Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IMF. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IMF. Pokaż wszystkie posty

2012-09-07

Viktor Orbán na falach radia Erewan


V. Orban i J.M. Barroso          © EU2012
Węgierski premier bardzo nie lubi, gdy się o nim nie mówi. Rumuńskie kłopoty z demokracja przysłoniły jego wcześniejsze dokonania, europejska prasa (poza Igorem Janke w Rzepie) przestała się nim interesować, postanowił wiec o sobie przypomnieć. I zrobił to w sposób sobie właściwy: ogłosił, że nie zgadza się na dyktat zagranicy i międzynarodowej finansjery. Jego zwolennikom na Węgrzech i pewnie polskim wyznawcom z PiS-u, taka twarda postawa na pewno się spodoba.  Problem w tym, że lista "nieakceptowalnych" warunków postawionych Węgrom przez MFW została wymyślona przez samego… Orbána. I ogłoszona na Facebooku. Facebook, tak jak Radio Erewan, wszystko zniesie.

Gdy pod koniec lipca, po wielu perturbacjach, wznowiono wreszcie przerwane w grudniu 2011 negocjacje w sprawie pomocy finansowej dla Węgier wiadomo było, że łatwo nie będzie. Prawdę mówiąc, pomijając nawet węgierską specyfikę, łatwo nie jest nigdy, bo MFW i Komisja Europejska zawsze stawiają warunki krajowi, któremu mają udzielić wsparcia finansowego. Chodzi w końcu o zabezpieczenie kredytu. Właśnie tego dotyczą negocjacje: ustalenia warunków, których spełnienie da w miarę wiarygodną gwarancję, że linia kredytowa rzeczywiście pomoże państwu potrzebującemu pomocy w wyjściu z sytuacji kryzysowej. W przypadku Węgier wsparcie z UE i z MFW pozwoliłoby powstrzymać ucieczkę inwestorów przerażonych polityką gospodarczą Orbána a nawet przyciągnąć nowych. Wzrosłaby wiarygodność węgierskiej gospodarki i borykającego się z wysokim deficytem państwa. Gdyby pożyczkę można było wykorzystać na choćby częściową spłatę długu publicznego, węgierski budżet mógłby zostać odciążony wydatkami rzędu 500 miliardów forintów w ciągu dwóch lat. Jeszcze kilka dni temu Antal Rogán, szef klubu parlamentarnego FIDESZ-u, partii Orbána, deklarował, że oczywiście Węgrom łatwiej będzie poradzić sobie z kryzysem dzięki finansowemu wsparciu z UE i z MFW.

Kolejna runda negocjacji była zapowiadana na wrzesień przez Mihály'ego Varge, szefa węgierskiej delegacji, jednak bez dokładnej daty. Zakładano, że rozmowy zakończą się szczęśliwie na jesieni tego roku. Jeszcze w środę te przewidywania potwierdzał Viktor Orbán. Ale już następnego dnia prorządowy dziennik Magyar Nemzet poinformował, że rządząca koalicja nie zgadza się na warunki stawiane Węgrom przez MFW. A premier Orbán oświadczył na Facebooku, że "takiej ceny" za bezpieczeństwo i finansowe gwarancje Węgry płacić nie będą. Owszem, jest gotów zgodzić się na pomoc, ale na swoich warunkach.

Negocjacje finansowe są tajne i nie przypominam sobie przypadku rokowań z MFW, w którym któraś ze stron ogłaszałaby listę negocjowanych warunków na Facebooku. I to jeszcze przed zakończeniem rozmów. Przynajmniej równie zaskakujące w całej sprawie jest to, że warunki, na które Orbán nie chce się zgodzić, nie zostały mu przedstawione przez MFW. Oficjalnie ani MFW ani Komisja Europejska nie komentują słów węgierskiego premiera. Na dzisiejszej konferencji prasowej Komisja Europejska przyznała, że istnieje non-paper z warunkami. Nic w tym dziwnego, bo jeżeli trwają negocjacje, to istnieją też tego rodzaju robocze noty, które strony przekazują sobie podczas negocjacji. Jednak co do zawartości dokumentu, to Komisja określiła ją dyplomatycznie jako "nieprecyzyjną". To znaczy coś tam jest, ale akurat nie to, co mówi Orbán. Jednak ponieważ negocjacje są tajne, to MFW i Komisja mają związane ręce: nie mogą przecież roboczego dokumentu opublikować. Nawet na Facebooku. Bardziej wprost o dokumencie napisał opozycyjny węgierski dziennik Népszabadság (tak, wbrew temu, co się w Europie słyszy, na Węgrzech działają opozycyjne media): Orbán odrzuca "nieistniejące warunki MFW" (Nem létező IMF-pontok).

Z dala od kamer przedstawiciele MFW i Komisji pukają się w głowę: dlaczego Orbán chce utrudnić negocjacje wymyślając przeszkody, skoro pozytywne ich zakończenie naprawdę leży w interesie Węgier? Powiedzieć, że chciał o sobie przypomnieć, nie wystarczy. Jak zwykle deklaracje Orbána skierowane są przede wszystkim do lokalnego, węgierskiego odbiorcy. Po raz kolejny stara się ukazać, jako nie zginający karku przed zagranicą (czyli przed wrogiem) polityk, ojciec Narodu. Jego elektorat to lubi i każda okazja jest – jego zdaniem –dobra, by swój wizerunek dumnego i nieugiętego Węgra wzmocnić. Dobrze też odwrócić choćby przez chwile uwagę węgierskiej opinii publicznej od wstydliwego konfliktu z Armenią. A w pogarszającej się sytuacji gospodarczej nie zaszkodzi przypomnieć Węgrom, że wszystkiemu winny jest zły Zachód: UE, USA, MFW. Orbán pewnie wierzy, że pożyczkę i tak się da wynegocjować, bo cierpliwość Komisji Europejskiej i MFW – którą nie raz już poddał testom – jest niewyczerpana. Być może jednak uznał, że z pożyczką czy bez, sytuacja gospodarcza Węgier jest na tyle kiepska, że od walki z deficytem ważniejsze jest połechtanie swojego elektoratu nacjonalistyczną retoryką?

2012-06-18

Grecja: wszystko jeszcze może się zdarzyć

Antonis Samaras, lider Nowej Demokracji ©EU2012
Grecki weekend. Grecja zaskakuje codziennie. I to pozytywnie. Wczoraj nieoczekiwane zwycięstwo z Rosją w Euro 2012. Dziś nieoczekiwane drugie, a nie pierwsze miejsce dla lewackiej partii Syriza. Na pierwszym konserwatywna Nowa Demokracja, która wraz z socjalistycznym Pasokiem jest w stanie utworzyć koalicję rządową.  Tym lepiej dla euro, euro-waluty.

O ile jednak przejście Grecji do piłkarskich ćwierćfinałów jest pewne, o tyle zwycięstwo zwolenników reform ustalonych z UE i z MFW nie jest zagwarantowane. Po pierwsze, krążące obecnie wyniki (29,5% dla ND i 27,1% dla Syrizy) nie obejmują prawie 90% obwodów.  Grecja to nie tylko Ateny i Saloniki. Gdy spłyną wyniki ze wszystkich małych wysepek, może sie jednak okazać, ze to Syriza a nie ND będzie miała połowę miejsc w parlamencie i że to ona będzie tworzyć koalicje rządową. Po drugie, nawet jeśli wyniki się potwierdzą, i ND i Pasok mogą nie dogadać się  w sprawie wspólnego rządu. To postawa socjalistów będzie decydująca dla kształtu i programu przyszłej koalicji. Natomiast dla powodzenia przyszłego rządu, jaki by by był, decydujący może okazać się głos tych 37,8% Greków, którzy dzisiaj w ogóle swojego głosu nie oddali.

Lepiej więc poczekać do jutra na pełniejsze wyniki, i przynajmniej parę dni na postępy w negocjacjach między potencjalnymi koalicjantami, żeby cokolwiek przewidywać. Dlatego też komunikat eurogrupy i wspólny komunikat Barroso i Van Rompuya są niezwykle ostrożne. Z drugiej strony musiały zostać wydane jak najszybciej jako przesłanie umiarkowanego optymizmu, bo europejskie giełdy obudza się już za parę godzin i a niektóre giełdy na świecie (np. Tokio) budzą sie już teraz. Trudna noc będą też mieli uczestnicy G20 trwającego w Meksyku, tam ciągle jeszcze 16 czerwca.

2012-05-06

Wybory w Grecji i we Francji a kryzys strefy euro

Recepty socjalisty François Hollande'a na walkę z kryzysem są znane od dawna:  wzmocnienie Europejskiego Banku Inwestycyjnego, podatek od transakcji finansowych, euro-obligacje, reforma funduszy strukturalnych. Wszystkie te instrumenty i działania  mają przynieść unijnej gospodarce wzrost gospodarczy. Mają też nadać strategii antykryzysowej opartej na zaciskaniu pasa kierunek prowzrostowy.  Tylko, ze wszystkie te sposoby znamy już od dawna: zaproponowała je Komisja Europejska. Dobrze, że po zmianie prezydenta Francja będzie je wspierać. Mimo obaw, że zwycięstwo socjalisty zostanie źle odebrane przez rynki, wielkiego wstrząsu nie należy się spodziewać.  Hollande jest odpowiedzialnym politykiem i dobrym ekonomistą. W dzisiejszym wystąpieniu dwa z pierwszych wymienionych priorytetów to wzrost produkcji i walka z deficytem budżetowym.



Bardzo natomiast niepokoją wyniki (wciąż nieoficjalne) wyborów parlamentarnych w Grecji. Parę lat temu mało kto zwróciłby na nie uwagę. Ale dziś wszyscy patrzą na Grecję jak na sejsmograf strefy euro. Setki miliardów wydanych na ratowanie Grecji to inwestycja, której powodzenie uzależnione jest sytuacji politycznej. Tymczasem w dzisiejszych wyborach obie partie proreformatorskie i gwarantujące realizację programu gospodarczego: socjalistyczny PASOK i konserwatywna Nowa Demokracja poniosły porażkę. Ich koalicyjny rząd, i tak wbrew naturze, ale spojony odpowiedzialnością za przyszłość kraju, utracił zdolność samodzielnego rządzenia (uzyskał 33 i 37% głosów. Pozostałe partie weszły do parlamentu na fali sprzeciwu wobec polityce socjalistyczno-konserwatywnej koalicji, wobec UE i wobec MFW. Ich pozycje bardzo się zresztą zradykalizowały. Świetny wynik uzyskała głęboko lewacka koalicja Syriza, nieźle poradzili sobie komuniści z KKE i skrajna prawica LAOS. Do parlamentu po raz pierwszy weszło też ugrupowanie Złocisty Świt (Chryssi Avghi) - na prawo od skrajnej prawicy, otwarcie faszystowska, agresywna partyjka (6-8% głosów, żeby wejsc do parlamentu wystarczy przekroczyć 3% próg wyborczy).


Kto by się spodziewał, w epoce przedkryzysowej, że wybory w peryferyjnej Grecji mogą być dla rynków większym wstrząsem niż wybory we Francji?

2012-03-20

Dominique Strauss-Kahn persona non grata w Parlamencie Europejskim

Dominique Strauss-Kahn (na zdjęciu), były szef Międzynarodowego Funduszu Walutowego, zniknął nagle z programu konferencji na temat „Lekcji płynących z globalnego kryzysu gospodarczego”, która odbędzie się w Parlamencie Europejskim w Brukseli 27 marca. Zapowiedź jego udziału wywołała falę protestów na twitterze, portalach internetowych i wreszcie w prasie. Wystarczyło parę godzin, by DSK, jak nazywa się go we Francji, stał się persona non grata w PE.
Konferencja została zorganizowana przez EU40, platformę skupiającą europosłów różnych orientacji politycznych, ale w podobnym wieku: wszyscy mają mieć poniżej czterdziestki. Wymóg wieku nie jest przestrzegany zbyt ortodoksyjnie, skoro połowa polskich posłów wymienionych na stronie internetowej go nie spełnia.  Inicjatorzy tej demograficznej wspólnoty są przekonani, że to do nich będzie należał głos w polityce europejskiej, a pewnie i krajowej, po najbliższych wyborach do Parlamentu Europejskiego.
Żeby przygotować się do przejęcia władzy, EU40 organizuje spotkania i konferencje, takie jak ta, z której wykluczony został po cichu DSK. Sam zrezygnował? Wycofano zaproszenie? Nie wiadomo na razie, bo jeszcze parę godzin temu jego nazwisko służyło za reklamę konferencji. Było wymienione obok nazwisk dwóch innych uczestników: Jeana-Claude’a Trichet, do niedawna szefa Europejskiego Banku Centralnego, oraz jego imiennika, Junckera, premiera Luksemburga i szefa Eurogrupy.
Całe szczęście, że nic nie wiadomo aby dwaj pozostali mówcy cierpieli na równie niepohamowaną słabość do kobiet jak DSK. Gdyby coś podobnego wyszło na jaw, również ich kompetencje jako ekonomistów, finansistów, polityków a nawet ich frontowe doświadczenie z walki z kryzysem światowym okazałyby się zapewne niegodne konferencji poświęconej „Lekcji płynącym z globalnego kryzysu gospodarczego”.
Jest to na pewno lekcja dla DSK. I to kolejna po tym, jak w ubiegłym roku musiał ustąpić ze stanowiska szefa MFW w związku z oskarżeniem o gwałt na pokojówce w nowojorskim Sofitelu. Amerykańska prokuratura wycofała wobec niego oskarżenia, uznane za niewiarygodne, ale za udział w aferze zapłacił dodatkowo wycofaniem swej kandydatury w wyborach prezydenckich we Francji. I to w chwili, gdy wedle sondaży miał być ich murowanym zwycięzcą. Potem pojawiły się kolejne oskarżenia we Francji: o molestowanie seksualne a ostatnio o współudział w stręczycielstwie i poplecznictwo w malwersacjach w tzw. aferze hotelu Carlton.
16 maja 2011, DSK miał wziąć udział w konferencji na temat gospodarki organizowanej w Brukseli. Nie dotarł na nią, bo dzień wcześniej został zatrzymany w przez nowojorską policję pod zarzutem próby gwałtu. Wtedy też jego nazwisko prawie do ostatniej chwili widniało na plakacie. Wtedy siedział w areszcie. Tym razem, już na wolności, zaznał ostracyzmu. Nie po raz pierwszy i nie ostatni zapewne. 

Podtytuł konferencji w Parlamencie Europejskim, z której został wyproszony, to „Europa na rozdrożu”. Na rozdrożu wartości? Korytarzami, których jego stopy okazały się niegodne, chadzają różni ludzie. Jean-Marie Le Pen, skazany wielokrotnie za antysemityzm i za negacjonizm, jego córka szefująca szowinistycznemu Frontowi Narodowemu, polski poseł, kiedyś oskarżony o gwałt na prostytutce (mandatu nie utracił), posłowie, którym udowodniono korupcję. Był tu Putin i paru innych przywódców, którym niejedno można zarzucić. Najgorszy ze wszystkich okazał się DSK. 

2012-02-13

Grecki plan oszczędnościowy: koniec udawania Greka?

Ulice Aten jasne jak w dzień, jeśli wierzyć temu co widać na ekranach telewizorów. Nie są to jednak fajerwerki. Na policję lecą koktajle Mołotowa, zapalone szmaty, kamienie. Tymczasem Parlament przyjął wreszcie plan oszczędnościowy, który ma przekonać UE i MFW, że kolejna transza pomocy (130 miliardów euro) to nie będą pieniądze wyrzucone w błoto.

Plan przewiduje między innymi, 22% spadek pensji, redukcję 15 tysięcy etatów w strefie publicznej, obniżkę emerytur urzędników.  Do końca tygodnia banki prywatne mają też poznać greckiego plan restrukturyzacji greckiego długu. Wciąż jednak nie wiadomo, czy Grecja 20 marca... nie zbankrutuje. Wszystko zależy od tego, czy wierzyciele, MFW i UE uwierzą, że Ateny przestały udawać Greka.

Aby plany cięć zgodne z zaleceniami UE i MFW mogły zostać przyjęte, 45 posłów, którzy chcieli glosować przeciw, zostało wyrzuconych ze swoich partii politycznych. "Nocna zmiana" objęła jakieś 15% greckich deputowanych. Znowu jutro usłyszymy, że to "Bruksela kazała".  Decyzja dowodzi na pewno wielkiej determinacji, czy jednak zwiększa zaufanie i napawa optymizmem, co do przyszłości tak przegłosowanych ciec, to wątpliwe.

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby ...