Przejdź do głównej zawartości

13 grudnia zapalmy świeczkę ojcu rewolucji

Są dobre i złe rocznice. Dla niektórych 13 grudnia, zła rocznica, była głównie dniem pamięci o przewinach jednego człowieka. Palili co roku świeczki pod jego domem, aż do jego starczej śmierci. Dla wielu jednak 13 grudnia to przede wszystkim dzień zamachu na demokrację, zniszczenie szansy, dopiero się tlącej, na lepszą Polskę. Dziś na Twitterze zwróciło moją uwagę wezwanie, by w tym roku 13 grudnia zapalić świeczkę pod domem Jarosława Kaczyńskiego. W sumie, to dobry pomysł.

Jest cała seria oczywistych, fundamentalnych różnic między Polską w grudniu 1981 a Polską w grudniu 2015. Najważniejsza jest taka, że dziś Polska jest parlamentarną demokracją, państwem prawa, w którym panuje wolność słowa, naród wybiera władzę, a konstytucja ma powstrzymywać rządzących przed władzy nadużywaniem. Kolejna ważna różnica polega na tym, że wreszcie, po tylu dziesiątkach lat, wolnorynkowa gospodarka pozwala Polsce się rozwijać w więcej niż satysfakcjonującym tempie, a poziom dobrobytu wzrasta. Inna zasadnicza różnica to oparcie jakie Polska znajduje w Unii Europejskiej, która jest nie tylko źródłem finansów na modernizajcę polskiej infrastruktury, ale również - jako wspólnota wartości łączących nowoczesne, parlamentarne, liberalne demokracje - gwarancją, że do końca demokracji w Polsce zepsuć się nie da.

A podobieństwa? Jedno realizuje się na naszych oczach. Oto jeden człowiek, stojący na czele partii skupiającej, jak sekta, nie członków, ale wyznawców, ślepych wykonawców jego poleceń, przystąpił do przygotowanego od lat, a realizowanego dziś w ekspresowym tempie demontażu demokracji, zamachu na państwo. Za pomocą marionetkowego rządu i sejmowej większości, których jest dysponentem, realizuje szaleńczy plan narodowej rewolucji i patriotycznego odrodzenia.

Jarosław Kaczynski, w PRL czwartorzędny opozycjonista, choć o pierwszorzędnych ambicjach, przez lata starał się sfabrykować swoje CV, żeby uchodzić za ważnego dysydenta, bohatera walki z komuną. Konfabulator i mitoman, przekonany, że historię człowieka, tak jak historię państwa (polityka historyczna), można uformować i zdeformować w zależności od potrzeb, kilkakrotnie zmieniał opowieść o swojej roli w Stoczni Gdańskiej w 1980, zmyślał opis funkcji w strukturach pierwszej Solidarności i zasług w podziemiu i antykomunistycznej opozycji.

Przywódcy narodowych rewolucji:
Pétain, Franco, Jaruzelski, Kaczyński
Dziś jest wreszcie ojcem rewolucji. Nie prowadzi jej przeciw totalitarnemu porządkowi, lecz przeciw parlamentarnej demokracji. Łatwiej. Rewolucja, taka już jej natura, ma za cel obalenie jednego porządku i zastąpienie go drugim. Motorem działania zwykle bywa idelologia i chęć zdobycia władzy: tak jest i tym razem. Ale nie tylko: to, co robi Kaczyński, to akt podwójnej zemsty na wrogach (prawdziwych i wyimaginowanych), na złej historii (której bieg trzeba zmienić) i na Polsce (bo nie jest na miarę jego aspiracji). Podwójnej zemsty: po pierwsze za to, że najpierw komuna go nie internowała 13 grudnia 1981, pozbawiając tym samym kombatanckiego namaszczenia, a potem, że demokracja kazała mu tak długo czekać; po drugie: za śmierć brata-prezydenta w katastrofie lotniczej, której tragiczną banalność stara się zmitologizować pod postacią zamachu. Nowe państwo potrzebuje wszak mitu założycielskiego i męczęnnika. Instrumentalizowany za życia, Lech Kaczyński jest też instrumentalizowany przez swego brata po śmierci.

Prezes PiS chce zniszczyć budowane od ćwierćwiecza państwo pod pretekstem, że powstało - jego zdaniem - nie na gruzach, ale na fundamentach PRL. Zarzuca III Rzeczpospolitej, że burzenia nie dokończyła, a cóż to za rewolucja bez ruin i zgliszcz. Historia obeszła się z nim źle, bo wtedy odegrał rolę znikomą, dziś chce więc się na historii odegrać, odgrywając rolę na miarę swoich ambicji. Tak jak Jaruzelski w 1981, choć dla innych celów, Kaczyński chce dziś zniszczyć demokrację, powstrzymać europejski wybór cywilizacyjny.

Swoim żołnierzom dostarcza dużo satysfakcji, dając nadzieję na udział w zemście. Pisowskie media i wpisy jego wielbicieli na Twitterze czy Facebooku pełne są gróźb i patlogicznego podniecenia, że zbliża się pora kary i rozliczenia. Wszystko to podszyte pseudopatriotyczną retoryką. Ci, którzy pamiętają PRL, dostrzegą szyderstwo historii: PiS, tak ponoć antykomunistyczny, wpisuje się w pewną ciągłość: ORMO, PRON, WRON. Czesław Miłosz napisał w Traktacie moralnym o PZPR: "Jest ONR-u spadkobiercą Partia". Prawdę pisał. Historia zatoczyła koło: PiS, koszmarne dziecko Jarosława Kaczyńskiego, jest spadkobiercą ONR i PZPR jednocześnie. Zapomniany 13 grudnia 1981, Kaczyński swymi obecnymi działaniami wreszcie nabył do tej daty niezaprzeczalne prawo. Pójdźmy tego dnia, zgodnie z tradycją, zapalić świeczkę pod jego domem.


Podobny temat: "Lewicowa droga PiS do narodowej rewolucji"

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby publicznego, ale w sumie nie tak bardzo, bo o zasięgu bardziej niż ograniczonym. To jest ostatni wpis, bo co tu jeszcze pisać.
Właściwie, to co chciałem napisać, już tu jest, mógłbym się tylko powtarzać. O Polsce PiS i Jarosława Kaczyńskiego pisałem w cyklu "Państwo PiS jest nie z tej Europy" (linki poniżej) zanim zdobyli władzę. Nie z tej Europy, którą uważam za swoją. Bo Europy są różne. Tak różne jak ci, którzy na europejskość się powołują. Nie chodzi jednak o to, kto na Europę ma prawo lub nie ma prawa się powoływać, ale po co to robi: z jakim zamiarem, i z jaka pamięcią Europy w głowie. Pisałem o państwie PiS w przekonaniu, że również demokracje są różne. Nie tylko dlatego, że miewają różne konstytucje, bo to oczywiste, ale z powodu zróżnicowanego stosunku do prawa i do wolności.
Pisałem z pozycji osoby, która ma dość jasną wizję dem…

Zdrowe, bo polskie

Polacy są przekonani, że polska żywność jest najlepsza na świecie: najsmaczniejsza, bo Polacy lubią zjeść; najzdrowsza, bo swojego chowu wszystko i naturalne. Nic w tym dziwnego, wiele narodowości ma o swojej żywności dobre zdanie. Jeżeli jeszcze zagranicą ją kupują, to już na pewno wiadomo, że musi być dobra, byle czego by nie kupowali.

Polscy producenci żywności rzeczywiście dużo eksportują i nawet jeżeli konkurencyjna cena produktów i słabość złotego sprzyjają ich sukcesowi, to nie są jedynym wytłumaczeniem tego sukcesu: jakość robi swoje. Ale jeżeli głównym atutem  i znakiem rozpoznawczym polskiej żywności ma być jakość, to o jej uznanie trzeba walczyć. Poważnie traktować każdą rysę na wizerunku, nawet najmniejszą.  Reagować na każdą krytykę, która może marce zaszkodzić.

A tych rys jest coraz więcej. Rosyjskie embargo na mięso można było tłumaczyć względami politycznymi. Nie było ono w stanie zmniejszyć zaufania do polskich produktów w UE. Ale już użycie w masarniach zanieczyszczo…

Euromity: UE zakaże używania cynamonu

To jedna z najbardziej typowych bzdur, jakie na temat UE mogą rozpowszechniać ignoranci. Jeden z nich podpisał tekst na ten temat na Onecie, sensacja doczekała się publikacji też w innych miejscach (TVN24 BiŚ). Autor powołuje się na jakiś raport jakichś naukowców wskazujący na szkodliwy wpływ na ludzki organizm kumaryny zawartej w cynamonie. Nic w tym dziwnego, wszak codziennie ukazują się raporty wskazujące na szkodliwy lub, przeciwnie, zbawienny wpływ różnych substancji na ludzkie zdrowie. Jaki to ma związek z UE?

Zdaniem autora tekstu do Komisji rolnictwa Parlamentu Europejskiego trafił projekt rozporządzenia ograniczający używanie cynamonu. Wedle innych doniesień sprawą zajmuje się parlamentarna komisja zdrowia. Po pierwsze, żeby projekt mógł trafić do komisji parlamentarnej, musiałby istnieć. A nie istnieje. Po drugie, Parlament Europejski nie ma inicjatywy ustawodawczej, projekt musiałby przyjść z Komisji Europejskiej, w której jednak nigdy, ani przez chwilę, nie rozważano możl…