Przejdź do głównej zawartości

Waszczykowski pisze prozą

Witold Waszczykowski domaga się od przewodniczącego Komisji Weneckiej "potępienia" przecieku i publikacji w Gazecie Wyborczej opinii na temat działań rządu PiS wobec trybunału Konstytucyjnego. Skarży się, że opozycja wykorzystuje ją politycznie. Okazuje się, że minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski, który nie wiedział, że pracuje w dyplomacji, nie wie też że zajmuje się polityką, skoro dziwi go, że opozycja atakuje jego rząd w celach "wyłącznie politycznych". Jest jak molierowski pan Jourdain, który nie wiedział, że mówi prozą.

Jest jeszcze jedna rzecz, o której minister Waszczykowski może nie wiedzieć. Otóż jego reakcja wobec publikacji opinii w gazecie z pewnością zostanie odnotowana przez media, polityków (przynajmniej tych świadomych zawodu, który wykonują) i ekspertów z Komisji Weneckiej jako przydatny wkład do kolejnej opinii, którą doradczy organ Rady Europy wkrótce przygotuje. Będzie ona poświęcona niezależności prasy i sytuacji mediów publicznych w Polsce. Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy będzie na ten tamat debatować już 8 marca (tu więcej na ten temat). Bo reakcja Waszczykowskiego świetnie ilustruje jego wyobrażenie roli mediów w demokratycznym państwie i niewątpliwie odzwierciedla poglądy jego formacji politycznej w tej dziedzinie. A to może się okazać niepokojące w opinii Komisji Weneckiej.

Pan Jourdain, bohater "Mieszczanina szlachcicem" Moliera
Histeryczny ton, w którym Waszczykowski napisał do Komisji Weneckiej można tłumaczyć depresją, w jaką popadł bo zganieniu przez swego guru, Jarosława Kaczyńskiego. Szef PiS skrytykował Waszczykowskiego za zwrócenie się do Komisji Weneckiej... zbyt wcześnie o opinię dotyczącą ustaw o Trybynale Konstytucyjnym. A przecież Waszczykowski chciał dobrze (Zob. "Po co Waszczykowskiemu opinia Komisji Weneckiej"). Ale to nie tylko kwestia relacji Waszczykowski-Kaczyński (to ten etap kompleksu Edypa, w którym poczucie winy doprowadza do objawów nerwicowych). To również dowód dyletanctwa, braku obycia (nie tylko dyplomatycznego), braku doświadczenia w sprawach miedzynarodowych w ogóle i europejskich w szczególności.

Waszczykowski pewnie nie wie, że opinie Komisji Weneckiej niemal zawsze poprzedza przeciek informacji do mediów. I że zawsze następuje on mniej więcej na tydzień przed oficjalną publikacją, bo wtedy projekt trafia do co najmniej 200 adresatów. Waszczykowski pewnie nie wie, że codziennie prasa publikuje przecieki i że ich zdobywanie to jedno z zajęć dziennikarzy zajmujących się polityką. Pewnie też nigdy nie zaobserwował jak na kolejne przecieki reagują służby prasowe Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego, Białego Domu, francuskiego Matignon czy brytyjskiego 10, Downing Street: "Nie komentujemy przecieków". I że właściwie nieznane są przypadki, gdy szanujący się minister czy premier w demokratycznym kraju domaga się pisemnie "potępienia" i "natychmiastowych kroków" wobec winnych przecieku i wobec dziennikarzy czy mediów, które ten czy inny dokument upubliczniły.

Wyciek opinii Komisji Weneckiej, z całym szacunkiem, to jednak nie WikiLeaks. Wolne media w wolnym kraju mają prawo publikować przecieki, a debata na ich temat ma prawo być polityczna. Tego jednak Waszczykowski może nie tyle nawet nie wiedzieć, ile nie rozumieć. Kultura wolnych, niezależnych mediów, tak jak kultura niezależnego sądownictwa konstytucyjnego albo integracji europejskiej to nie jest jego kultura polityczna. To inny świat.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby publicznego, ale w sumie nie tak bardzo, bo o zasięgu bardziej niż ograniczonym. To jest ostatni wpis, bo co tu jeszcze pisać.
Właściwie, to co chciałem napisać, już tu jest, mógłbym się tylko powtarzać. O Polsce PiS i Jarosława Kaczyńskiego pisałem w cyklu "Państwo PiS jest nie z tej Europy" (linki poniżej) zanim zdobyli władzę. Nie z tej Europy, którą uważam za swoją. Bo Europy są różne. Tak różne jak ci, którzy na europejskość się powołują. Nie chodzi jednak o to, kto na Europę ma prawo lub nie ma prawa się powoływać, ale po co to robi: z jakim zamiarem, i z jaka pamięcią Europy w głowie. Pisałem o państwie PiS w przekonaniu, że również demokracje są różne. Nie tylko dlatego, że miewają różne konstytucje, bo to oczywiste, ale z powodu zróżnicowanego stosunku do prawa i do wolności.
Pisałem z pozycji osoby, która ma dość jasną wizję dem…

Zdrowe, bo polskie

Polacy są przekonani, że polska żywność jest najlepsza na świecie: najsmaczniejsza, bo Polacy lubią zjeść; najzdrowsza, bo swojego chowu wszystko i naturalne. Nic w tym dziwnego, wiele narodowości ma o swojej żywności dobre zdanie. Jeżeli jeszcze zagranicą ją kupują, to już na pewno wiadomo, że musi być dobra, byle czego by nie kupowali.

Polscy producenci żywności rzeczywiście dużo eksportują i nawet jeżeli konkurencyjna cena produktów i słabość złotego sprzyjają ich sukcesowi, to nie są jedynym wytłumaczeniem tego sukcesu: jakość robi swoje. Ale jeżeli głównym atutem  i znakiem rozpoznawczym polskiej żywności ma być jakość, to o jej uznanie trzeba walczyć. Poważnie traktować każdą rysę na wizerunku, nawet najmniejszą.  Reagować na każdą krytykę, która może marce zaszkodzić.

A tych rys jest coraz więcej. Rosyjskie embargo na mięso można było tłumaczyć względami politycznymi. Nie było ono w stanie zmniejszyć zaufania do polskich produktów w UE. Ale już użycie w masarniach zanieczyszczo…

Euromity: UE zakaże używania cynamonu

To jedna z najbardziej typowych bzdur, jakie na temat UE mogą rozpowszechniać ignoranci. Jeden z nich podpisał tekst na ten temat na Onecie, sensacja doczekała się publikacji też w innych miejscach (TVN24 BiŚ). Autor powołuje się na jakiś raport jakichś naukowców wskazujący na szkodliwy wpływ na ludzki organizm kumaryny zawartej w cynamonie. Nic w tym dziwnego, wszak codziennie ukazują się raporty wskazujące na szkodliwy lub, przeciwnie, zbawienny wpływ różnych substancji na ludzkie zdrowie. Jaki to ma związek z UE?

Zdaniem autora tekstu do Komisji rolnictwa Parlamentu Europejskiego trafił projekt rozporządzenia ograniczający używanie cynamonu. Wedle innych doniesień sprawą zajmuje się parlamentarna komisja zdrowia. Po pierwsze, żeby projekt mógł trafić do komisji parlamentarnej, musiałby istnieć. A nie istnieje. Po drugie, Parlament Europejski nie ma inicjatywy ustawodawczej, projekt musiałby przyjść z Komisji Europejskiej, w której jednak nigdy, ani przez chwilę, nie rozważano możl…