Z zainteresowaniem czytam komentarze poirytowanych pisowców, którzy nerwową, płaską ironią reagują na społeczne akcje sprzeciwu wobec demontażu demokracji realizowanego przez partię Jarosława Kaczyńskiego. Uczestników i sympatyków Komitetu Obrony Demokracji, sygnatariuszy petycji ogłaszanych przez Akcję-Demokrację i wszystkich innych, którzy protestują przeciw zawłaszczeniu państwa przez jedną partię chcą wrzucić do jednego koszyka, przebrać w jeden kostium obcości, nieswojskości, nietutejszości.
Obcy jedzą ośmiorniczki i bruschettę, popijają sojowym latte. Feministki, geje, lewacy, Europejczycy - katalog odmieńców jest długi (pisałem o tym m.in. w tekście Naszość i feminizm). Obcy i odmienni są przeciwni PiS bo są wrogami naszej swojskiej normalności, której PiS jest gwarantem. Ale zwykły człowiek ulicy, proletariat i prekariusz, ofiara transformacji żyjąca w postplatformianych ruinach normalność popiera. A te Trybunały konstytucyjne i inne dyrdymały ich nie obchodzą, uważają politycy i fani PiS. Ludzi obchodzi jedynie 500 złotych na dziecko i jak je dostaną, to gęba w kubeł - zdają się myśleć pisowcy i pisopodobni.
Im się nie mieści się w głowie po prostu, że każdemu, a nie tylko znienawidzonej "elycie", może zależeć na państwie prawa, demokracji parlamentarnej, wolnościach obywatelskich, konstytucji. To nadzwyczaj wyraźnie pokazuje, że PiSowski populizm idzie w parze z pogardą dla ludzi prostych. Gardzą nimi tak bardzo, że odmawiają im prawa do tego rodzaju "nienormalnych" zainteresowań. Nie pojmują, że człowiek prosty może odczuwać jako krzywdę zamach na swoje państwo. Nawet, jeżeli zamachu dokonuje partia, na którą być może głosował. Nawet, lub tym bardziej. Język i argumentacja, którymi PRL-owscy propagandyści, spin doktorzy PZPR, chcieli w oczach robotników zdyskredytować założycieli KOR, niczym specjalnie się nie różnią od dzisiejszej pisowskiej reakcji na powstanie KOD.
Na Pomniku Stoczniowców w Gdańsku wyryte są słowa Czesława Miłosza, tego samego, któremu katolicko-nacjonalistyczna swołocz odmawiała prawa do spoczynku w polskiej ziemii, do godnego pogrzebu, naznaczając wybitnego poetę piętnem obcości: "Który skrzywdziłeś człowieka prostego, śmiechem nad krzywdą jego wybuchając...". Ten szyderczy śmiech, nerwowy objaw strachu, że może bezprawne czyny nie pozostaną bezkarne, którym promotorzy PiSowskich poczynań wyszydzają ludzi protestujących dziś pod sejmem, jest objawem ich pogardy dla tych "maluczkich", dla tych "normalsów", dla tych zwyczajnych, swojskich Polaków. Bo patrzą na nich jak na te huxleyowskie osobniki epsilon i gamma, sami pretendując do kasty alfa. Nowy wspaniały świat PiS i cała ta ich "dobra zmiana" przepełnione są cyniczną arogancją i pogardą dla ludzi.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PRL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PRL. Pokaż wszystkie posty
2014-07-26
Polskę skazano w Strasburgu za sprzeniewierzenie się europejskim standardom
Opinia Leszka Millera, że
wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie tajnych więzień CIA na
terenie Polski jest niemoralny, jest… niemoralna. Podobnie jak kłamliwy jest
przekaz, że strasburski Trybunał przedkłada racje terrorystów nad racje Polski.
Przedmiotem procesu nie był terroryzm. Polska nie miała racji. A przekonanie,
że wszystko da się wytłumaczyć racją stanu, jest przejawem tępego,
anachronicznego machiawelizmu. Przynajmniej w tej części świata.
Bezpieczeństwo czy prawa człowieka: fałszywy dylemat
Dylematy: walczyć z
terroryzmem czy przestrzegać zasad państwa prawa, dbać o bezpieczeństwo czy o
prawa człowieka, są fałszywe. Ale Leszka Millera, politycznie odpowiedzialnego
za funkcjonowanie tajnych więzień CIA w Polsce, nie podejrzewam o fałsz. Jest
szczery. Jako pragmatyk, przeflancował się bez trudu z peerelowskiego
"socjalizmu" na "demokrację", bo przecież demokracja, tak
jak socjalizm, to tylko system, mechanizm, a nie kanon zasad i wartości. Dla
człowieka aparatu, jakim Leszek Miller był i pozostał, nie ma to znaczenia
innego niż funkcjonalne. Autorytarna koncepcja "racji stanu"
sprzeczna z ideą państwa prawnego, nieliczenie się z prawami człowieka,
postawienie praw społeczeństwa - rozumianego jako wypełniacz państwowej struktury
a nie demokratyczny suweren – ponad prawami jednostki, nacjonalizm – nie stanowią
ilustracji złej przemiany Leszka Millera. Przeciwnie: ilustrują stałość
światopoglądu człowieka, który w PRL się ukształtował, który PRL współtworzył,
i który nigdy z PRL nie wyszedł.
Dylematy: walczyć z
terroryzmem czy przestrzegać zasad państwa prawa, dbać o bezpieczeństwo czy o
prawa człowieka, są fałszywe. Powoływanie się na przykłady Stanów Zjednoczonych,
Francji czy Wielkiej Brytanii, których państwowy genotyp zdominowany jest przez
gen imperialnej potęgi jest niemądre z dwóch przynajmniej powodów.
Europejski wybór:
bądźmy konsekwentni
Otóż, po pierwsze,
współczesna Polska nigdy nie była imperialną potęgą, o uczynieniu Polski
potęgą, kolonialną na przykład (belgijska inspiracja), co najwyżej marzono.
Trudno więc mówić o instynktownym postrzeganiu polskiej "racji stanu"
na sposób dziewiętnastowieczny: tożsamość polityczna państwa, w którym żyjemy,
ma wciąż płytkie korzenie, ale uwolnieni z autorytaryzmu komunistycznego
postanowiliśmy zbudować państwo demokratyczne, oparte na zasadach prawa,
szanujące prawa człowieka i wolności uważane dziś za fundamentalne, państwo
nowoczesne przynależące do post-imperialnej wspólnoty państw, kierujące się w
polityce międzynarodowej zasadą multilateralizmu.
Tylko wybór takiego państwowego
modelu mógł z nas uczynić najpierw kandydata a potem członka Unii Europejskiej,
w której taki ustrój uważany jest za "europejski". I tego należy się
trzymać. I dlatego, jeśli chcemy by korzenie naszej współczesnej państwowej tożsamością
sięgnęły głębiej, naszym punktem odniesienia powinny być nie Francja, Wielka
Brytania czy Stany Zjednoczone, ale małe lub średnie państwa europejskie, które
te właśnie wartości stawiają najwyżej. Czy ktoś może sobie wyobrazić więzienia
CIA albo podobne twory w Danii, Finlandii albo Szwecji?
Obciążenie PRL-em
Po drugie, nawet Stany
Zjednoczone, którym skłonni jesteśmy wybaczać praktykowanie zasady racji stanu właściwe hegemonicznym
mocarstwom, nie mogły więzień CIA zbudować u siebie. Właśnie z szacunku dla
państwa prawa i praw człowieka. Amerykanie postanowili problem wyeksportować.
Hipokryzja, cynizm – bez wątpienia te określenia pasują do amerykańskiej
postawy jak znalazł. Ale zasad państwa prawa nie naruszyli u siebie. Obozy,
więzienia, tajne sale tortur otworzyli tam, gdzie świadomość tego, czym jest
konstytucja, czym są prawa człowieka i obywatelskie wolności jest
niedorozwinięta. W Polsce niedorozwój nie jest powszechny, świadomość wzrasta, ale nie u
wszystkich. Leszek Miller jest na tę ewolucję oporny. Jego ideowy atawizm jest nieuleczalny:
jak u ludzi, którzy się rodzą z ogonem albo pokryci sierścią. A to on był wtedy
u władzy. I to on idzie dzisiaj w zaparte. Tyle razy oskarżany o cynizm, w tej
sprawie nie jest cyniczny. Bo naprawdę nie rozumie. Pewnie też nie rozumie
dlaczego Wielka Brytania amerykańskiej prośby o pomoc nie mogła zaakceptować,
ale mogła Rumunia. Kwestia politycznej tożsamości państwa.
Po części chodzi też o
to, że są kraje, które są klientami i takie, które mają klientów. Dla
niektórych ludzi z aparatu b. PZPR Polska nie będąca klientem mocarstwa jest nie
do pomyślenia. Był ZSRR, teraz niech będzie Waszyngton. Podobnie jak dla wielu
ludzi, którzy do końca życia odżegnywać się będą od pezetpeerowskiej spuścizny
i żałować, że nowa Polska zrodziła się z Okrągłego Stołu i negocjowanych,
półwolnych wyborów, a nie z szubienic z dyndającymi na nich
"komuchami". Oni też nie mogą pojąć, że Polska może być pełnoprawnym
członkiem Unii Europejskiej nie będąc ani wasalem mitycznej Brukseli, ani jej
klientem. Bo podobnie jak Miller do szpiku kości i najmniejszego neuronu w
mózgu przesiąknięci są PRL. Miał rację Czesław Miłosz, gdy pisał w Traktacie
Moralnym, że ONR-u jest spadkobiercą Partia.
Polityczna tożsamość
państwa i społeczeństwa: ciągle w budowie
To, czy państwo zachowa
się tak, jak w tym przypadku zachowała się Wielka Brytania, czy raczej pójdzie
drogą Polski i Rumunii, nie jest oczywiste. W dłuższej perspektywie zależy od
wyborów dokonywanych przez obywateli. A w każdej - i krótszej dłuższej
perspektywie - od decyzji rządzących. Postawa Millera jest dla mnie nie do
obrony. Ale podjęte decyzje nie czynią z niego wyjątku. To, jaką strategię
wobec Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i specjalnej komisji Parlamentu
Europejskiego obierały kolejne polskie rządy jest objawem zarówno horrendalnej
głupoty jak i porażającej pogardy dla prawa i europejskich wartości. Józef
Pinior, który od samego początku miał w tej sprawie rację, przestrzegał, że
sprawa nie może zakończyć się przed Trybunałem inaczej, niż się zakończyła.
Polscy decydenci, ponoć w imię obronny polskiej czci, stanęli w Strasburgu
murem po stronie Leszka Millera. Dobry wizerunek Polski obroniliby przyjmując
postawę przeciwną. Nie potrafili tego zrobić ani z szacunku dla wartości ani
kierując się pragmatyzm.
Nieświadomość i
zadufanie, bardziej naiwność niż cynizm doprowadziły do złego rozwiązania dla Polski.
Złego nie dlatego, że wyrok jest jaki jest, tylko dlatego, że – choć może się
mylę – odpowiedzialni za zgubną strategię nie bardzo rozumieją, gdzie popełnili
błąd ani o co chodzi. Kiedy się nie jest strategiem, lepiej nie planować
strategii, w takich przypadkach jak ten lepiej ograniczyć się do wartości i
zasad. Ale trzeba w nie uwierzyć. Wyrok w sprawie polskich sal tortur,
wynajmowanych za pieniądze służbom wywiadowczym obcego państwa kosztuje więcej
niż odszkodowanie dla dwóch ludzi. To, że polskie władze nie potrafiły w tej
sprawie zachować się uczciwie wobec własnych obywateli i stanąć po stronie
europejskich wartości a nie zasad PRL źle rokuje budowaniu tożsamości
politycznej państwa i społeczeństwa. Numerowanie rzeczpospolitych: RP III, RP
IV, niczego tu nie zmieni. Tu chodzi o silne fundamenty i przestrzeganie zasad.
Z terroryzmem można
walczyć w poszanowaniu państwa prawa. Posądzonych można sądzić w poszanowaniu
praw jednostki, osądzonych - traktować po ludzku. Znalezienie sposobu na
zapewnienie obywatelom bezpieczeństwa bez przyzwolenia na pogwałcenie praw
obywateli, to nie jest mission impossible, to nie kwadratura koła, to zadanie
każdej władzy w każdym demokratycznym państwie.
2013-11-22
Pochwała chińskich standardów
![]() |
| Jaki kierunej wskazuje W. Janukowyczowi K. De Gucht, komisarz UE ds. handlu? Raczej wiadomo. Kijów, 2.10.2013 ©UE |
Ukraińska Rada Najwyższa odrzuciła dzisiaj pakiet projektu ustaw, które miały pozwolić na spełnienie unijnych wymagań warunkujących podpisanie układu stowarzyszeniowego. Nie po raz pierwszy zresztą: termin głosowania był wielokrotnie przekładany. Za każdym razem parlamentarna większość dawała Unii sygnał: nie mamy odwagi powiedzieć wam wprost, że warunków nie spełnimy, weźcie i się domyślcie. Za każdym razem dawała sygnał Rosji: was boimy się jeszcze bardziej, pamiętamy o naszych naturalnych więzach. Nie wynika to tylko z czystego wyrachowania. Partia Regionów, jej olbrzymi elektorat i wielu w ogóle nie głosujących Ukraińców, zwłaszcza we wschodniej części kraju, rzeczywiście jest przekonana o słuszności rosyjskiego wyboru. Ba, o jego naturalnym charakterze.
Unia Europejska do ostatniej chwili udawała Greka. Z różnych powodów. Gospodarczo umowa o wolnym handlu, zasadnicza z ekonomicznegompunktu widzenia część układu stowarzyszeniowego, rzeczywiście jest dla UE ważna. Przy zachowaniu właściwej skali podobnie ważna jak inne umowy handlowe, która UE regularnie zawiera. O energii nawet nie wspominam, to oczywiste. Opłacało się więc łudzić, że może się uda, bo cuda się zdarzają. Trzeba też było wytrwać do ostatniej chwili z powodów politycznych, choćby ze względu na Polskę i Litwę. Wizerunkowo wreszcie nie było powodu by zbyt wcześnie ogłaszać porażkę. Parlamentarna misja Coxa i Kwaśniewskiego w ostatnich kilku tygodniach służyła już wyłącznie zachowaniu pozorów. Zniewagi jakie ze strony Janukowycza znosili obaj politycy: kłamstwa w żywe oczy, wielogodzinne oczekiwanie na spóźniającego się rozmówcę, prostackie zwodzenie podczas prowadzących donikąd spotkań, odwołane w ostatniej chwili zebrania, dowodzą wielkiej determinacji z ich strony. Chcę wierzyć, że wyłącznie z oddania sprawie, a nie z chęci przedłużania misji z powodu braku lepszego politycznego zajęcia.
Zwolennicy zbliżenia z Ukrainą mają się o co martwić, skoro dzisiejsza decyja Rady Najwyższej zablokowała sytucję prawdopodobnie na dwa lata, bo w 2014 mamy wybory europejskie w UE, a w 2015 wybory na Ukrainie. Unijny komisarz do spraw rozszerzenia odwołał dziś swój wyjazd do Wilna, bo jego udział w szczycie Partnerstwa Wschodniego nie ma już żadnego uzasadnienia: stowarzyszenia z Ukrainą nie będzie. Nic jednak nie może usprawiedliwić słów Leszka Millera, który oskarżał dziś UE, między innymi na Tweeterze, o popełnienie "fatalnych błędów". "Do tego prowadzi prymat polityki nad ekonomią" - mówi Miller. Jednoznacznie daje do zrozumienia, że gdy chodzi o pieniądze, nie należy zawracać sobie głowy prawami człowieka, demokracją, państwem prawa.
To sposób rozumowania, który obowiązuje na przykład w komunistycznych, choć wolnorynkowych Chinach. Ma zalety: dzięki temu pragmatycznemu podejściu Chiny podbijają dziś gospodarczo Afrykę. Podpisywanie umów handlowych jest łatwiejsze, gdy nie towarzyszą im wymagania polityczne. UE je stawia, gdy jest w stanie uzyskać to, na czym jej zależy. Fakt, że bywa bardziej "pragmatyczna", gdy rozmawia o gospodarce z Rosją albo Chinami właśnie, a bardziej wymagająca, gdy jej partnerem są kraje rozwijające się, zależne od jej pomocy finansowej. W przypadku Ukrainy, bliskiego - również geograficznie - partnera, potencjalnego kandydata do członkostwa sformułowanie politycznych wymagań jest szczególnie uzasadnione. Z UE już tak jest: kiedy Polska przystępowała do UE musiała sprostać tak zwanym kryteriom kopenhaskim, między innymi politycznym. Leszek Miller pewnie jeszcze pamięta: były one zaprzeczeniem PRL-u. Można zarzucać UE, że czasem przedkłada realpolitik nad obronę europejskich wartości. Ale nie można nie wiedzieć, że zasadniczym elementem unijnej doktryny w relacjach międzynarodowych jest promowanie tych wartości i odrzucenie poglądu, że wolny rynek jest ważniejszy niż demokracja.
Miller cytuje opinię ukraińskiego komentatora, wedle której błąd UE polegał na "sprowadzeniu wszystkiego do uwolnienia Tymoszenko". To nieprawda, choć oczywiście kwestia więźniów politycznych jest bardzo istotna. Ponieważ jest istotna, niektóre unijne rządy, do pewnego czasu również Polska, rzeczywiście żądały przynajmniej umożliwienia Tymoszenko leczenia za granicą. Ten warunek szczególnie uporczywie formułuje Angela Merkel. Ale oficjalne stanowisko UE wymienia trzy warunki: zgodny z europejskimi i międzynarodowymi standardami system wyborczy, zaprzestanie wybiórczej sprawiedliwości (przykładem jej stosowania jest Tymoszenko) i spełnienie wymagań sformułowanych przez Radę Europejską 10 grudnia 2012. UE nigdy nie zastąpiła tych warunków jednym, uwolnienia Tymoszenko, choć tak może się wydawać na podstawie lektury gazet.
Od czasu odzyskania niepodległości Ukraina ma zasadniczy problem z dokonaniem wyboru cywilizacyjnego. Podobny problem, od czasu zmiany systemu politycznego w Polsce, mają nacjonaliści i postpezetpeerowska lewica, jedni i drudzy przeżarci PRL-em. Endecko-oenerowski rodowód polskich narodowców wyklucza wszelką nadzieję na zmianę ich sposobu myślenia. Ale lewica ma szansę, pod warunkiem, że nastąpi wielka zmiana świadomości i liderów. Dla dobra lewicy Miller musi z polityki odejsć, bo należy do innego świata.
2013-10-01
Cenzura obywatelska: przeciw zboczeńcom
To nie jest tak, że na napór zboczeńców wszelkiej maści nic się nie da poradzić. Da się, jeśli każdy z nas zachowa czujność. Sam się o tym wczoraj przekonałem, gdy odwiedziłem Zamek Ujazdowski. Obejrzałem wystawę "British-Polish" w zamkowym Centrum Sztuki Współczesnej. Na ścianach goła Kozyra, obnażony Althamer ze zwierzęcych jelit, o innych erekcjach i odbytach nie wspomnę. Przyznaję, poszedłem z dziećmi. Często chodzę z dziećmi. Nastoletnimi. Niech publiczne wyjawienie tego grzechu służy mi za pokutę. Chodzilibyśmy tak nieświadomie i w nieświadomości wyszlibyśmy z Centrum, gdyby nie pani pilująca jednej z sal. Nie wpuściła moich dzieci.
- Pełnoletni jesteście? Jak nie, to się nie wchodzi. Nie jakieś tam półśrodki: od 12 lat, od 16. Pełnoletność jest wymagana, dzieci to dzieci. Zdezorientowany pytam, czy to jakiś odgórny zakaz. Może Dyrekcja? Może kurator wystawy? Może ministerstwo? Nie, pani sama z siebie. Widzi, że patrzę na jej identyfikator (może jest funkcjonariuszką jakiejś brygady obyczajowej?), zdeterminowanym gestem rewolucjonisty podtyka mi go nagle pod nos: - Proszę, tak się nazywam! Zrozumiałem: gotowa jest zginąć za przekonania. Pytam głupio: jak to, czemu. - No chyba wiadomo czemu. Dzieciom zboczeń się nie pokazuje. Zboczone obrazy namalowała Katarzyna Przezwańska. Ta od kolorowych plam na bródnowskim asfalcie? Nigdy bym jej o bezeceństwa nie podejrzewał. Tymczasem na płótnie wagina! Fakt, w innych salach wiszą gorsze rzeczy. Ale tam permisywizm, a tu obywatelska postawa. Tam pilnujący udają, że zła nie widzą. Tu - obywatelska cenzura pani pilnującej. Zapisem cenzorskim obejmuje tylko wytwory sztuki patologicznej w tej jednej sali, dalej jej jurysdykcja nie sięga. Ale gdyby tylko mogła, ochroniłaby dziatki przed bezwstydem.
Wokół sporo religijnych symboli. Dwie sale dalej Robert Rumas pozatapiał w wekach hostie, figurki Matki Boskiej, ale i flagę polską, i monety, i serdelki: wszystko, czego Polakowi potrzeba, by przetrwać. Nazwał to "Bóg w mojej ojczyźnie jest honorowy". Nieco dalej - Nieznalska Dorota. Wiadomo: krzyż i genitalia. Na ekranie leci film "W imieniu Rzeczpospolitej" - nie żadna fikcja, autentyk, prawdziwe nagranie z prawdziwego procesu, w którym prawdziwy sędzia skazał artystkę za szklany, podświetlany krzyż i zdjęcie członka. Sędzia pilnujący. I pani pilnująca. Bez względu na bliskość religijnych symboli (choć to okoliczność obciążająca), stoją na straży obyczajności. Ale sędzia w imieniu Rzeczpospolitej - jakiejś innej chyba niż moja Rzeczpospolita. A pani pilnująca - dla dobra moich dzieci, w swoim własnym imieniu.
W dokumencie o Komedzie (w TVP Kultura pokazywali) Andrzej Wajda mówił, że jego "Niewinni czarodzieje" najdłużej ze wszystkich jego filmów przeleżeli na półce, bo wbrew temu co się myśli, cenzura w PRL nie dotyczyła tylko polityki, czuwała nad obyczajami i obyczajowością. Obyczajowość była polityką. I tak już widać zostało. Cenzor PRL i partyjny sekretarz, gdański sędzia Tomasz Zieliński, poseł Witold Tomczak (ten z Zachęty, od Cattelana), pani z identyfikatorem pilnująca sali w CSW - każdy z nich z mocy sprawowanego urzędu uznaje, że może i powinien obyczjności strzec. Wystawa British-Polish przedstawia znaczące dzieła polskie i brytyjskie powstałe w latach dziewięćdziesiątych, rewolucyjnych dla obu społeczeństw. Sztuka - nie po raz pierwszy ani ostatni - sięgnęła po tabu. Podtytuł wystawy to "Sztuka krańców Europy". Jeśli pójdziecie oglądać, to koniecznie z dziećmi i nie pomińcie pani pilnującej sali z płótnami Katarzyny Przezwańskiej - bo to najciekawszy egzemplarz całej wystawy. Pokazuje trwałość tabu i zakorzenienie obywatelskiej cenzury na naszym krańcu Europy. Warto, a bilet niedrogi, sprzedają w kasie bilety rodzinne.
- Pełnoletni jesteście? Jak nie, to się nie wchodzi. Nie jakieś tam półśrodki: od 12 lat, od 16. Pełnoletność jest wymagana, dzieci to dzieci. Zdezorientowany pytam, czy to jakiś odgórny zakaz. Może Dyrekcja? Może kurator wystawy? Może ministerstwo? Nie, pani sama z siebie. Widzi, że patrzę na jej identyfikator (może jest funkcjonariuszką jakiejś brygady obyczajowej?), zdeterminowanym gestem rewolucjonisty podtyka mi go nagle pod nos: - Proszę, tak się nazywam! Zrozumiałem: gotowa jest zginąć za przekonania. Pytam głupio: jak to, czemu. - No chyba wiadomo czemu. Dzieciom zboczeń się nie pokazuje. Zboczone obrazy namalowała Katarzyna Przezwańska. Ta od kolorowych plam na bródnowskim asfalcie? Nigdy bym jej o bezeceństwa nie podejrzewał. Tymczasem na płótnie wagina! Fakt, w innych salach wiszą gorsze rzeczy. Ale tam permisywizm, a tu obywatelska postawa. Tam pilnujący udają, że zła nie widzą. Tu - obywatelska cenzura pani pilnującej. Zapisem cenzorskim obejmuje tylko wytwory sztuki patologicznej w tej jednej sali, dalej jej jurysdykcja nie sięga. Ale gdyby tylko mogła, ochroniłaby dziatki przed bezwstydem.
Wokół sporo religijnych symboli. Dwie sale dalej Robert Rumas pozatapiał w wekach hostie, figurki Matki Boskiej, ale i flagę polską, i monety, i serdelki: wszystko, czego Polakowi potrzeba, by przetrwać. Nazwał to "Bóg w mojej ojczyźnie jest honorowy". Nieco dalej - Nieznalska Dorota. Wiadomo: krzyż i genitalia. Na ekranie leci film "W imieniu Rzeczpospolitej" - nie żadna fikcja, autentyk, prawdziwe nagranie z prawdziwego procesu, w którym prawdziwy sędzia skazał artystkę za szklany, podświetlany krzyż i zdjęcie członka. Sędzia pilnujący. I pani pilnująca. Bez względu na bliskość religijnych symboli (choć to okoliczność obciążająca), stoją na straży obyczajności. Ale sędzia w imieniu Rzeczpospolitej - jakiejś innej chyba niż moja Rzeczpospolita. A pani pilnująca - dla dobra moich dzieci, w swoim własnym imieniu.
W dokumencie o Komedzie (w TVP Kultura pokazywali) Andrzej Wajda mówił, że jego "Niewinni czarodzieje" najdłużej ze wszystkich jego filmów przeleżeli na półce, bo wbrew temu co się myśli, cenzura w PRL nie dotyczyła tylko polityki, czuwała nad obyczajami i obyczajowością. Obyczajowość była polityką. I tak już widać zostało. Cenzor PRL i partyjny sekretarz, gdański sędzia Tomasz Zieliński, poseł Witold Tomczak (ten z Zachęty, od Cattelana), pani z identyfikatorem pilnująca sali w CSW - każdy z nich z mocy sprawowanego urzędu uznaje, że może i powinien obyczjności strzec. Wystawa British-Polish przedstawia znaczące dzieła polskie i brytyjskie powstałe w latach dziewięćdziesiątych, rewolucyjnych dla obu społeczeństw. Sztuka - nie po raz pierwszy ani ostatni - sięgnęła po tabu. Podtytuł wystawy to "Sztuka krańców Europy". Jeśli pójdziecie oglądać, to koniecznie z dziećmi i nie pomińcie pani pilnującej sali z płótnami Katarzyny Przezwańskiej - bo to najciekawszy egzemplarz całej wystawy. Pokazuje trwałość tabu i zakorzenienie obywatelskiej cenzury na naszym krańcu Europy. Warto, a bilet niedrogi, sprzedają w kasie bilety rodzinne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.
Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby ...
-
To jedna z najbardziej typowych bzdur, jakie na temat UE mogą rozpowszechniać ignoranci. Jeden z nich podpisał tekst na ten temat na Oneci...
-
©Wikimedia Commons, ©Kadmos-Europa Nadrabiając urlopowe zaległości w lekturze prasy natrafiłem na świetny przykład euromitomanii. W lipc...
-
Fot. Wikimedia Commons Nędznik. Egoista. Pozbawiony wyczucia i fundamentalnego zrozumienia na czym polega obywatelski obowiązek i ludzka...


