Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2016

W traktacie UE zapomniano o obronie demokracji przed autorytaryzmem

Z końcem października upływa termin, który Komisja wyznaczyła polskim władzom na przyjęcie zaleceń dotyczących poszanowania demokratycznego państwa prawa. Większość z nich dotyczy Trybunału Konstytucyjnego. Za niecałe dwa miesiące kończy się kadencja przewodniczącego Trybunału, profesora Rzeplińskiego – to inna data graniczna ważna dla Polski. Jakie kroki podejmie w tym czasie Unia Europejska? Czy pozwoli sobie na zdecydowane działanie w oparciu o przepisy Traktatu?
W styczniu tego roku Komisja Europejska zastosowała wobec Polski procedurę „na rzecz umacniania praworządności”. To oczywiście eufemizm, bo przecież nie chodzi o umacnianie, ale o ocalenie. Potem o sytuacji w Polsce parę razy debatował Parlament Europejski, a Komisja Wenecka Rady Europy wielokrotnie odwiedziła Warszawę i wydała opinię na temat stanu polskiej demokracji. 
Skłonność polskich władz do współpracy z tymi instytucjami topniała z każdym tygodniem i dziś dla nikogo już nie jest tajemnicą, że w Polsce nie chodzi o je…

Może to wszystko przez pomyłkę?

Przy okazji ostatnich deklaracji Jarosława Kaczyńskiego na temat aborcji, nie po raz pierwszy okazało się, że  prezes PiS wcale nie mówi tego co mówi. Zamiast naśmiewać się z niezręcznej egzegezy prezesowych słów dokonywanej przez jego podwładnych w rządzie, spojrzmy na tę retoryczna ekwilibrystykę z optymizmem: jest szansa, że wszystko wróci do normy. 

Być może okaże się, że cała polityka pisowskiego układu władzy: sejmowej większości,  rządu i prezydenta bierze się z błędnego zrozumienia słów i intencji prezesa. Może wyjdzie na jaw, że również w kwestii demokracji, praworządności wolności mediów, polityki zagranicznej, polityki obronnej i społecznej oraz finansów państwa prezes miał na myśli coś całkowicie odmiennego niż partyjni wykonawcy jego poleceń zrozumieli i zrealizowali. I że stąd problemy we wszystkich tych dziedzinach. 

Wystarczyłoby zinterpretować słowa prezesa właściwie, aby Polska wróciła do europejskiej rodziny narodów demokratycznych, jako prawowity i odpowiedzialny czł…

Globalizacja czampionów: mój słownik językowych potworności

Słownik to przesada. Co najwyżej krótka i subiektywna lista lista wyrazów i zwrotów, na które reaguję alergicznie. Dziś na przykład stałem się ofiarą anafilaksji wywołanej użyciem przez panią premier terminu "globalizacja czampionów". W ramach terapii postanowiłem spisać klika przykładów językowego śmiecia, w nadziei, że lista zadziała jak szczepionka. Oto one.


Przymiotnik "polski" pisany wielką literą, w środku zdania, umieszczam na początku listy tylko z szacunku dla pani premier Szydło, która odważnie propaguje patriotyzm ortograficzny. Z kolei użycie terminu "polskie globalne czempiony" to zapewne element retoryki wyrażającej patriotyzm gospodarczy, również bliski pani premier. Tu znów w sukurs przychodzi pisownia, a konkretnie jej polonizacja, czemu zresztą z zasady nie jestem przeciwny, choć słuchać i czytać tego żargonu nie jestem w stanie.
Ale żeby było jasne: nie uważam, żeby język pani premier był gorszy niż średnia krajowa. Weźmy na przykład wyra…

O co ten spór

Najważniejszy spór polityczny w Polsce nie toczy się między rządem a opozycją. Ani między partią PiS i jakąkolwiek inną partią. Obecny podział, w swej substancji, nie różni się niczym od społeczno-politycznych podziałów odnotowanych i opisanych w ciągu ostatniego ćwierćwiecza. Jest jednak od wszystkich poprzednich bardziej wyrazisty. Stawia kropkę nad "i", bo ma charakter czysto konstytucyjny. To podział między tymi, dla których konstytucja z zasady jest instrumentem kontroli nad władzą, a tymi, którzy skłonni są powierzyć władzy kontrolę nad konstytucją.

Kolejne sondaże, czego by o sondażach nie myśleć, potwierdzają linię podziału znaną z wyborczej geografii, przynajmniej odkąd mamy w Polsce wolne wybory: dzieli ona społeczeństwo na pół.

Dla części społeczeństwa konstytucja jest niezbędnym zaworem bezpieczeństwa w demokratycznym kotle. Definiuje i dystrybuuje uprawnienia władcze, które społeczeństwo powierza swoim przedstawicielom; uruchamia automat wzajemnego równoważenia t…

Soros i Sobieski, dwa bratanki

Kiedy opowiadam węgierskim przyjaciołom, że Sorosem w Polsce dzieci straszą (przynajmniej w mediach narodowych), otwierają szeroko oczy ze zdumienia, że u nas też. Bo u nich owszem, Soros juz dawno przez władzę narodową został ogłoszony zdrajcą, ale to Węgier. No właśnie, tlumaczę: dlatego, że zdrajca na Węgrzech to w Polsce można na nim psy wieszać. Na innych Węgrach nie można, bo wszyscy inni popierają Orbàna i kibicują polskiej dobrej zmianie (przynajmniej w mediach narodowych).  


Wypromowanie Sorosa na wroga Narodu Polskiego nie jest rozwiązaniem idealnym, bo zdrajca nie zdrajca, żyd nie żyd, ale jednak Węgier i dlatego jego wrogie działania tłumaczyć można w mediach narodowych  jedynie poprzez interes finansowy, z natury rzeczy sprzeczny z interesem polskim, a to trochę za mało. Żydostwa wyciągnąć mu wprost nie można, bo wróg nie śpi i zaraz bezpodstawnie oskarży Polski Naród o antysemityzm (a, niestety, z powodu "Sąsiadów" Grossa, "Idy" Pawlikowskiego i "…

Barroso dostał posadę w Goldman Sachs

Przyjęcie stanowiska dyrektora niewykonawczego w Radzie Nadzorczej banku Goldman Sachs przez José Manuela Barroso, byłego szefa Komisji Europejskiej, wywołało burzę negatywnych komentarzy, zwłaszcza w środowiskach lewicowych i u prawicowych euroscptyków. Z prawnego punktu widzenia Barroso nie naruszył żadnych zasad. Nie znam osobistych, prywatnych względów, które o przyjęciu funkcji zadecydowały, ale pewnie są wystarczające, żeby przed samym sobą Barroso mógł swój ruch usprawiedliwić. Ale nie mógł nie wiedzieć jaki wpływ jego decyzja, zwłaszcza teraz, w czasie największego kryzysu integracji europejskiej, będzie miała na ocenę UE, jak bardzo pomoże ona eurosceptykom i eurofobom. A mimo to podjął tę decyzję.

Barroso, po trzydziestu latach kariery politycznej, uznał najwidoczniej, że czas wielkiej polityki się dla niego zakończył. Portugalski minister spraw zagranicznych, który wsławił się skutecznym zaangażowaniem w negocjacje pokojowe w Angoli i na rzecz niepodległości Timoru Wschodni…

Buntu nie będzie

Zablokowanie Trybunału Konstytucyjnego, likwidacja służby cywilnej i zastąpienie jej partyjnym aktywem, zrujnowanie relacji z Unią Europejską i z USA, inwigilacja i prawo do blokowania internetu, upaństwowienie mediów publicznych i wreszcie manipulacja i cenzura w TV. Za każdym razem słyszę: teraz przegięli, ludzie się zbuntują. 

Słyszę to od tych, co jeszcze rok, parę miesięcy temu mówili mi: przesadzasz, popadasz w antyspisowską obsesję. Ale ci, co się mieli zbuntować, już się zbuntowali. Popatrzcie dobrze: oni nie są większością! Większość doprowadziła Prawo i Sprawiedliwość do zwycięstwa wyborach i dzisiaj zagłosowałaby tak samo. PiS nie szczędzi starań, by determinacja kontestujących nowy porządek nie opadła, by zbuntowani się nie znudzili. Ale tej determinacji nie wystarczy, by przekonać tę drugą część Polski: tych, którzy mają w nosie i tych, którym naprawdę się "dobra zmiana" podoba. Naprawdę.

Nie dołączą do buntu i żadne policyjne represje tego nie zmienią. Będzie j…

Kochani Londyńczycy: brawo! Ale za późno.

Trzydzieści tysięcy londyńczyków wyszło na ulice, bo nie chcą żeby Zjednoczone Królestwo wystąpiło z Unii Europejskiej. Czy wsród protestujących jest wielu takich, którzy 23 czerwca nie wzięli udziału w referendum w przekonaniu, że Brexit zwyciężyć nie może? Jeśli tak, to czy ich głos mógł przechylić szalę zwycięstwa na stronę zwolenników pozostania w Unii? Pytania ciekawe, ale dziś już bez znaczenia. Szkoda Londyńczyków, szkoda Szkotów i północnych Irlandczyków. Ale na krok w tył już za późno. Wielka Brytania, dla dobra integracji europejskiej, musi Unię opuścić.

Unia doszła do ściany. Dzięki Brytyjczykom, albo z winy Brytyjczyków, integracja znalazła się w miejscu, w którym trudno sobie wyobrazić współistnienie na obecnych zasadach tych, którzy chcą Unię wzmacniać z tymi, którzy chcą ją ograniczyć do minimum. Co znaczy wzmacniać, co znaczy ograniczać wymaga oczywiście zdefiniowania. Nie będzie łatwo, bo nie są to bynajmniej jedynie techniczne spory. Ale zacząć trzeba od uświadomien…

Jak być twardym wobec Londynu

To dobrze, że po chwilowym osłupieniu wzmacnia się w Unii determinacja na rzecz obrony integracji europejskiej. Brexit to nie koniec świata. Ale aby Unia wyszła wzmocniona z tego niewątpliwego kryzysu trzeba spełnić kilka warunków. Oto niektóre z nich.

Nie pozwolić im wygrać gry na czas

Być twardym, to znaczy być skutecznym. Być twardym, to przeciwieństwo pisowskiej retoryki "powstania z kolan". Pierwszą miarą skuteczności jest czas. Nie wolno pozwolić Londynowi na zwłokę. Cameron zapowiedział swą dymisję na październik, a to początek gry na czas. Przegrał referendum, które sam ogłosił. Stoi na czele parlamentarnej większości, owszem, ale podzielonej na dwa wrogie obozy. Jako premier powinien być wykonawcą referendalnej woli Brtyjczyków (choć dokładniej byłoby powiedzieć: Anglików i Walijczyków), którzy opowiedzieli się za wystąpieniem Zjednoczonego Królestwa z Unii, ale przecież stał na czele obozu nawołującego do pozostania. Cameron nie ma mandatu do podjęcia negocjacji z 2…