Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podatki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podatki. Pokaż wszystkie posty

2014-01-29

Państwo PiS jest nie z tej Europy (4) Złotówka: suwerenna tarcza antykryzysowa

Nie jest do końca jasne, co i jak Kaczyński chce zrobić w dziedzinie budżetu państwa i finansów publicznych (poza walką z szalejącą ponoć korupcją), ale już w czerwcu 2013 deklarował, że ma gotowe projekty ustaw. We wrześniu 2013 proponował "zaostrzenie" systemu podatkowego w drodze spec-ustawy kryzysowej (węgierska inspiracja) i wprowadzenie podatku od transakcji finansowych (Komisja Europejska też proponowała, Viktor Orbán, oczywiście na swych dość specjalnych zasadach, taki podatek wprowadził). Najprostszy punkt programu PiS, bo niewymagający ustawy, to polityka monetarna oparta na obronie złotego. Obronie przed euro. "Mówimy jasno – będziemy go bronić. Jest on dziś i będzie w przewidywalnej przyszłości naszym atutem, barierą chroniącą nas przed zmiennymi światowymi koniunkturami" – twierdzi Kaczyński.

Złotówka obroni Polskę przed kryzysem

Ciekawe, że posiadanie własnej waluty nie uchroniło przed zmianą światowej koniunktury Islandii, kraju – co najbardziej powinno podobać się Kaczyńskiemu – nie będącego nawet członkiem UE. Funt nie uratował też Wielkiej Brytanii. Uratowało ją nagromadzone przez wieki bogactwo. To dzięki niemu udało się brytyjskiemu rządowi wydać na ratowanie prywatnych banków z publicznej kasy więcej niż w jakimkolwiek innym państwie unijnym. Pełny skarbiec pomógł też Niemcom, które akurat mają euro: mimo kryzysu i olbrzymich wydatków na ratowanie banków Niemcy pozostali najpotężniejszą gospodarką UE, w dużej mierze finansującą słabe, źle zarządzane i żyjące ponad stan Grecję i Cypr. Mniej odporna na kryzys, ale nieźle zarządzana Irlandia, posługująca się euro, wychodzi z tarapatów w szybkim tempie dzięki oszczędnościom, unijnej pomocy i reformom. Estonia, która zamieniła koronę na euro w 2011 roku, poradziła sobie z kryzysem nadzwyczaj dobrze. To właśnie w 2011 roku agencja ratingowa Standard&Poor's podniosła notowania gospodarki estońskiej tego samego dnia, w którym obniżyła rating gospodarki amerykańskiej. Stalo się to 8 miesięcy po wprowadzeniu euro przez ten kraj. S&P's docenił perspektywy wzrostu (uzyskane dzięki reformom i dyscyplinie finansów publicznych) i stabilność walutową (gwarantowaną przez euro). Nie przebrzmiały jeszcze przepowiednie zapowiadające nieuchronny koniec strefy euro, gdy w 2013 akces do Eurolandu zgłosiła Łotwa (euro zastąpiło łata 1 stycznia 2014).

Konkluzje są dość oczywiste, bez względu na to czy państwo ma euro czy nie: dobrze zarządzana gospodarka i zdrowe finanse publiczne stanowią najlepsze zabezpieczenie przed kryzysem; zasobny skarbiec i nagromadzone bogactwo pozwala z kryzysem sobie poradzić samemu bez ubiegania się o pożyczki z zewnątrz. Przyśpiewka eurofobów o euro, które wywołało kryzys w Europie jest próbą zakorzenienia w ludzkiej świadomości kolejnego mitu, który ma się nijak do rzeczywistości: kryzys nie zaczął się w Europie, integracja europejska jest sposobem na wyjście z kryzysu a nie jego przyczyną, kryzys nie ominął państw, które nie mają wspólnej waluty. Wbrew temu, co mówi Kaczyński, waluta narodowa nie stanowi zabezpieczenia przed światowym kryzysem. A euro pozostaje stabilną, drugą po dolarze walutą rezerwową świata.

Euro szokuje Kaczyńskiego

To nieprawda, że "nie ma takiego modelu wprowadzenia w Polsce euro, który nie doprowadziłby do szoku: jeden mechanizm prowadzi do szoku w gospodarstwach domowych, poprzez popyt w całej gospodarce; inny prowadzi do szoku w eksporcie i dzięki temu także w całej gospodarce." Prawdą jest, że takiego modelu nie zna PiS. A to co innego.

Te nieuniknione dla "całej gospodarki" konsekwencje wprowadzenia wspólnej waluty umknęły jakoś decydentom i analitykom w innych krajach. Wprowadzenie euro oczywiście oznacza pewne zagrożenia, ale nie są one nieuniknione, jeśli państwo członkowskie się do przyjęcia wspólnej waluty przygotuje. Przygotowania te są dziś łatwiejsze niż kiedyś, bo można się uczyć na cudzych błędach. Kraje, które jako pierwsze zrezygnowały z waluty krajowej na rzecz euro nie przewidziały na przykład, że pozostawienie handlowcom swobody w zaokrąglaniu cen po ich przeliczeniu na euro doprowadzi do podwyżek cen artykułów konsumpcyjnych. Słowaków, Estończycy i Łotysze już to wiedzieli i potrafili problemowi zaradzić. Negatywne konsekwencje rezygnacji ze złotówki mogą zostać z nawiązką zrekompensowane zaletami wprowadzenia euro. Ale Kaczyński zalet nawet nie rozważa. O przygotowaniach nie chce słyszeć. W zamian proponuje kasandryczny determinizm. Polityka obsesyjna, którą uprawia Kaczyński, nie może być skuteczna, bez względu na to czy się patrzy na euro przychylnie czy nieprzychylnie.

Euro pozbawi nas suwerenności gospodarczej

Obecny polski system, mówi Kaczyński, "jest fatalny, niesprawiedliwy, nieprzejrzysty i arbitralny. Jedni są niszczeni podatkami, a inni nie płacą ich wcale. Szaleje korupcja, system działa na zasadzie „nie ma reguł, kto silniejszy ten lepszy” (wystąpienie programowe, czerwiec 2013). Kaczyński, rzecz jasna bardzo chciałby dokonać sanacji tego fatalnego systemu i oczywiście wie jak to zrobić. Ale w Polsce będącej członkiem strefy euro nie da się, jego zdaniem, wprowadzić niezbędnych reform, bo utrata suwerenności walutowej uniemożliwi PiS zmianę systemu finansów publicznych i prowadzenie własnej polityki gospodarczej. Czy rzeczywiście?

Koordynacja gospodarcza i budżetowa już od dwóch lat jest stałym elementem zarzadzania gospodarką w UE. Okres koordynacji nazywa się "semestrem europejskim". To jedna z lekcji kryzysu: prowadzenie wspólnej polityki monetarnej bez koordynacji polityki gospodarczej było błędem koncepcyjnym unii walutowej, pozbawiło strefę euro zdolności do szybkiego działania w sytuacji kryzysu. Zalecenia Komisji europejskiej otrzymują jednak nie tylko państwa Eurolandu, ale i te, które jeszcze do niego nie przystąpiły (lub – tak jak Wielka Brytania czy Szwecja - nie przystąpią). To naturalna konsekwencja powiazań i współzależności istniejącej miedzy gospodarkami państw członkowskich UE. To prawda, że państwa, które poza udziałem we wspólnym rynku, w unijnym handlu zagranicznym, polityce przemysłowej, rolnej, rybackiej i innych, uczestniczą też w unii monetarnej osiągnęły wyższy stopień koordynacji niż te, które nie posługują się wspólną walutą. Ale ani jednym ani drugim Komisja Europejska ani Rada nie przeszkadzają w staraniach o bardziej przejrzysty system finansów publicznych ani w walce z korupcją. Przeciwnie: zalecenia podjęcia takich działań kierowane są do tych, którzy tego nie czynią. Z kolei systemu podatkowego, którego polską  odmianę Kaczyński też ocenia bardzo krytycznie, dotyczy to w niewielkim stopniu, bo podatki to kompetencja narodowa.

