Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmiany klimatu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmiany klimatu. Pokaż wszystkie posty

2012-08-21

Łatwiej uwierzyć w smoka wawelskiego niż w ocieplenie klimatyczne

Todd Akin, republikański kongresmen i kandydat do Senatu, wywołał burzę wyrażając pogląd, że organizm kobiety sam może zablokować ciążę, jeśli padła ona ofiarą "gwałtu we właściwym znaczeniu tego słowa". Nie dość, że kobiecy organizm sam sobie poradzi z niechcianą ciążą, to jeszcze dostarczy dowodu na zasadność oskarżenia o gwałt: organizm obroni się tylko przed prawdziwym gwałtem. Nie trzeba chyba nadmieniać, że Akin jest zaangażowanym przeciwnikiem aborcji. Każdej aborcji, nawet wtedy, gdy ciąża jest wynikiem gwałtu albo kazirodztwa. Nie wiadomo, co bardziej powinno dziwić: głęboka ignorancja osoby publicznej czy fakt, że znajduje ona wyborców skłonnych w absurdy uwierzyć. Zwykle przy takich okazjach pastwimy się nad biednymi Amerykanami posądzając ich o skąpą wiedzę o świecie. Fakt, że aż 40 proc. Amerykanów wierzy, że człowiek wygląda tak jak Bóg go stworzył. To w USA (ale też w Korei Południowej) kreacjonizm jest najbardziej popularny.


Nessy z Loch Ness (makieta, prawdziwy "dinozaur" chyba nie żyje)
Ale i w Polsce ma on wielu zwolenników. W 2006 roku Profesor Maciej Giertych, wówczas europoseł, zwołał konferencję prasową w Parlamencie Europejskim by oznajmić, że teoria ewolucji nie powinna być wykładana w szkołach. Dowodząc słuszności wyznawanej przez siebie teorii kreacjonistycznej postawił tezę, że ludzie żyli w tych samych czasach co dinozaury.  By nie zostać gołosłownym przywołał przykład… smoka wawelskiego. Potwór zapisał się w ludzkiej pamięci jako smok, ale zdaniem profesora-kreacjonisty był po prostu dinozaurem. Podobnie jak szkocki potwór Nessy, ten z Loch Ness. Ale Profesor nie jest przypadkiem odosobnionym.

Jak donosi Gazeta Wyborcza (21/08/2012), powołując się na badania hiszpańskiej Fundacji BBVA, tylko co drugi Polak wie, że ludzie nie żyli w epoce dinozaurów. Hiszpańskie badanie ukazuje zatrważającą ignorancję Polaków jeśli chodzi o wiedzę naukową. Tak, Amerykanie wypadają znacznie lepiej, jeśli za wskaźnik przyjąć średnią obiektywną wiedzę naukową (bo już w kreacjonizmie są nie do pobicia). Wyniki badań pozwalają lepiej zrozumieć dlaczego tak trudno Polakom uwierzyć w zmiany klimatyczne i dlaczego ochronę środowiska, wydatki na badania i na naukę tak wielu uważa za trwonienie pieniędzy. Eurosceptycy oskarżają naturalnie UE o wymuszanie na uległych polskich władzach tego „marnotrawstwa”, które pożytek, naszym kosztem, przynosi innym. Twitter i internetowe czaty roją się o tego rodzaju opinii głoszonych zarówno przez anonimowych autorów i  jak i przez znanych, zwykle narodowo-konserwatywnych, publicystów. 

Płaska Ziemia, bez zmian klimatycznych (kredyt:Wikimedia commons)
To niepojęte jak duża jest liczba osób, które reagują na doniesienia o zmianie klimatu tak, jak pierwsi oponenci Karola Darwina reagowali na tezę, że człowiek mógłby pochodzić od małpy. Wiele trzeba było lat, by ludzie uwierzyli, że Ziemia nie jest płaska. Trochę szybciej poszło z przekonaniem ludzi, że kolej żelazna nie jest wymysłem diabla. To jednak było w czasach, gdy nie było powszechnego szkolnictwa, absolwenci nie tylko wyższych uczelni, ale nawet liceów byli rzadkością, nie było internetu ani telewizji. Dziś to wszystko jest.  Ile lat będzie potrzeba, by Polacy uwierzyli, że klimat się zmienia? Jakaś przaśna zawziętość, buta ignorancji nie pozwala przyjąć do wiadomości tego, co do czego zgodziły się najpotężniejsze umysły planety, opierając swą wiedzę na wieloletnich badaniach.

Za teorią promowaną przez obcych kryje się oczywiście zło wymierzone w nas. Każda wzmianka o promowaniu przez UE inwestycji w naukę i w badania jest postrzegana jak zamach na "polskie" pieniądze, konieczne do realizacji prawdziwych priorytetów: budowy dróg i autostrad. Każda inicjatywa UE w dziedzinie polityki klimatycznej, ograniczenia emisji CO2, jest postrzega jako dowód zmowy obcych, tak przerażonych konkurencją polskiej lokomotywy gospodarczej, lokomotywy węglowej rzecz jasna, że posunęli się do wymyślenia bzdur o zmianie klimatu! A przecież można bronić swoich interesów – bo to oczywiste, że takie partykularne interesy istnieją - nie przecząc faktom i nie blokując tych inicjatyw, które są zgodne z interesem ogólnym. 

2012-03-13

Klimat: morały zachodnich hipsterów

Kiedy się do Google'a wrzuci hasło "obce mody", to większość wyświetlonych odniesień dotyczy Zosi z Pana Tadeusza. Zosia obcych mód nie lubiła, tylko swojskość. Mody na klimatyczne niepokoje też by pewnie nie polubiła. Kwiatki wąchać, grzyby zbierać, na niebo popatrzeć, tak, bo nasze, ale klimat - obcy. Zachodni. Cudze dyrdymały.

© Kadmos-Europa
Po dzielnym wecie polskiego rządu na spotkaniu unijnych ministrów środowiska, na Twiterze bardzo obrodziły uwagi na temat klimatu. A raczej na temat samego weta i bzdurnych wymagań formułowanych pod naszym adresem przez UE w ramach jej polityki przeciwdziałania zmianom klimatycznym. O krytyce polskiego weta jeden z ćwierkających komentatorów rzeczywistości napisał, że to morały zachodnich hipsterów. Właściwe skoro hipster, to wiadomo, że zachodni, bo żaden normalny polski mężczyzna hipsterem raczej nie bedzie. Obca moda. Jak klimatyczne urojenia. Ćwierkający komentator napisał też, że "kiedy przez świat przetaczała się rewolucja przemysłowa, myśmy byli pod zaborami." Twitter wymaga lakoniczności, wiec na wszelki wypadek wyjaśnię: chodzi o to, że inni wtedy budowali fabryki i dymili, a my nie dymiliśmy, bo nie byliśmy niepodlegli. Obcy dymili. Stąd już tylko krok, by zapytać do kogo wtedy należały fabryki. Oczywiście fabryki nie we wszystkich zaborach stały. W Poznańskiem, owszem,  ale już na przykład na Ukrainie polska szlachta utrzymywała niewolnictwo i przed uprzemysłowieniem broniła się rękami i nogami, tudzież batem, jeśli wierzyć Danielowi Beauvois. Pewnie, żeby fabryki nie wpadły w ręce zaborcy. Podoba mi się pogląd, że kiedyś się nie rozwijaliśmy z powodu obcych, więc niech się nam teraz obcy nie wtrącają i morałów nie prawią. Podoba mi się, bo najbardziej lubimy poglądy znane, a ten akurat znamy z państw postkolonialnych. 

Porównań nie brakuje. W Polsce mówi się o polityce klimatycznej UE podobnie, jak w Chinach o prawach czlowieka: smieszna fanaberia bogatego Zachodu, którą chca nam narzucić, żeby zahamować nasz rozwoj. A przeciez musimy nadgonic wiekowe zapóźnienia i nie bedziemy się dzis zajmowac takimi chimeramami. Oni tez o tym nie mysleli, gdy mieli swoją rewolucje przemysłową. Dziś my mamy nasza. Jak bedziemy tak bogaci jak oni, to może też sobie wymyślimy jakieś zabawki.

