Przejdź do głównej zawartości

Po co Prezesowi media publiczne

Wiele mądrych i uczonych, politologicznych i socjologicznych odpowiedzi sformułowano już by na tytułowe pytanie odpowiedzieć. Najprostsza odpowiedź brzmi oczywiście tak: autorytarna władza potrzebuje propagandowej tuby, zamienia więc media publiczne w rządowe, nazywa je "narodowymi", bo ma nacjonalistyczny światopogląd.

PiS przejmuje media publiczne (i wszystko inne) jak piraci, którzy przejmują statek: gdy tylko znajdą się na zdobytym pokładzie, wywieszają swoją flagę (jak ona wygląda, każdy wie). Ach, gdyby tak jeszcze mogli powywieszać poprzednią załogę, na rejach, obraz byłby pełniejszy, sen dośniony do końca. Poczekajmy jednak cierpliwie.

Znalazłem jeszcze jedną, inspirującą odpowiedź. Wyczytałem ją w książce zmarłego przed paroma dniami Umberto Eco zatytułowanej "Temat na pierwszą stronę". Jeden z bohaterów, niejaki Braggadocio, jest przekonany, że wykrył spisek i że wbrew temu, co wszyscy mówią, Mussolini nigdy nie został zabity. Zwierza się koledze z redakcji fikcyjnej gazety i tak tłumaczy potrzebę wyjawienia tajemnicy: "Muszę przecież opowiedzieć komuś o tym, co we mnie kipi, bo inaczej oszaleję. Kiedy jeden jedyny pojąłeś prawdę, możesz dostać zawrotu głowy. Tu nie ma nigdy nikogo oprócz przypadkowych turystów z zagranicy, którzy niczego nie rozumieją."

Czyż nie jest to piękny opis stanu ducha i umysłu Prezesa Kaczyńskiego? Tłumaczący zresztą nie tylko przejęcie mediów publicznych, których jesteśmy potencjalnie zbiorowym odbiorcą, ale i wielu innych przedsięwzięć komunikacyjnych? Zwracam też uwagę na dostrzeżoną przez Braggadicio niezdolność obcokrajowców do zrozumienia historii i teraźniejszości jego narodu. Nie tak dawno przecież premier Beata Szydło pojechała aż do Strasburga, żeby powiedzieć zagranicy, jak bardzo, ale to bardzo nie jest ona w stanie zrozumieć tego, co się właśnie w Polsce wyprawia (tu więcej na ten temat).

W tej samej książce jest też taki dialog: "Chce pan powiedzieć, że każdy nasz artykuł musi się podobać Prezesowi? - spytał wyspecjalizowany w zadawaniu głupich pytań Cambria. - Oczywiście - odpowiedział Simei - jest naszym najważniejszym akcjonariuszem." Wypisz wymaluj, polskie media publiczne.

Umberto Eco, Temat na pierwszą stronę, Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa, 2015. Tłumaczenie: Krzysztof Żaboklicki


NB. Sytuacja w polskich mediach publicznych była 8 marca przedmiotem dyskusji na posiedzeniu komisji do spraw politycznych i demokracji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Niepokoiłem się niedawno, że głównym źródłem wiedzy członków komisji będzie relacja pisowskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (Kto opowie Radzie Europy o polskich mediach publicznych), okazało się, że niesłusznie: poza obecnym na spotkaniu, w imieniu Gazety Wyborczej, Jarosławem Kurskim (tu wystąpienie) i Magdą Szulekąm przedstawicielką Fundacji Helsińskiej, podczas posiedzenia rozdawano też list Mateusza Kijowskiego w imieniu KOD i list Towarzystwa Dziennikarskiego.

Na podobny temat:

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Do kogo przyjeżdża Trump?

Ryszard Petru ma rację, gdy się upiera, że Donald Trump nie przyjeżdża do Kaczyńskiego, tylko do Polski. Oczywiście nie można zaakceptować pisowskiej retoryki, wedle której Stany Zjednoczone Donalda Trumpa są sojusznikiem Polski Jarosława Kaczyńskiego. Ale czy przychodzenie na wiec poparcia na placu Krasińskich jest dobrym sposobem, żeby takiemu stawianiu sprawy przez PiS się przeciwstawić? Myślę, że nie.
Donald Trump przyjeżdża do Polski trochę jak Erdogan chciał przyjechać do Niemiec: na spotkanie ze swoimi. Erdogan tak jak Trump chciał sobie zorganizować wiec. Nie zorganizował, Niemcy go nie wpuścili. Nie mówię, że Trumpa nie należy wpuszczać: USA to nie Turcja, Polska to nie Niemcy. Można spluwać z pogardą na realpolitik, ale nie każdego stać na uprawianie polityki kształtującej realia, a wtedy to realia kształtują politykę. Tak już jest. Rzeczą nie do pomyślenia jest jednak, żeby Trump sobie organizował w Polsce gospodarską wizytę w centrum miasta i żeby jego ambasador na nią zapr…

PiS walczy z kastami, czyli algorytm zmiany ustroju

Beata Szydło, premier polskiego rządu, powiedziała, że w imię sprawiedliwości społecznej, PiS konsekwentnie przeprowadzi reformę wymiaru sprawiedliwości odbierając władzę nad nim kaście i korporacji prawniczej. To ważne słowa, bo w prosty sposób przedstawiają retoryczny algorytm tłumaczący zmianę ustroju państwa przeprowadzaną przez Jarosława Kaczyńskiego. Oto na czym on polega.

Sędziowie i adwokaci tworzą kastę (korporację) prawną.
Służba cywilna tworzy kastę (korporację) urzędniczą.
Media tworzą kastę (korporację) dziennikarską.
Politycy tworzą kastę (korporację) polityczną.
Organizacje pozarządowe tworzą kastę (korporację) pozarzadową czyli pozapaństwową czyli pozanarodową.
Unia Europejska tworzy kastę (korporację) obcych (z natury rzeczy wrogów Polski).

Tylko PiS nie tworzy kasty ani korporacji. Nie ma tam bowiem sędziów, adwokatów, urzędników, polityków, pozarządowców ani, za przeproszeniem, Europejczyków. Są natomiast zwarte szeregi realizatorów woli Suwerena, czyli Polaków popi…

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby publicznego, ale w sumie nie tak bardzo, bo o zasięgu bardziej niż ograniczonym. To jest ostatni wpis, bo co tu jeszcze pisać.
Właściwie, to co chciałem napisać, już tu jest, mógłbym się tylko powtarzać. O Polsce PiS i Jarosława Kaczyńskiego pisałem w cyklu "Państwo PiS jest nie z tej Europy" (linki poniżej) zanim zdobyli władzę. Nie z tej Europy, którą uważam za swoją. Bo Europy są różne. Tak różne jak ci, którzy na europejskość się powołują. Nie chodzi jednak o to, kto na Europę ma prawo lub nie ma prawa się powoływać, ale po co to robi: z jakim zamiarem, i z jaka pamięcią Europy w głowie. Pisałem o państwie PiS w przekonaniu, że również demokracje są różne. Nie tylko dlatego, że miewają różne konstytucje, bo to oczywiste, ale z powodu zróżnicowanego stosunku do prawa i do wolności.
Pisałem z pozycji osoby, która ma dość jasną wizję dem…