Pokazywanie postów oznaczonych etykietą europejskie partie polityczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą europejskie partie polityczne. Pokaż wszystkie posty

2014-05-21

Europejskie wybory w 28 lokalnych odsłonach

Wybory są europejskie, bo posłów do europejskiego parlamentu wybierają Europejczycy z Unii Europejskiej. Od 1979 roku są bezpośrednie i proporcjonalne, to wspólna unijna zasada. Ale poza tym, co kraj to obyczaj, bo obowiąują krajowe ordynacje wyborcze.

W czterech krajach udział w wyborach jest obowiązkowy (w Grecji, na Cyprze, w Belgii i w Luksemburgu). W piętnastu krajach bierne prawo wyborcze przysługuje osiemnastolatkom, w dziewięciu trzeba skończyć 21 lat (w tym w Polsce), w jednym 23, a w trzech 25 lat żeby kandydować. W jednym państwie (w Austrii) wystarczy mieć 16 lat, żeby zagłosować. W niektórych państwach są listy krajowe, w innych - regionalne. W jednych są progi wyborcze, w innych nie ma. Wybory nie odbywają się tego samego dnia. W większości państw ludzie pójdą do urn 25 maja, ale Brytyjczycy i Holendrzy głosować będą trzy dni wcześniej, już w czwartek, Irlandczycy 23 maja, Maltańczycy, Słowacy i Łotysze 24 maja. Czechom wolno głosować przez dwa dni: 23 i 24 maja. Wcześniejsze głosowanie nie oznacza wcześniejszej publikacji szacunkowych wyników. We wszystkich krajach słupki na ekranach telewizorów będą mogły się pojawić dopiero 25 maja po 23:00, bo wtedy zamykane są lokale wyborcze we Włoszech.

To pierwsze wybory europejskie organizowane po wejściu w życie traktatu lizbońskiego. Nakłada on na państwa członkowskie wymóg wzięcia pod uwagę wyniku wyborów do Parlamentu Europejskiego przy wyznaczaniu szefa Komisji Europejskiej. Nie mówi jednak, na czym konkretnie ma to polegać, więc spór kompetencyjno-prawny rozpętał się już na wstępnym etapie kampanii. Parlament uważa, że to jego głos ma być decydujący, państwa członkowskie i szef Rady Europejskiej, że - po staremu - decyzja ma należeć do rządów. Wyznaczenie przez pięć partii europejskich (socjalistów, chadeków, liberałów, zielonych i szeroko rozumianą lewicę parakomunistyczną) kandydatów na przewodniczącego Komisji powinno nadać tym wyborom nie tylko bardziej polityczny i demokratyczny, ale też europejski charakter. Partie nacjonalistyczne, eurosceptyczne i otwarcie eurofobiczne nie uzgodniły wspólnego kandydata, bo hasło "Szowiniści wszystkich krajów łączcie się" jest sprzeczne z logiką i naturą. Nawet nienawiść do integracji europejskiej nie pozwoliła im się zjednoczyć.

Jeżeli jednak państwa członkowskie postawią na swoim i starym sposobem przeforsują kandydata, który w ogóle w kampanii wyborczej nie brał udziału, pomysł demokratyzacji i europeizacji europejskich wyborów weźmie w łeb i zamiast postępu w tej dziedzinie nastąpi regres. Czym mniejsza będzie frekwencja wyborcza, tym silniejsza będzie tendencja rządów do narzucenia wyciągniętego z kapelusza kandydata na szefa unijnej egzekutywy. I tym większy opór Parlamentu wobec zaakceptowania narzuconego kandydata. To zaś oznacza głęboki i - być może - długotrwały kryzys polityczny integracji europejskiej. A to ostatnia rzecz, której wydobywająca się z gospodarczej zapaści i borykająca się z nawrotem nacjonalizmów Europa potrzebuje.

Nigdy jeszcze frekwencja wyborcza nie miała tak fundamentalnego, historycznego znaczenia dla europejskiego i demokratycznego charakteru nie tylko wyborów do PE, ale i całej UE.

2012-09-12

Europa przestała być nudna

©EU 2012
Należę do federalistów, którzy czasem się boją o federalizmie mówić, żeby nie zapeszyć. Ostrożność szczególnie - wydawałoby się - uzasadniona właśnie teraz, gdy kryzys zniechęca do zbyt dalekich intelektualnych wypraw w przyszłość i do spoglądania dalej niż czubek własnego narodowego nosa.  Dzisiejsze orędzie o stanie UE wygłoszone przez Barroso w Strasburgu wątpliwości tych co prawda nie rozwiewa, ale dodaje nieco odwagi wielu zwolennikom integracji europejskiej. Taki był też zapewne cel, bo szef Komisji Europejskiej wprost się dziś do nich (do nas) zwrócił, mówiąc, że pesymizm lub obojętność zwolenników integracji są większym zagrożeniem dla UE niż sceptycyzm przeciwników integracji. To ci ostatni, zwykle nacjonaliści i populiści, nadają ton debacie europejskiej. To się powinno zmienić: Europejczyku, który wierzysz w Europę, zabierz głos, nie pozwól by eurosceptycy narzucili swój negatywny scenariusz, nadaj dynamikę ledwo słyszalnej debacie. To będzie dobre dla Europy, i dla europejskiej demokracji.

Poza poprawnym technicznie programem obowiązkowym (rynek wewnętrzny, unia gospodarczo-monetrana, unia bankowa, itd.), Barroso wykonał też dziś zaskakująco bogaty program artystyczny. Szczególnie dwa polityczne piruety zostaną na długo zapamiętane. Po pierwsze, stwierdzenie, że federacja państw narodowych jest naturalnym horyzontem, w stronę którego ewoluuje Unia. Zastrzegając się, że nie chodzi o żadne "superpaństwo" (którym straszą euro-nihiliści), Barroso wezwał  do budowy federacji. Opinia, że stopniowe pogłębianie integracji gospodarczej, monetarnej, budżetowej, nieuchronnie prowadzące do integracji politycznej to nic innego jako droga do federacji wygłaszana była dotychczas przez przeciwników integracji europejskiej. Wygłaszana tonem oskarżenia. Dzisiaj nastąpiła rewolucja: Barroso nie dość, że przestał sie tłumaczyć, to jeszcze wprost zadeklarował, że tak właśnie wyglada jego program polityczny. Przyznał, że do jego realizacji potrzebna będzie zmiana traktatów i poprzedzająca ją wielka, demokratyczna debata.

Po drugie, bardzo konkretna rola, którą wyznaczył Barroso europejskim partiom politycznym. Tak, takowe istnieją. Swoje ponadnarodowe struktury mają konserwatyści, socjaliści, liberałowie, zieloni i nacjonaliści. Czy ktoś o nich słyszał? Barroso chce, by europejskie partie polityczne wyszły z ukrycia. Najbliższą wielką okazją będą wybory do Parlamentu Europejskiego. Uczyńmy je prawdziwie europejskimi, niech kandydaci - poza barwami partii krajowych, wystąpią pod egidą ugrupowań europejskich. Niech partie europejskie, obiegając się dla swych kandydatów o miejsca w Parlamencie Europejskim, już w czasie kampanii wyborczej wskażą swoich kandydatów na szefa Komisji Europejskiej. Trzeba przyznać, że Barroso wzniósł poziom dywagacji na temat tego kto zostanie szefem Komisji w 2014 roku na zupełnie nowy, politycznie i intelektualnie, poziom.

Barroso potrzebował półtorej kadencji, by tak jasno określić swój pogląd na integrację europejską. Czy nie za długo zwlekał? Może. Ale najważniejsze, że Europa przestała być nudna. Jest polityczna wizja.  Ci, którzy nie bardzo potrafili wymyślić temat do debaty: politycy, dziennikarze i  po prostu czynni obywatele, wreszcie mają o co się spierać.  Tylko, czy zechcą?

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby ...