Pokazywanie postów oznaczonych etykietą David Miliband. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą David Miliband. Pokaż wszystkie posty

2013-01-18

Cameron-Europejczyk i Algieria

Zapowiadanego wystąpienia w sprawie nowej formuły brytyjskiego członkostwa w UE  nie było. Cameron został w Izbie Gmin, żeby wziąć udział w debacie na temat sytuacji w Algierii. Sprawy zakładników w Algierii i francuskiej interwencji w Mali oddzielić się nie da, a zagrożenia jakie stanowi możliwość  planowanej przez Al-Kaidę eskalacji konfliktu i zawładnięcia Sahelu przez islamistów nie da się nie dostrzec (no, chyba, że się jest TVP, która przyjęła hierarchię znaczenia informacji zgodną z tezą, że wszyscy widzowie to idioci). Dlatego nie posądzam Camerona o skorzystanie z pretekstu i zrejterowanie. Sahel to rzeczywisty problem, a nie temat zastępczy.

Par DIMITAR DILKOFF — Ansa, CC BY 3.0 it
Nie zmienia to faktu, że deklaracja, którą miał złożyć dzisiaj w Holandii była wyzwaniem ponad jego siły. Jak jednocześnie uspokoić unijnych partnerów, nie spowodować destabilizacji rynków (które na perspektywę wyjścia Wielkiej Brytanii z UE mogą zareagować tylko źle), zadowolić tę grupę członków swojej partii i znaczną część brytyjskiego społeczeństwa, które popadły w eurofobiczną histerię i nie stracić poparcia ani zwolenników pozostania w Wielkiej Brytanii w UE ani tak zwanych "eurorealistów"? Odwleczenie tego wystąpienia nie ułatwi sprawy. Chyba, że sytuacja w Sahelu stanie się tak dramatyczna, że Cameron znajdzie jakąś złotą formułę do zaakceptowania przez wszystkich w imię konsensusu koniecznego w sytuacji kryzysu.

Poparcie lidera opozycji, Davida Milibanda, dla stanowiska Camerona w sprawie Mali i Algierii to pierwszy objaw tej jedności ponad podziałami podyktowanej potrzebą chwili. Przy okazji dzisiejszego wystąpienia Camerona w Izbie Gmin (transmitowanego na żywo) usłyszałem coś, czego z jego ust nie słyszałem już bardzo dawno. Mówiąc o Europie, używał zaimka "my". Mówiąc, że Mali to nie tylko problem Francuzów, ale Europy, nie stawiał siebie i swojego kraju poza europejskim nawiasem.

2012-09-23

Polskim eurosceptykom do sztambucha

Kolejne swoje preoeuropejskie przemówienie Radek Sikorski  wygłosił w Oksfordzie, w pałacu Blenheim. I nie zawiódł. Nie tak dawno zwrócił się do Niemców w Berlinie. W ostatni piątek (21/09/2012) jego słuchaczami byli Brytyjczycy, między innymi były minister spraw zagranicznych David Miliband. Ci, do których Sikorski zaadresował swoje słowa, nie stanowili zapewne większości obecnych. Nic nie szkodzi, przesłanie na pewno do nich dotrze, choć raczej wątpliwe by gruntownie zmieniło ich ich sposób uprawiania polityki. Sikorski przestrzegał przed eurofobią przede wszystkim swą własną rodzine polityczną, konserwatystów, dziś sprawujących w Londynie władzę.

W swoim przemówieniu obalił kilka popularnych w Wielkiej Brytanii euromitów (niektóre powinienem pewnie dodać do zakładki tego bloga poświęconej euromitologii). Lista nie była pełna bo też być nie mogła (przemówienie trwałoby pewnie do poniedziałku), ale zabieg i tak był bardzo interesujący, bo rzadko się zdarza, żeby ktoś tak jasno i bezpośrednio zdementował bzdury powielane na co dzień przez brytyjskie gazety i brytyjskich polityków. Polscy eurosceptycy, wykazujący się raczej małą inwencją i wykorzystujący w swej antyunijnej retoryce przede wszystkie gotowce Made in UK, też pownni tę część wystąpienia zachować w pamięci. Kto wie, nawet jeśli ich to nie przekona, to może przynajmniej skłoni do odnowienia arsenału mocno już przechodzonych euromitów.

Polscy eurosceptycy powinni też posłuchać tych argumentów Sikorskiego, które miały Brytyjczykom unaocznić jak bardzo pozbawione są politycznego sensu ich rozważania na temat wystąpienia z UE, a tym bardziej pozostania w UE tylko troszeczkę. Wszystko co tyczy się Wiekiej Brytanii tym bardziej prawdziwe jest w odniesieniu do Polski. Sikorski położył też karty na stół radząc Brytyjczykom, by nie liczyli w swych eurosceptycznych zapędach na poparcie Polski. Polska nie zamierza - z Brytyjczykami czy bez - wracać do XX wieku, mało dla Polaków łaskawego. Nie wiem czy Brytyjczycy zrozumieją sami z siebie o jakich etapach polskiej historii mówił im Sikorski, najważniejsze, żeby zrozumieli zasadniczy przekaz. Na sali był Norman Davies, więc mniej obeznanym z historią słuchaczom mógł od razu na miejscu wszystko wytłumaczyć. Kto jednak wytłumaczy to polskim eurofobom?

Wystapienie Radka Sikorskiego po angielsku.

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby ...