Pokazywanie postów oznaczonych etykietą retoryka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą retoryka. Pokaż wszystkie posty

2016-10-16

Może to wszystko przez pomyłkę?

Przy okazji ostatnich deklaracji Jarosława Kaczyńskiego na temat aborcji, nie po raz pierwszy okazało się, że  prezes PiS wcale nie mówi tego co mówi. Zamiast naśmiewać się z niezręcznej egzegezy prezesowych słów dokonywanej przez jego podwładnych w rządzie, spojrzmy na tę retoryczna ekwilibrystykę z optymizmem: jest szansa, że wszystko wróci do normy. 

Być może okaże się, że cała polityka pisowskiego układu władzy: sejmowej większości,  rządu i prezydenta bierze się z błędnego zrozumienia słów i intencji prezesa. Może wyjdzie na jaw, że również w kwestii demokracji, praworządności wolności mediów, polityki zagranicznej, polityki obronnej i społecznej oraz finansów państwa prezes miał na myśli coś całkowicie odmiennego niż partyjni wykonawcy jego poleceń zrozumieli i zrealizowali. I że stąd problemy we wszystkich tych dziedzinach. 

Wystarczyłoby zinterpretować słowa prezesa właściwie, aby Polska wróciła do europejskiej rodziny narodów demokratycznych, jako prawowity i odpowiedzialny członek Unii Europejskiej. Ba, nawet KOD i Komisja Wenecka na pewno by przyklasnęli, gdyby pomyłkę wyeliminować.

Sprawa mogłaby się wydawać dziecinnie prosta, gdyby nie jeden szczegół: co zrobić, żeby właściwa interpretacja słów prezesa dotarła do umysłów pisowskich aparatczyków, ale żeby jednocześnie elektorat, który na PiS głosował wiedziony słowami prezesa nie zorientował się, że tępy jest, bo nic z przekazu nie skapował. Gdyby się to wydało, chryja by była nie z tej ziemi.



Przypomnienie: "Będziemy dążyli do tego, by nawet przypadki ciąż bardzo trudnych, kiedy dziecko jest skazane na śmierć, mocno zdeformowane, kończyły się jednak porodem, by to dziecko mogło być ochrzczone, pochowane, miało imię" - powiedział prezes PiS. Przedstawiciele rządu i partii twierdzili, że mial na myśli zupełnie co innego, niż nieuczeni w interpretacji słów Kaczyńskiego i źle nastawieni ludzie zrozumieli. 

2016-05-12

Uwaga: to nie o ten audyt chodziło

Audyt rządów PO i PSL wygłoszony w sejmie przez członków rządu PiS spotkał się z krytyką w dużej mierze niezasłużoną, wynikającą z nieporozumienia dotyczącego znaczenia słowa audyt. Krytycy zinterpretowali to pojęcie na sposób zapewne najbardziej obecnie rozpowszechniony, ale niestety niezgodny z intencjami ministrów. Poniżej kilka słów wyjaśnienia terminu.

Audyt – ( au•dyt -ytu, -ycie; -ytów) – stosunkowo nowy gatunek wypowiedzi publicznej, na granicy literatury i publicystyki politycznej. Zwykle utwór anonimowy lub zbiorowego  autorstwa, prezentowany jednak przez znane publicznie postacie, wieloczęściowy, ale z jednoznacznym głównym przekazem spinającym wszystkie części w spójną całość, przy czym spójność stylistyczna nie jest niezbędna.

Min. A. Macierewicz 11 maja 2016 wygłosił w sejmie RP fragment audytu
Audyt ma na celu zdemaskowanie, ośmieszenie i poniżenie przeciwnika (osoby, środowiska społecznego, instytucji). Ponieważ odnosi się do przeszłości i ma charakter oskarżający, może zostać uznany za odmianę rodzaju osądzającego (łac. genus iudiciale) w retoryce. Posługuje się przejaskrawieniami i ekspresywną retoryką, stroni jednak od elokucji, opiera się na argumentacji pozamerytorycznej (argumentum ad traditionem, ad populum, ad numerum, ad hominem). Odbiorca zdaje sobie zwykle sprawę z erystycznej ambicji autora (autorów), ale niska jakość merytoryczna argumentacji i zdecydowana przewaga dialektyki nad logiką (w ujęciu Schopenhauera) nie pozostawia wątpliwości, że audyt jest skierowany głównie do pozytywnie nastawionego do autora (autorów) audytorium.

Audyt jest utworem sytuującym się na pograniczu pamfletu, paszkwilu i filipiki. Ze względu na cel i formę wypowiedzi może zostać uznany za rodzaj pamfletu, ale stosowane sposoby argumentacji, skłonność do oszczerstwa i nierzadkie przekraczanie granicy dobrego smaku sprawiają, że zwykle bywa uznany za bliższy paszkwilowi. Z filipiką łączy go ustny i publiczny charakter wypowiedzi (audyt z zasady nie istnieje w wersji pisemnej i tym samym nawiązuje do tradycji przekazów ustnych) oraz silnie krytyczny charakter. Zasadniczo różni się jednak od niej poziomem i jakością argumentacji (uznanie Demostenesa i Cycerona, najsłynniejszych autorów filipik, za prekursorów audytu byłoby dla nich obraźliwe) oraz adresatem krytyki: filipika wymierzona jest przeciw urzędującemu władcy (dotyczy więc teraźniejszości), podczas gdy audyt skierowany jest przeciw byłemu i pozbawionemu władzy przywódcy (odnosi się więc do przeszłości, choć towarzyszy mu zamiar skompromitowania przeciwka na przyszłość).

Cechą charakterystyczną audytu jest sposób jego publicznego wygłoszenia: zwykle audyt wykonuje wielu następujących po sobie mówców, choć możliwe jest wykonanie chóralne. Audyt wypowiadany jest na przemian tonem kaznodziejsko-gromiącym, kaznodziejsko-prześmiewczym i kaznodziejsko-belferskim.

***

Ujednoznacznienie : nie należy mylić terminu „audyt” oznaczającego formę silnie krytycznej, oskarżycielskiej wypowiedzi publicznej z tak samo brzmiącym pojęciem oznaczającym proces wewnętrznej lub zewnętrznej kontroli działalności (najczęściej instytucji lub przedsiębiorstwa) pod względem finansowym, ekonomicznym, jakościowym lub organizacyjnym.

Słowa „audyt” i „audytor” w przedstawionym powyżej znaczeniu nawiązują do terminologii sądownictwa kościelnego i dotyczą materiału procesowego i dowodowego zebranego i przygotowanego przez audytora. Audytor w tym znaczeniu jest członkiem trybunału Roty rzymskiej.


Uwaga: stosowane nieraz zamiennie ze słowem „audyt” słowo „audit”, jako termin niepoprawny, nie występuje w słowniku języka polskiego i nie należy go używać. Potocznie, ale tylko w odniesieniu do audytu jako formy wypowiedzi, funkcjonuje pisownia "ałdyt". W ramach polonizacja języka ojczystego pojawiła się też propozycja terminu "szydłosłów", ponieważ najbardziej znanym przykładem audytu jako wypowiedzi publicznej był zbiorowy audyt ministrów rzadu Beaty Szydlo, z jej osobistym udzialem, w sejmie, 11 maja 2016. Gdyby termin "szydłosłów" się przyjął, można by w przyszłości uniknąć nieporozumień wynikających z wieloznaczeniowości słowa "audyt".

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby ...