Przejdź do głównej zawartości

Tuska Unia w wersji mini

Pisząc kilka dni temu o tym jak trudno Donaldowi Tuskowi odnaleźć się w Brukseli ("Ale się władowałem") nie spodziewałem się, że tak szybko były polski premier dostarczy kolejnego potwierdzenia tej diagnozy. Jest gorzej niż myślałem: Tusk nie tylko wciąż nie jest w stanie patrzeć na Unię od wewnątrz, poczuć się częścią jest struktur, on po prostu Unii Europejskiej nie czuje. Nie rozumie, że przestrzeganie zasady równowagi, głównie między małymi i największymi państwami, jest fundamentalne w zarządzaniu Unią.

Ostatni szczyt Rady Europejskiej nie był tak krótki jak poprzednie, którym przewodniczył Tusk. Wszystko wraca do normy, bo nie jesteśmy już na początku kadencji nowej Rady i nowej Komisji: porządek obrad się wydłuża, dyskutowane kwestie wymagają więcej czasu. To zrozumiałe. Nigdy nie uważałem, że krótsze zebrania są dowodem na sprawność prowadzenia obrad, że czym krócej, tym lepiej. Ale tym samym znika główny powód Tuska do dumy: nie będzie coraz krócej.

Tusk wprowadził więc nowe usprawnienie: w ostatni czwartek (19 marca 2015) na posiedzenie w sprawie Grecji zaprosił spośród państw członkowskich jedynie Niemcy i Francję. Na poprzednim posiedzeniu w lutym, grecki premier bardzo wyraźnie usłyszał: pieniądze dla Aten zostaną wypłacone pod warunkiem, że dostaniemy listę reform. Tsipras, który wygrał wybory dlatego, że przekonał greckich wyborców obietnicą nieustępliwości wobec "Brukseli", chciał grać na czasie i na opinii publicznej. Zamierzał doprowadzić do upolitycznienia debaty wprowadzając sytuację w Grecji do porządku obrad szczytu Rady Europejskiej. Ale mu się to nie udało i dobrze, bo dyskusja w gronie dwudziestu ośmiu państw byłaby jedynie teatrem jednego aktora: Tsiprasa. Nie doprowadziłaby do żadnej nowej decyzji. Tsipras, w marcu tak samo jak w lutym, wyjechał z Brukseli z przypomnieniem, że z zobowiązań trzeba się wywiązać.

Nikt nie ma pretensji to Tuska, że nie uległ Tspirasowi. Ale spotkanie powinno się odbyć w formacie Eurogrupy. Poza przedstawicielami kompetentnych w tej sprawie instytucji UE w posiedzeniu powinni wziąć udział przedstawiciele dziewiętnastu państw strefy euro. Zaproszenie tylko dwóch największych, Francji i Niemiec, to dowód politycznej nieodpowiedzialności i niezrozumienia unijnych mechanizmów. Każde potwierdzenie zabójczego dla integracji europejskiej stereotypu o dyrektoriacie rządzącym Unią jest poważnym błędem.

Tuskowi pewnie się wydawało, że skoro nie bardzo jest co negocjować, choć spotkać z Tsiprasem się trzeba, to ograniczenie liczby uczestników będzie usprawnieniem. Niestety: organizacyjny pragmatyzm Tuska jest objawem naiwności i braku obycia na poziomie międzynarodowym. Belgijski premier Charles Michel słusznie otwarcie zaprotestował w imieniu krajów Beneluksu. Sprawa ucichła, bo - niestety - coraz częściej patrzy się na Tuska, jak na ucznia z prowincji, któremu w dobrej stołecznej szkole ciężko, ale może się jeszcze podciągnie. Może faktycznie. Boję się jednak, że Tusk po prostu Unii nie czuje. Pewnych zachowań może się na błędach nauczyć, ale instynkt polityczny wyrobić w sobie trudno. A widocznie w jego najbliższym otoczeniu nie ma nikogo, kto by mu w tym pomógł. Oby tylko jego tendencja do chowania się za Niemcy i Francję, bo tak wygodniej i prościej, nie okazała się stałą strategią sprawowania urzędu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby publicznego, ale w sumie nie tak bardzo, bo o zasięgu bardziej niż ograniczonym. To jest ostatni wpis, bo co tu jeszcze pisać.
Właściwie, to co chciałem napisać, już tu jest, mógłbym się tylko powtarzać. O Polsce PiS i Jarosława Kaczyńskiego pisałem w cyklu "Państwo PiS jest nie z tej Europy" (linki poniżej) zanim zdobyli władzę. Nie z tej Europy, którą uważam za swoją. Bo Europy są różne. Tak różne jak ci, którzy na europejskość się powołują. Nie chodzi jednak o to, kto na Europę ma prawo lub nie ma prawa się powoływać, ale po co to robi: z jakim zamiarem, i z jaka pamięcią Europy w głowie. Pisałem o państwie PiS w przekonaniu, że również demokracje są różne. Nie tylko dlatego, że miewają różne konstytucje, bo to oczywiste, ale z powodu zróżnicowanego stosunku do prawa i do wolności.
Pisałem z pozycji osoby, która ma dość jasną wizję dem…

Euromity: UE zakaże używania cynamonu

To jedna z najbardziej typowych bzdur, jakie na temat UE mogą rozpowszechniać ignoranci. Jeden z nich podpisał tekst na ten temat na Onecie, sensacja doczekała się publikacji też w innych miejscach (TVN24 BiŚ). Autor powołuje się na jakiś raport jakichś naukowców wskazujący na szkodliwy wpływ na ludzki organizm kumaryny zawartej w cynamonie. Nic w tym dziwnego, wszak codziennie ukazują się raporty wskazujące na szkodliwy lub, przeciwnie, zbawienny wpływ różnych substancji na ludzkie zdrowie. Jaki to ma związek z UE?

Zdaniem autora tekstu do Komisji rolnictwa Parlamentu Europejskiego trafił projekt rozporządzenia ograniczający używanie cynamonu. Wedle innych doniesień sprawą zajmuje się parlamentarna komisja zdrowia. Po pierwsze, żeby projekt mógł trafić do komisji parlamentarnej, musiałby istnieć. A nie istnieje. Po drugie, Parlament Europejski nie ma inicjatywy ustawodawczej, projekt musiałby przyjść z Komisji Europejskiej, w której jednak nigdy, ani przez chwilę, nie rozważano możl…

Zdrowe, bo polskie

Polacy są przekonani, że polska żywność jest najlepsza na świecie: najsmaczniejsza, bo Polacy lubią zjeść; najzdrowsza, bo swojego chowu wszystko i naturalne. Nic w tym dziwnego, wiele narodowości ma o swojej żywności dobre zdanie. Jeżeli jeszcze zagranicą ją kupują, to już na pewno wiadomo, że musi być dobra, byle czego by nie kupowali.

Polscy producenci żywności rzeczywiście dużo eksportują i nawet jeżeli konkurencyjna cena produktów i słabość złotego sprzyjają ich sukcesowi, to nie są jedynym wytłumaczeniem tego sukcesu: jakość robi swoje. Ale jeżeli głównym atutem  i znakiem rozpoznawczym polskiej żywności ma być jakość, to o jej uznanie trzeba walczyć. Poważnie traktować każdą rysę na wizerunku, nawet najmniejszą.  Reagować na każdą krytykę, która może marce zaszkodzić.

A tych rys jest coraz więcej. Rosyjskie embargo na mięso można było tłumaczyć względami politycznymi. Nie było ono w stanie zmniejszyć zaufania do polskich produktów w UE. Ale już użycie w masarniach zanieczyszczo…