Przejdź do głównej zawartości

Solidarnie przeciw migracjom polskiego hydraulika

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że odkąd Jarosław Gowin dołączył do PJN, partyjka Pawła Kowala całkowicie już stoczyła się w otchłań populizmu. 

Parę dni temu usłyszeliśmy od lidera tego wyborczego sojuszu, że jako Polacy kupować powinniśmy tylko polskie towary. Jeśli w innych krajach przyjmą podobną logikę, to nawet nie będzie alternatywy, bo skoro nikt naszych towarów nie kupi, będziemy to musieli zrobić sami. Taka wizja handlu i rynku. Dziś bojownicy z PRJG jeżdżą po Warszawie londyńskim autobusem z demobilu, by zaprotestować przeciw wyjazdom Polaków na saksy. Z rozbawieniem obserwuję jak dołączyli do przeciwników tak zwanego "socjalnego dumpingu". Do tych co, jak Francuzi w 2005, namawiają "polskiego hydraulika", żeby pozostał u siebie i nigdzie nie jeździł.

Przypomnijmy, że sprzeciw wobec "socjalnego dumpingu" jednoczy lewicowych i prawicowych przeciwników wolnego rynku (a nawet rynku w ogóle) i zwolenników "patriotyzmu gospodarczego" w najbobogatszych krajach UE: Francuzów, Holendrów, Belgów, Duńczyków. Ostatnio też Brytyjczyków, którzy protestują przeciw obecności u siebie pacowników ze "wschodu". Symbol czerwonego, londyńskiego piętrusa, którym Paweł Kowal jeździ po Warszawie, staje się w tym kontekście bardzo czytelny.

Oczywiście, znam retorykę PRJG: chodzi o to, żeby Polacy nie byli "zmuszeni" do pracy za granicą, żeby mogli pracować w kraju. A nie mogą! Przez kogo? No przez PO przecież, to jasne, bo wcześniej mogli i poźniej też będą mogli. Co tak naprawdę "zmusza" Polaków do wyjazdu na saksy? Albo do opuszczenia kraju na stałe? Pewnie to samo, co wszystkich obywateli krajów biedniejszych, którzy szukają wyższej płacy i lepszego życia w krajach bogatszych. A z unijnym paszportem w kieszeni przychodzi im to łatwiej niż tym, którzy go nie posiadają. Unijne obywatelstwo gwarantuje bowiem swobodę przemieszczania wewnątrz Unii: studentom, pracownikom, turystom. To jedna z czterech, konstytucyjnych wolności obywatela UE. To również jedno z narzędzi wyrównywania poziomów życia w państwach członkowskich i zarządzania rynkiem pracy, przeciwdziałania bezrobociu. Populistyczna krytyka tego stanu rzeczy jest paliwem wyborczym Nigela Farage'a w Wielkiej Brytanii czy Marine Le Pen z Frontu Narodowego albo Jean-Luca Mélanchon z Partii Lewicy we Francji. Wszyscy oni są przeciwni obecności wschodnich biedaków na swoim rynku pracy, nawet na podstawie unijnych przepisów o delegowaniu pracowników. Więc owszem, retoryka jest inna we wszystkich tych przypadkach, włączając wyborczą gadkę gowinowo-kowalową, ale wspólny mianownik ten sam: sprzeciw wobec socjalnego "dumpingu", gospodarczy "patriotyzm", antyunijny suwerenizm.

Zgodnie z wyznawanym przez siebie poglądem na mobilność siły roboczej Paweł Kowal powinien pozostać w rodzinnym Rzeszowie i tam walczyć z niesprawiedliwością, która "zmusza" Rzeszowian do stołecznej emigracji. A populistycznych przyjaciół z Londynu powinien przekonać do przejażdżki po mieście hiszpańskim autobusem, bo ponad 390 tysięcy Brytyjczyków mieszka w Hiszpanii. Kto ich zmusił? Pewnie, że nie wszyscy wyjechali za chlebem, ale wielu pracuje w innych krajach UE. Niemało też, bo 46 tysięcy, poszukuje pracy poza krajem i tam pobiera zasiłek dla bezrobotnych. I nie ma w tym nic złego: wspólny unijny rynek towarów, usług i kapitału jest też rynkiem pracy. Wciąż za mało a nie za bardzo wspólnym. Jego rozwojowi służy zwiększenie wymiany i przepływu, a nie tworzenie protekcjonistycznych barier prawnych lub ideologicznych. Takich jak nawoływanie do "gospodarczego" patriotyzmu, do unarodowienia rynku. To niebezpieczny anachronizm. Testowany przez lata w Albanii. Bez powodzenia. Ale w jednym z Pawłem Kowalem trzeba się zgodzić: ludzie w Polsce powinni być bogatsi, powinni żyć lepiej, Polska powinna być dostatniejsza. Który z wyborców się z tym nie zgodzi?



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Do kogo przyjeżdża Trump?

Ryszard Petru ma rację, gdy się upiera, że Donald Trump nie przyjeżdża do Kaczyńskiego, tylko do Polski. Oczywiście nie można zaakceptować pisowskiej retoryki, wedle której Stany Zjednoczone Donalda Trumpa są sojusznikiem Polski Jarosława Kaczyńskiego. Ale czy przychodzenie na wiec poparcia na placu Krasińskich jest dobrym sposobem, żeby takiemu stawianiu sprawy przez PiS się przeciwstawić? Myślę, że nie.
Donald Trump przyjeżdża do Polski trochę jak Erdogan chciał przyjechać do Niemiec: na spotkanie ze swoimi. Erdogan tak jak Trump chciał sobie zorganizować wiec. Nie zorganizował, Niemcy go nie wpuścili. Nie mówię, że Trumpa nie należy wpuszczać: USA to nie Turcja, Polska to nie Niemcy. Można spluwać z pogardą na realpolitik, ale nie każdego stać na uprawianie polityki kształtującej realia, a wtedy to realia kształtują politykę. Tak już jest. Rzeczą nie do pomyślenia jest jednak, żeby Trump sobie organizował w Polsce gospodarską wizytę w centrum miasta i żeby jego ambasador na nią zapr…

PiS walczy z kastami, czyli algorytm zmiany ustroju

Beata Szydło, premier polskiego rządu, powiedziała, że w imię sprawiedliwości społecznej, PiS konsekwentnie przeprowadzi reformę wymiaru sprawiedliwości odbierając władzę nad nim kaście i korporacji prawniczej. To ważne słowa, bo w prosty sposób przedstawiają retoryczny algorytm tłumaczący zmianę ustroju państwa przeprowadzaną przez Jarosława Kaczyńskiego. Oto na czym on polega.

Sędziowie i adwokaci tworzą kastę (korporację) prawną.
Służba cywilna tworzy kastę (korporację) urzędniczą.
Media tworzą kastę (korporację) dziennikarską.
Politycy tworzą kastę (korporację) polityczną.
Organizacje pozarządowe tworzą kastę (korporację) pozarzadową czyli pozapaństwową czyli pozanarodową.
Unia Europejska tworzy kastę (korporację) obcych (z natury rzeczy wrogów Polski).

Tylko PiS nie tworzy kasty ani korporacji. Nie ma tam bowiem sędziów, adwokatów, urzędników, polityków, pozarządowców ani, za przeproszeniem, Europejczyków. Są natomiast zwarte szeregi realizatorów woli Suwerena, czyli Polaków popi…

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby publicznego, ale w sumie nie tak bardzo, bo o zasięgu bardziej niż ograniczonym. To jest ostatni wpis, bo co tu jeszcze pisać.
Właściwie, to co chciałem napisać, już tu jest, mógłbym się tylko powtarzać. O Polsce PiS i Jarosława Kaczyńskiego pisałem w cyklu "Państwo PiS jest nie z tej Europy" (linki poniżej) zanim zdobyli władzę. Nie z tej Europy, którą uważam za swoją. Bo Europy są różne. Tak różne jak ci, którzy na europejskość się powołują. Nie chodzi jednak o to, kto na Europę ma prawo lub nie ma prawa się powoływać, ale po co to robi: z jakim zamiarem, i z jaka pamięcią Europy w głowie. Pisałem o państwie PiS w przekonaniu, że również demokracje są różne. Nie tylko dlatego, że miewają różne konstytucje, bo to oczywiste, ale z powodu zróżnicowanego stosunku do prawa i do wolności.
Pisałem z pozycji osoby, która ma dość jasną wizję dem…