W Polsce (nie) obowiązują unijne traktaty

Kaczyński zapomina też o jednej ważnej sprawie. Otóż przystępując do UE, Polska przyjęła obowiązujące w UE traktaty. Tym samym zgłosiła swój akces do unii walutowej. Akces odsunięty w czasie, bo żeby przyjąć wspólną walutę, trzeba sprostać wyśrubowanym kryteriom w dziedzinie deficytu i długu publicznego. To kluczowe elementy zdrowego systemu finansów publicznych, na którym tak bardzo ponoć zależy Kaczyńskiemu. W 2003 roku proeuropejski rząd podjął spore ryzyko zorganizowania w Polsce referendum w sprawie przyjęcia warunków członkostwa w UE. Jednym z nich było przyjęcie euro. Polacy masowo poparli traktat akcesyjny.

Wbrew temu, co mówi Kaczyński, w Polsce nie ma "forsowania decyzji przyjęcia euro" (wystąpienie programowe, czerwiec 2013). Ta decyzja została podjęta jedenaście lat temu i zaakceptowana w referendum. Obecny polski rząd raczej odsuwa niż forsuje realizację tej decyzji. Może faktycznie nie jest to najlepszy okres na przyjmowanie euro (choć akurat Łotysze uznali inaczej), ale nie zdejmuje to z nas obowiązku starannego przygotowania się do wspólnej waluty. Stanowisko Kaczyńskiego, który woli by tego nie czynić, jest delikatnie mówiąc nierozsądne. Jest przede wszystkim ideologiczne, bo Kaczyński jest suwerenistą, jest populistyczne, bo Kaczyński wpisał euro na listę narodowych strachów, którymi potrząsa, by skupić wyborców pod skrzydłami pisowskiej Opatrzności. Ale nie jest racjonalne.

Swoisty patriotyzm Kaczyńskiego polega na doprowadzaniu do sytuacji, w której spełnią się jego złowieszcze przepowiednie dla Polski, dając mu możliwość wystąpienia w roli męża opatrznościowego. Nie spocznie, jeśli do tego nie doprowadzi. Antypatriotami są ci, którzy chcą mu w tym przeszkodzić. Tymczasem bez względu na to, czy się euro popiera czy nie należy sobie uświadomić, że w interesie Polski leży dobre przygotowanie do jego przyjęcia. Programowanie porażki może pociągać jedynie tych, których jedynym celem jest powiedzieć: "Ostrzegaliśmy. A teraz musimy ukarać winnych."


Cykl o programie europejskim PiS:
Państwo PiS jest nie z tej Europy (wprowadzenie) – 14.01.2014



2012-12-16

Gérard Depardieu, ten zdrajca

Fot. Wikimedia Commons
Nędznik. Egoista. Pozbawiony wyczucia i fundamentalnego zrozumienia na czym polega obywatelski obowiązek i ludzka solidarność. Na jednego z najpopularniejszych i najbogatszych francuskich aktorów posypały się we Francji gromy, po tym, jak niedawno oświadczył, że przeprowadza się do Belgii. A dokładniej paręset metrów za francuską granicę, do zabitego dechami, nudnego i szarego miasteczka Néchin. Tam, wzdłuż głównej (i właściwie jedynej) ulicy postanowili zamieszkać Francuzi uciekający przed podatkami nałożonymi na najbogatszych przez rząd Jeana-Marka Ayraulta. Wszyscy ci, którzy zarabiają powyżej miliona euro rocznie, mają zapłacić solidarnościowy, kryzysowy i ponoć tymczasowy podatek wysokości 75% dochodów.

Depardieu twierdzi, że w 2012 roku zapłacił francuskiemu fiskusowi 85% swoich dochodow. Sporo. Dlatego uznał za głęboko niesprawiedliwe i "nędzne" oskarżenia sformułowane pod jego adresem przez francuskiego premiera, który nazwał go nędznikiem. Przelała się czara. Premier, dołączając do grona oskarżycieli, przegiął na tyle, że w dzisiejszym Journal du Dimanche, w liście otwartym adresowanym do premiera, Depardieu oświadczył, że oddaje francuski paszport.  Nigdy się nim nie posługiwałem. Podobnie jak francuskim ubezpieczeniem społecznym - napisał francuski aktor i biznesmen (Depardieu jest właścicielem dochodowych winnic i sieci restauracji). "Nie mamy tej samej ojczyzny" - oświadczył nawiązując do oskarżeń o zdradę i brak patriotyzmu. "Jestem prawdziwym Europejczykiem, obywatelem świata, mój ojciec to we mnie zaszczepił". Depardieu wylicza, że od 45 lat zapłacił już Francji 145 milionów podatku, że daje zatrudnienie osiemdziesięciu osobom,  że podatki płaci od 14 roku życia, gdy pracował jako czeladnik drukarski, na długo przed tym jak został aktorem dramatycznym. Dziś Depardieu postawił kropkę nad "i": ci, którzy wątpili, czy zmiana rezydencji podatkowej oznacza, że Depardieu rezygnuje z francuskiego obywatelstwa, dostali odpowiedź.

Czytelników tego bloga nie zaskoczy, że najbardziej zainteresowało mnie w całej sprawie uzasadnienie europejskością ucieczki przed podatkami. Depardieu, znany między innymi z otwartego poparcia dla Nicolas Sarkoziego, neogaullisty, raczej rzadko kojarzonego z europejskim patriotyzmem a odmieniającym Francję i Francuzów przez wszystkie przypadki w każdym wypowiedzianym publicznie zdaniu, daje do zrozumienia, że granice, w tym przypadku fiskalne, nie mają dla niego znaczenia.  Nie ucieka z Francji, po prostu pozostaje w Europe.

Zgoda, 75% podatku to dużo dla tego, kto ma go zapłacić. Ale nie aż tak dużo, by dla budżetu jednego z najbogatszych państw świata oznaczało to znaczące przychody. Podatek ma znaczenie symboliczne, ma być oznaką, że we Francji nastąpiła zmiana i że odejście Sarkoziego znaczy powrót do obywatelskiej i solidarności, stawianej przez socjalistów na szczycie hierarchii republikańskich wartości. W odróżnieniu od Sarkoziego,  sprawującego rządy pod znakiem egoizmu i mamony.  Francuski podatek od najwyższych dochodów jest polityczny, ale w sumie systemy podatkowe zawsze są odzwierciedleniem polityki. Tej jednak wielu, wśród nich Depardieu, zarzuca populizm.

W czasie kryzysu, gdy w całej Unii brzmią nawoływania do europejskiej solidarności, Depardieu oświadcza, że przymusową francuską solidarność, jako Europejczyk, odrzuca. Zastanawiam się jednak, czy gdyby ustanowiono wreszcie unijny podatek bezpośredni, Depardieu głosiłby swoją europejskość równie zdecydowanie. Czy podatki europejskie płaciłby z większym przekonaniem, niż podatki francuskie.

W Polsce Depardieu znany jest między innymi z filmu o Asteriksie i Obeliksie. Sam, jak pamiętamy, był odtwórcą tej drugiej postaci. Dziś Obeliks mieszka w Néchin. Christian Clavier, odtwórca roli Asteriksa, przeniósł się tymczasowo (podatek od wielkich fortun też jest tymczasowy) do Londynu. Obaj podatki będą więc płacić poza Francją. Asteriks i Obeliks są symbolami francuskiej niezależności. Podobnie jak wioska Galów, w której  mieszkali, jedyna w cywilizowanym świecie, która nie poddała się rzymskiemu imperium.  To dość zabawne, że Depardieu-Obeliks, kojarzony z francuskim stylem życia, francuskim jedzeniem i piciem czuje się bardziej wolny i bardziej sobą w Europie, czyli poza Francją, niż we Francji. Ale całe to, na pozór tabloidowe wydarzenie, przywodzi na myśl bardziej fundamentalne i całkiem poważne pytanie o sens nadużywanego dziś słowa solidarność.

Aktualizacja: W sobotę 29 grudnia 2012 francuska Rada Konstytucyjna (odpowiednik polskiego Trybunału Konstytucyjnego) uznał, że specjalny podatek dla najbogatszych narusza konstytucyjną zasadę równości obywateli wobec prawa. Rada podważyła sposób określenia obowiazku podatkowego (miałyby mu podlegać osoby fizyczne, ale nie małżeństwa płacące wspólnie podatek), a nie samą zasadę ponadnormatywnego opodatkowania. Podatek miały płacić osoby o dochodach rocznych przekraczających milion euro. Była to najbardziej symboliczna politycznie propozycja socjalistycznego rządu zgłoszona w ramach ustawy budżetowej na 2013 rok. Do Rady Konstytucyjnej zaskarżyła ją prawicowa UMP. Nie wiadomo jak zareagował "uchodźca fiskalny" Depardieu i czy zmienił swoją decyzję. 

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby ...