Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pakiet klimatyczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pakiet klimatyczny. Pokaż wszystkie posty

2014-01-17

Państwo PiS jest nie z tej Europy (2) Energia i klimat: ich klimat, nasz węgiel

© Stefan Wernli 2006
Energia i klimat to stałe punkty odniesienia w polskich dyskusjach o Unii Europejskiej. To zrozumiałe, bo już od lat najgorętsze spory między Polską a większością państw UE i Komisją Europejską dotyczą tych zagadnień. Kaczyński nie jest odosobniony, gdy czyni z nich jeden z głównych argumentów w antunijnej retoryce. Nie jest też bynajmniej oryginalny, gdy podkreśla znaczenie węgla dla polskiej gospodarki i wyraża niechęć wobec unijnej polityki klimatycznej. To, co go charakteryzuje, to tępe zacietrzewienie i całkowite niezrozumienie procesów politycznych i gospodarczych, które dzieją się na jego oczach. Nawet dla polskich zwolenników gospodarki opartej na węglu przekonanych, że zmiany klimatu wymyślili na Zachodzie, żeby zaszkodzić Polakom, Kaczyński nie może brzmieć wiarygodnie, bo jego słowa są zapowiedzią całkowitej bezradności i nieskuteczności w obronie polskich interesów gospodarczych, jakby się ich nie definiowało.

Pakiet klimatyczny jest antypolski


"Koniec z polityką, która służy innym państwom, koniec z paktem klimatycznym" – trąbi Kaczyński. Pakiet klimatyczny sprawia problem wielu rządom. Niemcy robią, co mogą, by produkować jak najdłużej luksusowe samochody wyposażone w potężne, energochłonne i zanieczyszczające powietrze silniki. Francuzi bez skutku starają się wymóc na innych państwach i na Komisji Europejskiej by uznały energię nuklearną za odnawialną (pomijając fakt, że uran się nie odnawia, jego złoża są ograniczone, tak jak węgla i ropy, a jego bezpieczne składowanie jest wciąż nierozwiązanym problemem). Orędownikiem pakietu klimatycznego, a w szczególności systemu ETS, nie jest potężny unijny przemysł lotniczy. Wielbicielami pakietu zdecydowanie nie są Czesi, Słowacy, Portugalczycy. Jedynie kraje skandynawskie: Szwecja, Finlandia i Dania bezwzględnie popierają wszystkie elementy pakietu i domagają się więcej. Brytyjczycy, tak samo jak Polacy, chcą wydobywać gaz z łupków, nie bacząc ani na skutki szczelinowania dla środowiska, ani na fakt, że jaki by ten gaz nie był, jest paliwem kopalnym, którego spalanie zwiększa poziom emisji dwutlenku węgla. O jakich państwach, którym służy pakiet, wbrew interesom Polski, mówi więc Kaczyński?


Zmiany klimatyczne wymyślili Niemcy


Po pierwsze, to nie ma znaczenia, o jakich. Bez względu na temat, największym wrogiem Polski pozostają dla Kaczyńskiego Niemcy, to jasne. Ale nie chodzi o jednostkowego wroga, tylko o powszechny antypolski spisek: wszyscy są przeciw nam, jesteśmy sami. Ksenofobia i obsesyjna narodowa wiktymizacja dominują spojrzenie Kaczyńskiego na otaczający świat. Ktoś, kto widzi wokół siebie tylko wrogów, nie powinien nigdy rządzić Polską. Jak ulał pasują tu słowa Janusza A. Majcherka: "Nie wiadomo czy więcej w tym głupoty czy ślepoty. W każdym razie nacjonalizm to dla Polski i Polaków ideologia zgubna i jej nieposkromienie wcześniej czy później do zguby doprowadzi"(Gazeta Wyborcza, 17/09/2013).


Po drugie, mimo, że w codziennej polityce pakiet klimatyczny większości rządów uwiera, to zdecydowana większość liderów w państwach UE niezmiennie plasuje politykę klimatyczną na pierwszym lub drugim miejscu na liście unijnych priorytetów. To stanowisko popiera też większość respondentów w badaniach opinii publicznej. O dziwo, nawet w Polsce, gdzie od żadnego szanującego się polityka nie usłyszy się pochwały polityki klimatycznej, świadomość środowiskowa rośnie i jest wyższa niżby się to mogło wydawać. Dlaczego? Bo zmiany klimatyczne są faktem. Polityka klimatyczna to nie mrzonki kilku ekologów, tylko kluczowy instrument rewolucji przemysłowej, która dokonuje się w UE. Dla UE inicjować światowe działania w tej dziedzinie to wielka gospodarcza, technologiczna, ale i polityczna szansa. A pierwszą gospodarkę świata (pod względem wielkości rynku)  stać na to, by w tej dziedzinie pozwolić sobie na długoterminowe inwestycje (finansowe i polityczne).


Nie bo nie, a potem się zobaczy


Pakiet klimatyczny podpisały wszystkie państwa UE, również Polska (o tym, czy "winny zbrodni" jest Tusk czy Kaczyńscy pisałem już wcześniej). Deklaracja Kaczyńskiego wygłoszona na kongresie PiS, że "musimy odrzucić pakiet klimatyczny" to czyste wariactwo. To dobrze, że ważnym punktem programu PiS jest bezpieczeństwo energetyczne Polski. Ale pomysł, że uda się je zapewnić wbrew UE, tak jakby jej nie było, jest absurdalny. Absurdalny również, dlatego, że bezpieczeństwo energetyczne da się wzmocnić w Polsce wyłącznie szukając mądrych kompromisów w ramach unijnej polityki klimatycznej i przemysłowej i działając na rzecz wspólnej polityki energetycznej. Kaczyński jest niezdolny do żadnego kompromisu i do żadnego współdziałania. Jego zdaniem Polska jako "kraj na dorobku" powinna być uwolniona z jakichkolwiek zobowiązań. Jak się dorobi, to się zobaczy.


Tusk też mówi, że w najbliższej przyszłości węgiel będzie głównym źródłem energii w Polsce. "Węgiel kamienny, brunatny i wkrótce gaz łupkowy będą dla nas kluczowe" – powiedział otwierając we wrześniu targi górnicze w Katowicach. W Danii taka deklaracja może brzmieć jak prowokacja, ale w Polsce jest 70% unijnych zasobów węgla i tutaj brzmi ona jak oczywistość. Zlecone przez Ministerstwo Gospodarki prognozy krajowego zapotrzebowania na surowce energetyczne do 2050 roku zakładają różne opcje, ale we wszystkich węgiel jest podstawą. Ich realizacja wymaga jednak olbrzymich inwestycji. Konieczne są pieniądze (w dużej mierze oczywiście unijne), ale też przestrzeganie wiążących dla Polski norm środowiskowych i poziomu emisji dwutlenku węgla (też unijnych), dlatego rozwiązania należy szukać w UE, a nie wbrew UE. Odnawialne źródła energii (OZE) będą tylko niezbędnym uzupełnieniem naszego koszyka energetycznego. Będziemy przestrzegać unijnych zaleceń, ale nie będziemy aspirować do roli prymusa: przyjmujemy program minimum. Tak mówi Tusk. Podobne stanowisko zajął też niedawno czeski prezydent Zeman (skądinąd podkreślający, że jest europejskim federalistą), a czeski senat drastycznie zmniejszył subwencje na czystą energię.


Konsensus w sprawie krótkowzrocznego pragmatyzmu


Nie wychwalam Tuska. Szkoda, że utrwala w opinii publicznej niechęć do polityki klimatycznej, populistycznie szermuje polskim prawem weta i nawet nie próbuje spojrzeć w przyszłość. Szkoda nie tylko dla unijnej polityki klimatycznej, ale i dla polskiej gospodarki. Broniąc węgla, mógłby jednocześnie tworzyć sprzyjające warunki do rozwoju nowoczesnych technologii pozyskiwania energii z węgla. Węgiel brunatny może być surowcem do produkcji paliw gazowych i ciekłych. Unia musi ograniczać zużycie paliw kopalnych, bo to kwestia jej przerwania, dlatego inwestuje w rozwój technologiczny. Polska ma węgiel, owszem, ale nie znaczy to, że może pozostać technologicznie poza tym kierunkiem rozwoju UE. Tak samo jak nie może poza nim pozostać Francja, która ma energię nuklearną i broni jej równie zażarcie jak Polska węgla. Przez jakiś czas to węgiel, główne źródło energii w Polsce, będzie u nas niezbędny do budowy gospodarki niskoemisyjnej: budowa wiatraków i statków do stawiania ich na morzu wymaga energii, a my ją mamy z węgla. Dlaczego Tusk o tym nie mówi?


Polska powinna inwestować w nowe technologie, mądrze wykorzystując w tym celu unijne fundusze. Rząd mógłby promować inwestycje w produkcję proklimatyczną (systemy ogrzewania, domy pasywne, panele fotowoltaiczne, energia wiatrowa) i wspierać firmy, które już to robią. Mógłby wspierać energooszczędność: w Polsce 75% budynków jest źle docieplonych, ale tylko 19% Polaków wie, jak dużą część budżetu domowego każdego roku pochłania ogrzewanie mieszkań. Polska należy do państw UE z największym potencjałem produkcji biogazu rolniczego z odpadów z rolnictwa i przemysłu rolno-spożywczego oraz z tzw. roślin energetycznych. Mogłaby produkować rocznie nawet 10 mld m3 biogazu.


Polska ma też do dyspozycji siłę wiatru – ale na decyzję o budowie farm wiatrowych i o przyłączeniu do sieci firmy i osoby prywatne czekają rekordowo długo. Przedsiębiorstwa energetyczne mnożą bezprawne bariery uniemożliwiające ludziom podłączanie mikroinstalacji fotowoltaicznych do sieci, uniemożliwiając im zarabianie na wytwarzanej przez siebie zielonej energii. Pieniądze, które powinny finansować innowacyjność, a wiec przyszłość gospodarki, służą utrwalaniu status quo. Zgodnie z zasadą "jakoś to będzie". Piotr Wiśniewski, wiceprezes Polskiej Izby Gospodarczej Energii Odnawialnej, cytowany przez Rzeczpospolitą, ma racje, gdy mówi, że "rynek energii w Polsce, poprzez mechanizmy tzw. zielonych certyfikatów, dotychczas uzyskał wiele wsparcia, a nie przełożyło się to na oczekiwane efekty. Wsparcie w 70 proc. trafiło głównie do oligopoli w postaci dopłat do współspalania oraz do dawno już zamortyzowanych elektrowni wodnych. Pieniądze, które zmieniły tylko statystykę, nie pobudziły niemal żadnych nowych inwestycji, nie wprowadziły postępu technologicznego". Lista zaniechań obecnego rządu w dziedzinie polityki klimatycznej to lista straconych szans na polski awans technologiczny, na oszczędności, na rozwój przedsiębiorstw, na miejsca pracy, na poprawę niezależności energetycznej kraju. A mimo to coś się dzieje. Jest w tym wszystkim jakiś krótkowzroczny pragmatyzm.


Nasz wybór: krótkowzroczność czy ślepota


Dojście PiS do władzy nie oznaczałoby dalekowzrocznego pragmatyzmu, tylko brak pragmatyzmu. Ślepota zastąpiłaby obecną krótkowzroczność. Wyborcze zwycięstwo PiS to promesa zwielokrotnienia błędów, które popełnia w dziedzinie energetyki i klimatu aktualny rząd. "Nasza energetyka musi być pod polską kontrolą, musi być w polskim ręku" – powtarza jak mantrę Kaczyński. Chce energetycznej autarchii zapominając, że Polska kupuje ropę, gaz, a nawet węgiel, i że będzie kupowała coraz więcej, jeżeli nie ograniczy zużycia energii i nie unowocześni technologii. Kaczyńskiemu marzy się dla Polski status czarnej wyspy pokrytej węglowym smogiem, na co oczywiście UE nigdy nie zgodzi: Polska nie jest wyspą na oceanie, smogu na granicy nikt nie zatrzyma.


Polska to duża gospodarka i jej poziom emisji ma duże znaczenie dla zdolności osiągniecia celów całej UE, nie tylko dla płuc Polaków. Zamiast wpisać się w klimatyczny kalendarz UE 2050, skutecznie zdobywać unijne pieniądze na rozwój technologii OZE, Kaczyński proponuje blokować absolutnie wszystko, co UE przyjmie, wetować każdą inicjatywę zamiast się w nią włączać i – co gorsza - na ślepo, bez znajomości rzeczy. "Nie" dla pakietu klimatycznego i węgiel po wsze czasy – na tym jego plan się zaczyna i na tym się kończy. Nie ma w nim miejsca na niezbędną strategicznie dla Polski wspólną politykę energetyczną UE. Nie ma miejsca na wspólny rynek energii, na koordynację w dziedzinie infrastruktury energetycznej i wspólne inwestycje. Nie ma mowy o wspólnym unijnym froncie wobec Gazpromu i bliskowschodnich producentów ropy. W odświętnym stroju sztygara i z gierkowskimi sloganami o "czarnym złocie" Kaczyński może mamić elektorat Śląska i Zagłębia. Ale w negocjacjach w Brukseli, a tym bardziej w Moskwie, jest bez szans. A wraz z nim bez szans będzie Polska.


NB. 22 stycznia Komisja Europejska przedstawi swój pakiet propozycji w dziedzinie polityki klimatycznej i energii. Horyzontem czasowym działań jest rok 2030.


Cykl o programie europejskim PiS:
Państwo PiS jest nie z tej Europy (wprowadzenie) – 14.01.2014



2013-07-04

Pakiet klimatyczny czyli kto ukradł księżyc

Spór między Tuskiem i Kaczyńskim o to, kto popełnił zbrodnię stulecia godząc się na unijny pakiet klimatyczny, jest żałosny. Po pierwsze dlatego, że to żadna zbrodnia. Po drugie z tego powodu, że ten spór dowodzi braku odpowiedzialności politycznej obu stron, utrwala bowiem błędny kierunek debaty publicznej zamiast go zmieniać. Po trzecie, jest dowodem krótkowzroczności obu polityków i ich ugrupowań: z powodu wiążących dla Polski zobowiązań i priorytetowej pozycji polityki klimatycznej w UE każdy następny rząd będzie musiał sobie z pakietem klimatycznym poradzić.   

"Psze Pani, to on zaczął"

L.Kaczyński i D. Tusk w Brukseli        ©UE
Najpierw o odpowiedzialności. Pakiet klimatyczny to nie jest sprawa jednego podpisu, choć takie przekonanie można wysnuć na podstawie sporu, jaki przy okazji konkurencyjnych kongresów partyjnych wszczęły nawzajem  PiS i PO. Sprzeczka toczy się na poziomie piaskownicy. I jak to na podwórku: trudno o jednoznaczną odpowiedź na pytanie, kto zaczął. Najintensywniejszy okres rozmów, projektów i negocjacji, które doprowadziły do przyjęcia pakietu przypadł na rok 2007. Prezydentem był wtedy Lech Kaczyński, ale rozmowy na poziomie roboczym w ramach Rady UE prowadził rząd. Do listopada 2007 na jego czele stał Jarosław Kaczyński. To w marcu 2007 roku Rada Europejska (skupiająca szefów państw i rządów) przyjęła cele polityki klimatycznej zaproponowane przez Komisję Europejską. Wtedy też 27 państw poparło filozofię polityki klimatycznej, która obowiązuje do dzisiaj:  UE przejmuje przywództwo w światowej walce ze skutkami zmian klimatycznych, ustala cele wykraczające poza tzw. protokół z Kioto i gotowa jest przeprowadzić technologiczną i przemysłową rewolucję podporządkowaną tym celom nie oglądając się na resztę świata. Chodziło o redukcję emisji gazów cieplarnianych oraz o plan działań na lata 2007-2009. Jego fundamentem było zobowiązanie znane jako 3 x 20. Polska, rządzona niepodzielnie przez braci Kaczyńskich poparła te założenia, choć mogła wtedy skorzystać z prawa weta. To one stały się podstawą pakietu ustawodawczego, który opracowała w styczniu 2008 Komisja Europejska. 

Negocjacje przybrały na sile i w marcu tego samego roku Rada Europejska przyjęła założenia pakietu oraz kalendarz działań. Wtedy premierem był już Donald Tusk. Prezydentem - nadal Lech Kaczyński. Ale w czasie prac rozmów w Radzie UE, na szczeblu ministrów i ambasadorów, to rząd a nie prezydent odgrywał rolę wiodącą. W grudniu 2008 Rada Europejska przyjęła wreszcie pakiet klimatyczny (w wersji osłabionej w porównaniu do planów Komisji). 