Czy jednak tylko o chimery chodzi? Trafnie ujął ten dylemat Łukasz Warzecha, też na Twitterze: "Pozostaje tylko pytanie, czy te wszystkie grinpisy działają jako pożyteczni idioci czy po prostu tłuką własny interes." Na tak postawione pytanie jednoznacznie odpowiada Igor Janke: "Bardzo charakterystyczne są reakcje niemieckiej prasy na polskie weto w sprawie dalszych redukcji emisji CO2. (...) Ostre słowa padną też zapewne we Francji, w Wielkiej Brytanii czy Danii. Te kraje mają bowiem bardzo konkretne interesy w tym, by przyjąć wyśrubowane cele redukcyjne. (...) Za ogromnym naciskiem na obniżenie emisji stoją bardzo twarde interesy polityczne i gospodarcze." Chciałoby się powiedziec: no to jesteśmy kwita. Bo my też mamy bardzo ważne interesy polityczne i gospodarcze. Polski rząd wprost to mówi. I na tym właściwie temat można by zakończyć, bo wygląda na to, ze w tej sprawie jest konsensus miedzy rzadem i opozycja. W Polsce wszyscy są przeciw polityce klimatycznej UE. Są jednak niuanse. PO częściej argumentuje, że na dalsze ograniczanie emisji CO2 nas nie stać, że to zrujnuje naszą gospodarkę opartą na węglu. Podobnie eseldowska lewica. W reakcjach PiS i pisopodobnych te argumenty też się pojawiają oczywiscie, ale jako ilustracja istotniejszego zjawiska: oni, czyli Zachód siłą chcą nam swoje mrzonki narzucić żeby nas zniszczyć, a przynajmniej dlatego, że się z nami nie licza i nigdy nie liczyli. Robią to przeciw nam lub wbrew nam lub mimo nas.

Czy jednak choćby z intelektualnej uczciwości, choćby dla ćwiczenia,  nie warto byłoby przyjąć, że klimatyczne troski są nie tylko odziałem "idiotów z grinpisu" lub cyników chcących zarobić naszym kosztem? Może jednak coś innego się za tym też kryje.

Z jakiegoś powodu nie wypada przyznać w Polsce, że zmiany klimatyczne są faktem i że są jednym z największych zagrożeń kolejnych dziesięcioleci. Dlaczego? Z  niedowiarstwa moze: kiedyś trudno bylo Pasteurowi przekonac ludzi, że na świecie są mikroby, i że trzeba myć ręce. Może tak bardzo zagnieździły się bushowskie poglądy na świat. Wszak jego zwolennicy gotowi byli (i są!) z równym przekonaniem zapewniać, że ewolucjonizm ma uzasadnienie jak i że zmian klimatycznych nie ma. Być może Polacy też uważają, że - jak powiedziano w Biblii - dostali Ziemię we władanie by ujarzmić siły natury. Ze względu na mało stresujące położenie geologiczne i klimatyczne, niewielkie jest ryzyko, że przyjdzie tzunami i każe nam zrewidowac pogląd w tej kwestii.

Jest to też problem aksjologiczny. Tak, klimat to też sprawa wartości, ale nie do zaakceptowania, bo obcych. Aż by się chciało powtórzyć, że kiedy się świat rozwijał my byliśmy pod zaborami i się na rozwój cywilizacji nie załapaliśmy. Gdy na świecie pojawiały się kolejne nowe idee i nowe wartości, już nie z religii się wywodzące, my tkwiliśmy w religijnej, chrześcijańskiej aksjologii. I nadal tkwimy. Dlatego, wbrew tradycji polskiego kulturalizmu, polskich humanistów,  nieufnie odnosimy się do wartości nie-religijnych. Jedna z najnowszych, poszanowanie środowiska naturalnego, i wynikająca z niej troska o klimat, wciąż w polskich uszach  budzą nieufność lub przynajmniej rozbawienie. To coś czego nie tylko Skandynawowie, ale nawet Niemcy, Francuzi czy Hiszpanie nie potrafią pojąć. Funkcjonujemy w innych schematach aksjologicznych. Dlatego nie ma porozumienia. Dlatego każda że stron ma wrażenie, że druga strona ukrywa przed nią swe prawdziwe intencje. 




Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby ...