prorosyjska Włoszka negocjuje z Putinem rozwiązanie ukraińskiego konfliktu.

Oczywiście inne warianty są możliwe. I naturalnie nie można wykluczyć, że stanie się cud i w międzyczasie pojawi się na scenie politycznej nowa formacja centrowa (Balcerowicza?) zdolna do wyborczego zwycięstwa nad PiS i przejęcia rządów po Platformie. Na razie jednak sytuacja jest jaka jest i dlatego z niecierpliwością czekam sobotnie decyzje (jeżeli uda się dojść do porozumienia).


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Do kogo przyjeżdża Trump?

Ryszard Petru ma rację, gdy się upiera, że Donald Trump nie przyjeżdża do Kaczyńskiego, tylko do Polski. Oczywiście nie można zaakceptować pisowskiej retoryki, wedle której Stany Zjednoczone Donalda Trumpa są sojusznikiem Polski Jarosława Kaczyńskiego. Ale czy przychodzenie na wiec poparcia na placu Krasińskich jest dobrym sposobem, żeby takiemu stawianiu sprawy przez PiS się przeciwstawić? Myślę, że nie.
Donald Trump przyjeżdża do Polski trochę jak Erdogan chciał przyjechać do Niemiec: na spotkanie ze swoimi. Erdogan tak jak Trump chciał sobie zorganizować wiec. Nie zorganizował, Niemcy go nie wpuścili. Nie mówię, że Trumpa nie należy wpuszczać: USA to nie Turcja, Polska to nie Niemcy. Można spluwać z pogardą na realpolitik, ale nie każdego stać na uprawianie polityki kształtującej realia, a wtedy to realia kształtują politykę. Tak już jest. Rzeczą nie do pomyślenia jest jednak, żeby Trump sobie organizował w Polsce gospodarską wizytę w centrum miasta i żeby jego ambasador na nią zapr…

PiS walczy z kastami, czyli algorytm zmiany ustroju

Beata Szydło, premier polskiego rządu, powiedziała, że w imię sprawiedliwości społecznej, PiS konsekwentnie przeprowadzi reformę wymiaru sprawiedliwości odbierając władzę nad nim kaście i korporacji prawniczej. To ważne słowa, bo w prosty sposób przedstawiają retoryczny algorytm tłumaczący zmianę ustroju państwa przeprowadzaną przez Jarosława Kaczyńskiego. Oto na czym on polega.

Sędziowie i adwokaci tworzą kastę (korporację) prawną.
Służba cywilna tworzy kastę (korporację) urzędniczą.
Media tworzą kastę (korporację) dziennikarską.
Politycy tworzą kastę (korporację) polityczną.
Organizacje pozarządowe tworzą kastę (korporację) pozarzadową czyli pozapaństwową czyli pozanarodową.
Unia Europejska tworzy kastę (korporację) obcych (z natury rzeczy wrogów Polski).

Tylko PiS nie tworzy kasty ani korporacji. Nie ma tam bowiem sędziów, adwokatów, urzędników, polityków, pozarządowców ani, za przeproszeniem, Europejczyków. Są natomiast zwarte szeregi realizatorów woli Suwerena, czyli Polaków popi…

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby publicznego, ale w sumie nie tak bardzo, bo o zasięgu bardziej niż ograniczonym. To jest ostatni wpis, bo co tu jeszcze pisać.
Właściwie, to co chciałem napisać, już tu jest, mógłbym się tylko powtarzać. O Polsce PiS i Jarosława Kaczyńskiego pisałem w cyklu "Państwo PiS jest nie z tej Europy" (linki poniżej) zanim zdobyli władzę. Nie z tej Europy, którą uważam za swoją. Bo Europy są różne. Tak różne jak ci, którzy na europejskość się powołują. Nie chodzi jednak o to, kto na Europę ma prawo lub nie ma prawa się powoływać, ale po co to robi: z jakim zamiarem, i z jaka pamięcią Europy w głowie. Pisałem o państwie PiS w przekonaniu, że również demokracje są różne. Nie tylko dlatego, że miewają różne konstytucje, bo to oczywiste, ale z powodu zróżnicowanego stosunku do prawa i do wolności.
Pisałem z pozycji osoby, która ma dość jasną wizję dem…