Lech Kaczyński brał w tej Radzie udział jako głowa państwa. Jego zaangażowanie w negocjacje na szczeblu Rady Europejskiej nie wynikało wprost z kompetencji konstytucyjnych, raczej z ambicji politycznych rozniecanych przez brata. Gdyby tym ambicjom nie uległ, nie negocjowałby pakietu, o którym pojęcie miał nikłe, a dziś jego brat mógłby mówić: "wina Tuska". Ale uległ. Prezydent złożył też wtedy w prasowym wywiadzie naiwną deklarcję o polskim (to znaczy swoim) ustępstwie wobec Angeli Merkel w zamian za jej poparcie polskiego stanowiska w sprawie systemu głosowania w Radzie. Stanowisko to, wyglądające na żart szalonego matematyka, nie miało szans powodzenia. Poza tym, decyzja podejmowana była w Radzie większością głosów (a nie jednomyślnie, jak w 2007). Ale mniejsza o to. Przypominam sobie, że polskie media pasjonowały się wtedy tym kto pierwszy: premier czy prezydent, usiądzie na krześle jako szef polskiej delegacji, a nie ich sporem na temat pakietu klimatycznego. Bo też takiego sporu przypomnieć sobie nie mogę. Proces ustawodawczy nie zakończył się na grudniowym szczycie UE. Swoje do powiedzenia, jako współustawodawca, miał też Parlament Europejski. Dyrektywy, decyzje i rozporządzenia tworzące pakiet lub uzupełniające go przyjmowane były w 2009 roku. Zdecydowanie nie była to więc kwestia jednego podpisu, którego złożenie zarzucają sobie nawzajem Tusk i Kaczyński.

Patriotyzm klimatyczny

W szowinistycznym dyskursie PiS pakiet klimatyczny przedstawiany jest jako zamach na Polskę. Jak zwykle zamachów na Polskę dokonują Niemcy. Nic dziwnego, że w patriotycznej dyplomacji wysokiego lotu (bardzo przepraszam za ironię), jaką uprawiał Lech Kaczyński, nazwisko Merkel musiało się pojawić. Nic dziwnego też, że dziś PiS zarzeka się, że z pakietem klimatycznym nie miał nic wspólnego. Jest jednak jasne, że polska delegacja rządowo-prezydencka rzeczywiście poparła pakiet w imię unijnej lojalności i odpowiedzialności, a więc na sposób niemiecki, a nie powodowana ekologiczną wrażliwością, która jest motorem działania krajów skandynawskich. Ortodoksyjne stanowisko tych ostatnich zostało zresztą osłabione przez koalicję Polski i krajów bałtyckich (które w tej rozgrywce okazały się bardziej częścią wschodu Europy, energetycznie i przemysłowo zapóźnionego, niż jej północnej, proekologicznej flanki). Osłabienie to jednak powiodło się przy poparciu Niemiec, środowiskowo wrażliwych, to prawda, ale jednak na pierwszym miejscu stawiających swój wielki, enrgochłonny przemysł, między innymi samochodowy. Do dziś zresztą największym opononentem duńskiej komisarz do spraw klimatu jest w Komisji Europejskiej niemiecki komisarz do spraw energii. 

Poza retoryką antypolskiej zmowy, dyskusja na temat pakietu klimatycznego zdominowana jest w Polsce przez węgiel. I to węgiel bardziej jako największy skarb narodowy, bogactwo "tej ziemi", niż jako element energetyki wyokoemisyjnej i kopalnych źródeł energii. Czasem, zwłaszcza wsłuchując się w to, co mówi PiS i pisopodobni, można odnieść wrażenie, że w negocjacje na temat pakietu klimatycznego powinien zostać włączony IPN, a może nawet, kto wie, Muzeum Powstania Warszawskiego, tak często pojawia się wystąpieniach Kaczyńskiego wątek krzywd doznanych przez naród polski. Każdy jest patriotą na swój sposób. Nie w tym jednak rzecz. Swoiście pojęty patriotyzm zaważył już kiedyś na stanowisku Lecha Kaczyńskiego w sprawie pakietu klimatycznego. Również dziś jest podstawą pisowskiej argumentacji. I tak jak wtedy niczego w ten sposób się nie wynegocjuje, bo do nikogo spoza Polski te argumenty nie trafiają. Mają zastosowanie wyłącznie jako retoryka na użytek lokalnego elektoratu. Dramatycznie patriotyczna oprawa, paradoksalnie, szkodzi Polsce, a nie pomaga. Tak jak zaszkodziła wtedy, w 2007 roku, gdy można jeszcze było uzyskać dla Polski, której sytuacja energetyczna faktycznie jest specjalna, więcej, niż uzyskano (bo jednak coś uzyskać się dało, nawet jeśli trudno to uznać za wyłącznie polskie zwycięstwo: firmy energetyczne dostały większość uprawnień do emisji CO2 za darmo, obecnie to aż 80 proc. uprawnień). Zamiast jednak gubić się w narodowej emfazie, trzeba dokładnie pakietowi klimatycznemu się przyjrzeć. Zamiast przywoływać jak zaklęcie potencjalne weto, którego Lech Kaczyński nie zastosował wtedy, gdy jeszcze było to możliwe i którego dziś już użyć nie można, trzeba zobaczyć, jak skutecznie i z korzyścią dla Polski powiedzieć "tak". Inaczej mówiąc, jak najlepiej wykorzystać pakiet klimatyczny. Bo sztuka funkcjonowania w UE polega na przemyślanym powiedzeniu "tak", a nie na bezproduktywnym domaganiu się prawa do mówienia "nie" za każdym razem, gdy coś się zawaliło. Szkoda, że obecny rząd uległ retoryce PiS.

Komu opłaca się pakiet klimatyczny

Pakiet klimatyczny to nie tylko redukcja emisji CO2 kosztem polskiego węgla. Poza redukcją emisji gazów cieplarnianych (nie tylko dwutlenku węgla), pakiet dotyczy też zwiększenia udziału odnawialnych źródeł energii oraz bardziej efektywnego zużycia energii. Efektywność zużycia energii przez polskie firmy jest dwukrotnie gorsza niż średnia unijna. Z dymem, w atmosferę, ulatuje w Polsce nie tylko dwutelenek węgla, ale dużo pieniędzy. Polskie budownictwo, zwłaszcza to z czasów PRL, jest niesamowicie enegochłonne. Unijne normy można wypełniać nie tylko bez szkody, ale zyskiem dla budżetu państwa i portfeli mieszkańców. Oczywiście, że wymaga to inwestycji. Są na to unijne pieniądze. Oczywiście, że wymaga to technologii. To wielka szansa dla polskich małych i średnich przedsiębiorstw, możliwość poczynienia oszczędności i zwiększenia konkurencyjności. Chętnie posłuchałbym sporu PO i PiS jak z tych szans skorzystać. Jak powiedzieć pakietowi klimatycznemu "tak" z korzyścią dla ludzi i polskiej gospodarki. W wystąpieniu Kaczyńskiego na kongresie PiS coś o nowych technologiach było. Ale jak zwykle w formie zarzutu wobec Tuska. Zarzutu pewnie uzasadnionego. Co z tego, skoro niemal cała reszta wypowiedzi Kaczyńskiego spycha nie tylko polską gospodarkę, ale Polskę w ogóle w anachroniczną czasoprzestrzeń. 

Realizacja zapisanych na papierze norm i celów wymaga jak najbardziej fizycznych instrumentów: nowoczesnych systemów grzewczych, pomp, "inteligentnych" liczników poboru energii, technologii do pozyskiwania energii ze źródeł odnawialnych (na przykład z wody i wiatru), jej przekazywania i magazynowania (na przykład z wykorzystaniem nośników wodorowych). Tego rodzaju produkty stanowią 10% duńskiego eksportu. Niemcom opłaca się sprowadzać i przetwarzać polskie odpady, bo w Polsce nie było do niedawna systemu ich pozyskiwania, a obowiązek segregacji został dopiero wprowadzony.  Nie zauważyłem, żeby techniczny rząd PiS podjął programową debatę z rządem PO-PSL jak skorzystać na pakiecie klimatycznym i jak pomóc małym i średnim przedsiębiorstwom, by podjęły technologiczne i rynkowe wyzwania. 

Na energii słonecznej krocie zarabiają dziś Chińczycy. Zarabiają głównie w Europie, bo pakiet klimatyczny zmusza państwa UE do większego niż kiedyś wykorzystania tego trwonionego zbyt długo źródła energii. Europejczycy kupują więc masowo panele słoneczne i dopiero niedawno zorientowali się, że niemal wszystkie są made in China. Doprowadziło to najpoważniejszego od lat sporu handlowego między Chinami i UE, który rozsztrzygnięcie znajdzie pewnie w wyniku arbitrażu i decyzji Międzynarodowej Organizacji Handlu. Europa oskarża Chiny o stosowanie cen dumpingowych. Słusznie. Ale Chińczycy wygrywają w konkurencji z niemieckimi czy francuskimi przedsiębiorstwami dzięki niskim kosztom pracy. Dlaczego w tej konkurencji zabrakło polskich przedsiębiorstw? Obawiam się, że po nieuchronnej przegranej Chin zabraknie ich również w najbliższej przyszłości, mimo, że koszt wyprodukowania paneli będzie w Polsce nadal niższy niż w Niemczech i we Francji, a zapotrzebowanie na nie będzie wzrastać. 

