Przejdź do głównej zawartości

Mitotologie i pamięć historyczna

Przeciwnicy PiS mnie pocieszają, że za 50 lat o żadnym PiS-ie nikt nie będzie pamiętał. Bo takich miernot się nie pamięta, historia jest nieubłagana. A przecież to nie o historię chodzi, bo ta jest bezwolna, nic od niej nie zależy, lecz właśnie o ułomną ludzką pamięć. Ona nie wartościuje, jest jak plastelina: utrwali narzucone kształty jeśli tylko ktoś ją zechce ulepić.

Czyż nie temu ma służyć „polityka historyczna”? Nie wiadomo więc jak będzie. Może socjotechnika Jarosława Kaczyńskiego zadziała, może go ludzie zapamiętają jako Ojca Wielkiej Zmiany, albo przynajmniej tego, co chciał dobrze, ale źli ludzi mu przeszkodzili? Może nawet Lecha, Wielkiego Brata, będą pamiętać jako Prezydenta Tysiąclecia? Kto wie, nie takie cuda lepiono z ludzkiej pamięci, przytwierdzano lepkim słowotokiem na cokołach mitów.

Tworzeniu mitologii, w której herosami stają się miernoty i uzurpatorzy, towarzyszy przecinanie więzów pamięci splecionych wspólnym, pozytywnym doświadczeniem. Ich niszczenie odbywa się przez zawłaszczenie doświadczeń i pojęć (PiS stara się zawłaszczyć dziedzictwo pierwszej Solidarności) i przez oszczercze dezawuowanie postaci, które były prawdziwymi bohaterami swych czasów (jak Henryka Krzywonos czy Lech Wałęsa). Niemierzalna wydaje się potęga nienawiści pisowców wobec każdego pozytywnego działania, cieszącego się powszechnym poparciem ludzi, którego zawłaszczyć się nie da i które nie jest przetłumaczalne na pisowski język konfrontacji, podziału, zamknięcia. Najbardziej oczywistym przykładem takiego działania jest Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.
W społeczeństwie, w którym do budowania wspólnoty łatwiej wykorzystać naznaczone ideologią symbole niż obywatelską potrzebę współdziałania na rzecz sprawnego i uczciwego państwa, koncepcja "polityki historycznej" wdrażana przez PiS może na trwałe zatruć pamięć Polaków i ich sposób postrzegania rzeczywistości. Takie akcje jak WOŚP czy mobilizacja Komitetu Obrony Demokracji stanowią dziś najskuteczniejszą barierę przeciw naporowi ideologii propagowanej przez PiS. I dlatego tym gwałtowniej będą przez PiS zwalczane.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby publicznego, ale w sumie nie tak bardzo, bo o zasięgu bardziej niż ograniczonym. To jest ostatni wpis, bo co tu jeszcze pisać.
Właściwie, to co chciałem napisać, już tu jest, mógłbym się tylko powtarzać. O Polsce PiS i Jarosława Kaczyńskiego pisałem w cyklu "Państwo PiS jest nie z tej Europy" (linki poniżej) zanim zdobyli władzę. Nie z tej Europy, którą uważam za swoją. Bo Europy są różne. Tak różne jak ci, którzy na europejskość się powołują. Nie chodzi jednak o to, kto na Europę ma prawo lub nie ma prawa się powoływać, ale po co to robi: z jakim zamiarem, i z jaka pamięcią Europy w głowie. Pisałem o państwie PiS w przekonaniu, że również demokracje są różne. Nie tylko dlatego, że miewają różne konstytucje, bo to oczywiste, ale z powodu zróżnicowanego stosunku do prawa i do wolności.
Pisałem z pozycji osoby, która ma dość jasną wizję dem…

Może się już nie śmiejmy z Korei Północnej

Tak się nabijamy z tej Korei Północnej, ale może należy na nią spojrzeć poważniej, jak w kryształową kulę. Bo może Kaczyński, Macierewicz i Co. upodobali sobie model koreański i do niego zmierzają?

Naburmuszone i prężące muskuły państewko pod ochroną mocarstwa: jak Korea Północna w chińskiej strefie wpływów, tak Polska w rosyjskiej? Też totalitarna, z wodzem psycholem, skłócona z resztą świata, stawiająca na armię (tylko z pociągiem pancernym zamiast broni nuklearnej), uprawiająca na lokalne potrzeby propagandę potęgi i niezależności, a w rzeczywistości protektorat pełniący rolę antyzachodniego i antyeuropejskiego straszaka w rękach orientalnego hegemona?

Zdrowe, bo polskie

Polacy są przekonani, że polska żywność jest najlepsza na świecie: najsmaczniejsza, bo Polacy lubią zjeść; najzdrowsza, bo swojego chowu wszystko i naturalne. Nic w tym dziwnego, wiele narodowości ma o swojej żywności dobre zdanie. Jeżeli jeszcze zagranicą ją kupują, to już na pewno wiadomo, że musi być dobra, byle czego by nie kupowali.

Polscy producenci żywności rzeczywiście dużo eksportują i nawet jeżeli konkurencyjna cena produktów i słabość złotego sprzyjają ich sukcesowi, to nie są jedynym wytłumaczeniem tego sukcesu: jakość robi swoje. Ale jeżeli głównym atutem  i znakiem rozpoznawczym polskiej żywności ma być jakość, to o jej uznanie trzeba walczyć. Poważnie traktować każdą rysę na wizerunku, nawet najmniejszą.  Reagować na każdą krytykę, która może marce zaszkodzić.

A tych rys jest coraz więcej. Rosyjskie embargo na mięso można było tłumaczyć względami politycznymi. Nie było ono w stanie zmniejszyć zaufania do polskich produktów w UE. Ale już użycie w masarniach zanieczyszczo…