Przejdź do głównej zawartości

Naszość i feminizm

Ilustracja do artykułu "Feminizm to wynaturzenie" z portalu Fronda.pl 
Dlaczego słowo "feministka" brzmi w Polsce jak obelga? - to pytanie padło dziś na spotkaniu, w którym brała między innymi udział prof. Magdalena Środa. Pozostało bez odpowiedzi, bo właściwie nie wiadomo. Nie wiadomo dlaczego nawet kobiety uchodzące za wyzwolone, nowoczesne, businesswomen jak to się teraz po polsku mówi, uczestniczki Kongresu Kobiet nie chcą, by nazywano je feministkami (to przykład podany przez panią profesor). Uczestniczki Kongresu Kobiet. Zaproszone. Nawet kobiety z Kongresu Kobiet. Ale nie feministki.

Odpowiedź jednak nie jest tak trudna do znalezienia jakby się wydawało. Kobiety biorące udział w życiu publicznym, ta garstka, która przebiła szklany sufit, są świadome przynależności do mniejszości, gotowe są o swoje równouprawnienie się upomnieć, ale nie są żadnymi aktywistkami. Aktywistka nie może przynależeć do świata biznesu. A feministka to aktywistka. Feminizm nie jest postawą, tylko przynależnością. A to nie jest ich przynależność. Kobieta biznesu dba o wizerunek. A łatka feministki psuje wizerunek kobiety biznesu. Feministka to łatka. To inwektywa.

Oczywiście to żaden zarzut. Nie ma obowiązku bycia feministką. Nawet, jeśli się jest kobietą. Zwłaszcza jeśli się jest kobietą. Odpowiedź na wyjściowe pytanie kryje się gdzie indziej. Jest zagadnieniem socjolingwistycznym. Feministka, zanim zostanie opisana jako postawa czy przynależność, to najpierw słowo. Należy do katalogu terminów, którymi polscy orędownicy naszości opisują inność. W tym samym katalogu znajdziemy takie słowa i terminy jak: gej, czarny, Europejczyk,  równouprawnienie, ocieplenie klimatyczne, liberalny, wolność wyboru, prawa kobiet, laickość, socjalizm, lewica, eutanazja, aborcja, emancypacja, poprawność polityczna.

Najbardziej ortodoksyjni wyznawcy naszości dodadzą do tego katalogu prawa człowieka, bo też obce i lewackie. Ci, którzy -  w poszukiwaniu sojuszników - gotowi są polską naszość uczynić elementem naszości wschodnioeuropejskiej lub słowiańskiej do katalogu pojęć opisujących inność włączą Zachód. Ci, którzy swą naszość praktykują w duchu przekory, w autoprezentacji mogą skorzystać z katalogu pojęć wroga i sami nazywać się ciemnogrodem. Ci z mesjanistyczno-partyzanckim zacięciem będą sami siebie określać mianem "niepokornych". Niepokorność wyraża się między innymi przez głośną i odważną krytykę idei narzuconych, takich jak feminizm.

Słowo "feministka" użyte jako inwektywa funkcjonuje w zestawie pojęć podstawowych każdego naszysty. Opisuje wroga a naszysta potrzebuje wroga do skonstruowania swojej tożsamości. Naszość nie może istnieć bez inności, a inność czyli obcość jest zawsze paradygmatem wrogości. Feminizm jest zachodni, jest europejski, czyli nie nasz.  Niedawno w Rzeczpospolitej znalazłem takie zdanie: "Polskie kobiety mimo wszechobecnej lewicowej propagandy nie chcą masowo przyłączać się do feministycznego ruchu".  Bo w języku naszysty przeciwienstwem słowa "feministka" jest określenie "polska kobieta".

Pojęcia, którymi naszysta opisuje odrzucany przez siebie świat nie utracą negatywnego znaczenia w powszechnie używanym języku dopóty, dopóki naszyzm nie przestanie mieć dominującego wpływu na postrzeganie i opis rzeczywistości przez Polaków, przez polskie media i polskich polityków. Europejskość, rozumiana jako zestaw wartości i zasad, jest nie do pogodzenia z ideologią naszości, bo nie ma w niej miejsca na nietolerancję i wykluczenie.

NB. Na temat "ocieplenia klimatycznego" jako pojęcia z języka Obcych zob. też. post . O tym jak w ramach polsko-katolickiej tradycji polska swojskość odnajduje się w systemie wartości wschodnioeuropejskich i jak broni się przed obcością Zachodu pisałem w tekście Orientalna wspólnota Kościoła i Cerkwi.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby publicznego, ale w sumie nie tak bardzo, bo o zasięgu bardziej niż ograniczonym. To jest ostatni wpis, bo co tu jeszcze pisać.
Właściwie, to co chciałem napisać, już tu jest, mógłbym się tylko powtarzać. O Polsce PiS i Jarosława Kaczyńskiego pisałem w cyklu "Państwo PiS jest nie z tej Europy" (linki poniżej) zanim zdobyli władzę. Nie z tej Europy, którą uważam za swoją. Bo Europy są różne. Tak różne jak ci, którzy na europejskość się powołują. Nie chodzi jednak o to, kto na Europę ma prawo lub nie ma prawa się powoływać, ale po co to robi: z jakim zamiarem, i z jaka pamięcią Europy w głowie. Pisałem o państwie PiS w przekonaniu, że również demokracje są różne. Nie tylko dlatego, że miewają różne konstytucje, bo to oczywiste, ale z powodu zróżnicowanego stosunku do prawa i do wolności.
Pisałem z pozycji osoby, która ma dość jasną wizję dem…

Euromity: UE zakaże używania cynamonu

To jedna z najbardziej typowych bzdur, jakie na temat UE mogą rozpowszechniać ignoranci. Jeden z nich podpisał tekst na ten temat na Onecie, sensacja doczekała się publikacji też w innych miejscach (TVN24 BiŚ). Autor powołuje się na jakiś raport jakichś naukowców wskazujący na szkodliwy wpływ na ludzki organizm kumaryny zawartej w cynamonie. Nic w tym dziwnego, wszak codziennie ukazują się raporty wskazujące na szkodliwy lub, przeciwnie, zbawienny wpływ różnych substancji na ludzkie zdrowie. Jaki to ma związek z UE?

Zdaniem autora tekstu do Komisji rolnictwa Parlamentu Europejskiego trafił projekt rozporządzenia ograniczający używanie cynamonu. Wedle innych doniesień sprawą zajmuje się parlamentarna komisja zdrowia. Po pierwsze, żeby projekt mógł trafić do komisji parlamentarnej, musiałby istnieć. A nie istnieje. Po drugie, Parlament Europejski nie ma inicjatywy ustawodawczej, projekt musiałby przyjść z Komisji Europejskiej, w której jednak nigdy, ani przez chwilę, nie rozważano możl…

Zdrowe, bo polskie

Polacy są przekonani, że polska żywność jest najlepsza na świecie: najsmaczniejsza, bo Polacy lubią zjeść; najzdrowsza, bo swojego chowu wszystko i naturalne. Nic w tym dziwnego, wiele narodowości ma o swojej żywności dobre zdanie. Jeżeli jeszcze zagranicą ją kupują, to już na pewno wiadomo, że musi być dobra, byle czego by nie kupowali.

Polscy producenci żywności rzeczywiście dużo eksportują i nawet jeżeli konkurencyjna cena produktów i słabość złotego sprzyjają ich sukcesowi, to nie są jedynym wytłumaczeniem tego sukcesu: jakość robi swoje. Ale jeżeli głównym atutem  i znakiem rozpoznawczym polskiej żywności ma być jakość, to o jej uznanie trzeba walczyć. Poważnie traktować każdą rysę na wizerunku, nawet najmniejszą.  Reagować na każdą krytykę, która może marce zaszkodzić.

A tych rys jest coraz więcej. Rosyjskie embargo na mięso można było tłumaczyć względami politycznymi. Nie było ono w stanie zmniejszyć zaufania do polskich produktów w UE. Ale już użycie w masarniach zanieczyszczo…