Polskie uwęglenie 

Polska broni węgla, bo ma go dużo. Słyszę, że ograniczenie jego zużycia zmniejszy polską niezależność energetyczną. Rzadziej jednak słychać, że  Polska węgiel importuje. Własnego nie starcza. Często jest droższy. Import węgla od 2006 roku wzrasta, a państwo dopłaca do węgla wydobytego w Polsce.  Oszczędności? Niezależność energetyczna? Absurd. Na pewno korzysta na tym systemie lobby węglowe. Politykom na pewno łatwiej bronić narodową skamienielinę - dosłownie i w przenośni - niż pomyśleć jak dostosować przemysł do potrzeb jutra, niż prowadzić nowoczesną politykę przemysłową i energetyczną. Zależność energetyczna całej UE rośnie, a nie maleje. Dziś 60% gazu i ropy pochodzi z importu. Jeżeli obecna tendencja nie zostanie zastopowana, to w krótkim czasie zależność może sięgnąć 80%. UE musi zmniejszyć uzależnienie od importu kopalnych źródeł energii jak najszybciej. Cała UE, również Polska. Węgiel nie jest odpowiedzią, nawet jeżeli na krótszą metę w UE i na dłuższą w Polsce jego wykorzystanie zostanie utrzymane, a w czasie kryzysu - okresu sprzyjającego polityce krótkowzrocznej - nawet wzrasta. 

Dwóch budrysów

Nie zarzucam nikomu w Polsce braku entuzjazmu wobec uijnej polityki klimatycznej. Nie sądzę, żeby ktokolwiek zdrowomyślący mógł uznać, że w ciągu parunastu lat polska gospodarka zastąpi węgiel innymi źródłami energii. Nie wierzę w przeprowadzenie rewolucji przemysłowej w krótkim czasie. Ale traktowanie pakietu klimatycznego jako dopustu bożego, sprzeczka o to, kto bardziej zawinił nie blokując tej zasadniczej dla UE polityki, brak jakiejkolwiek refleksji na temat korzyści, jakie pakiet powinien Polsce przyjąć i rzetelnej pracy na rzecz reform, które brałyby w pełni pod uwagę zobowiązania Polski wynikające z pakietu uważam za gospodarczy, polityczny, dyplomatyczny i patriotyczny kretynizm. Najnowsza pyskówka między Tuskiem a Kaczyńskim w tej sprawie utrwala kierunek debaty publicznej, który nie pozwala zwiększyć poziomu wiedzy ludzi na temat unijnej, a więc również polskiej polityki klimatycznej; cementuje stereotypy, zamiast zwiększyć racjonalność debaty; utrudnia uzyskanie społecznego poparcia dla działań, które pozwoliłyby Polsce skorzystać na pakiecie klimatycznym; wiąże ręce każdemu kolejnemu rządowi, który będzie musiał polityce klimatycznej UE się podporządkować, czy mu się to podoba czy nie. 

Bo polityka klimatyczna Unii to nie jest jakiś tam pakiet. To jest wybór kierunku rozwoju całej wspólnoty na długie lata. Ma on zasadniczy wpływ na politykę przemysłową we wszystkich jej wymiarach, na rolnictwo i jego finansowanie, na badania i innowacje, na rynek wewnętrzny i swobodny przepływ towarów, na politykę energetyczną, transport, infrastrukturę (a tym samym na fundusze europejskie współfinansujące inwestycje infrastrukturalne), na handel zagraniczny, na politykę współpracy z państwami rozwijającymi się. Politycy, którzy nie chcą lub nie potrafią tego zrozumieć i wytłumaczyć społeczeństwu ponoszą wielką odpowiedzialność. Dziś spór o pakiet klimatyczny między Tuskiem a Kaczyńskim to spór między dwoma niezbyt miłymi budrysami, którym skradziono księżyc.


Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby ...