Przejdź do głównej zawartości

Europa dobra na wszystko

Przez siedemdziesięciotysięczne Suwałki przejeżdża każdego dnia siedem tysięcy TIR-ów. Suwalczanie już od lat  siedemdziesiątych czekają na obiecaną przez władze obwodnicę. Z najnowszych planów rządu wynika jednak, że budowa nie rozpocznie się w 2013, trzeba będzie poczekać siedem lat dłużej. Jak dobrze pójdzie. Można by odnieść wrażenie, że nad Suwałkami zawisło fatum, że pecha Suwalczanom przynosi cyfra "siedem".

Minister Sławomir Nowak, zapytany o przyczynę odłożenia inwestycji, nie  uciekł się do numerologii, nie poszedł na łatwiznę. Żeby sprawę wyjaśnić, powiedział minister, trzeba poczekać na wyniki negocjacji nad unijnymi planami budżetowymi na lata 2014-2020 (na kolejną siedmiolatkę, znowu siedem!). A te dopiero się rozkręcają. Jak zwykle, na kłopoty Europa. Europa jest wszak dobra na wszystko.

Do Suwałk zjechali się dziennikarze, bo 6 listopada ruszył marsz protestacyjny mieszkańców zorganizowany przez Społeczny Komitet Wspierania Budowy Obwodnicy Suwałk. Marsz ruszył symbolicznie, z Ronda Unii Europejskiej. - Jesteśmy zdeterminowani. To dopiero początek. Jak będzie trzeba, to i do Warszawy dojdziemy i do Brukseli - powiedział do kamery przedstawiciel Komitetu. Ale dlaczego do Brukseli? Bo to tak jak z pechową siódemką: jak nie wiadomo co, to Bruksela. Minister Nowak sam przecież mówi, że decyzje podejmą w Brukseli.

 Tylko, że to nieprawda. Przedmiotem negocjacji nad wieloletnimi założeniami budżetowymi UE nie są takie - z całym szacunkiem dla Suwałk - drobiazgi, jak obwodnica. Suwalska obwodnica to mały wycinek drogi ekspresowej S-61, która z kolei stanowi cześć międzynarodowej  trasy Via Baltica z Warszawy do Tallina. Rząd litewski uznał  Via Baltikę za inwestycję państwową najwyższej rangi. Dla Estończyków Via Baltica to też priorytet. Trzy tygodnie temu, w czasie wizyty w Tallinie, unijny komisarz do spraw transportu, Siim Kallas publicznie potwierdził, że Rail Baltica (koleje), ale również Via Baltica  (drogi) pozostają priorytetami Komisji Europejskiej. To Polski rząd uznał obwodnicę suwalską za projekt do zrealizowania w drugiej kolejności.

Rozumiem, że wszystko priorytetem być nie może. Nie da się. Nie na wszystko starczy pieniędzy. Bo skąd brać.  Przyjmuje też do wiadomości, że polski rząd postanowił użyć projektu Via Baltica jako argumentu w swoich negocjacjach z innymi państwami członkowskimi: albo uzyskamy na lata 2014-2020 tyle środków na politykę spójności, ile chcemy, albo projekty paneuropejskie, ponadgraniczne, takie jak Via Baltica, przestaną być dla nas priorytetem. Rozumiem, że te zawiłości trudno jest wytłumaczyć w 100 sekund do telewizyjnej kamery. Łatwiej powiedzieć: Bruksela: Perspektywa budżetowa. Negocjacje międzynarodowe. Krótko, zwięźle i zamyka usta. Ta postawa ma jednak pewne wady. 

Po pierwsze, jest dowodem krótkowzroczności. W wymiarze krajowym. Drogi, które się budują, powstają dzięki rządowi. Te, które się nie budują, nie powstają z powodu Brukseli. Co by to miało nie oznaczać. To zasada, która nie jest bynajmniej apanażem eurofobów. Ten rodzaj taniej hipokryzji może być, jak się okazuje, elementem retoryki rządu, który uważa się za najbardziej europejski w Europie. Który - słusznie - stawia na UE jako główne kolo napędowe rozwoju Polski. I który potrzebuje dla tej wizji społecznego poparcia. Co z tego, że minister Sikorski w świetnych wystąpieniach uczy w Berlinie lub Londynie jak być dobrym Europejczykiem, skoro w Suwałkach minister Nowak, zamiast zadać sobie trud wyjaśnienia Polakom dokonywanych przez rząd wyborów (nie muszą być przecież złe), macha ręką i z ironicznym uśmiechem oświadcza: to Bruksela. Suwalska obwodnica, żeby powstać, potrzebuje decyzji polskiego rządu, nie Brukseli. Bez względu na to, czy stanie się cud (bo w tych kategoriach należy to rozpatrywać), i w unijnym budżecie znajdą się pieniądze na wszystkie inwestycje infrastrukturalne, w tym na Via Baltica, czy nie, budowa suwalskiego odcinka i jej tempo i tak będą zależeć od polskiego rządu.

Po drugie, jest dowodem krótkowzroczności. W wymiarze europejskim. Brak polskiego poparcia dla Via Baltica może zrobić wrażenie na Litwinach i Estończykach, bo im na tym zależy. Tylko po co, skoro nie zrobi go na Wielkiej Brytanii, która ma w nosie Via Baltica: zainteresowana jest tylko tym, co powstaje na ziemi brytyjskiej. W polskim interesie leży jednak rozwój połączeń paneuropejskich. Co z tego, że droga - i tak zwykle w kawałkach - dojdzie do granicy, skoro dalej jej przepustowość dramatycznie spadnie? Po raz kolejny polski interes jest zbieżny z interesem całej UE. Polska nie leży na wyspie. Ale Via Baltica to dla polskiego rządu głównie element przetargowy. A na plan "Łącząc Europę" (Connecting Europe), który jest jednym z najważniejszych elementów propozycji Komisji Europejskiej na lata 2014-2020 ukierunkowanym na rozwój połączeń paneuropejskich, Polska kręci nosem, kręci po brytyjsku. Bo jak chociaż część pieniędzy pójdzie na projekty ponadgraniczne, to się nam "narodowa koperta" uszczupli. Brytyjski eurosceptycyzm, który tak naprawdę jest kolejną postimperialną odmianą narodowego egoizmu wyspiarzy, nie jest dla Polski dobry. Ani w brytyjskim oryginale, ani jako polska reprodukcja.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby publicznego, ale w sumie nie tak bardzo, bo o zasięgu bardziej niż ograniczonym. To jest ostatni wpis, bo co tu jeszcze pisać.
Właściwie, to co chciałem napisać, już tu jest, mógłbym się tylko powtarzać. O Polsce PiS i Jarosława Kaczyńskiego pisałem w cyklu "Państwo PiS jest nie z tej Europy" (linki poniżej) zanim zdobyli władzę. Nie z tej Europy, którą uważam za swoją. Bo Europy są różne. Tak różne jak ci, którzy na europejskość się powołują. Nie chodzi jednak o to, kto na Europę ma prawo lub nie ma prawa się powoływać, ale po co to robi: z jakim zamiarem, i z jaka pamięcią Europy w głowie. Pisałem o państwie PiS w przekonaniu, że również demokracje są różne. Nie tylko dlatego, że miewają różne konstytucje, bo to oczywiste, ale z powodu zróżnicowanego stosunku do prawa i do wolności.
Pisałem z pozycji osoby, która ma dość jasną wizję dem…

Zdrowe, bo polskie

Polacy są przekonani, że polska żywność jest najlepsza na świecie: najsmaczniejsza, bo Polacy lubią zjeść; najzdrowsza, bo swojego chowu wszystko i naturalne. Nic w tym dziwnego, wiele narodowości ma o swojej żywności dobre zdanie. Jeżeli jeszcze zagranicą ją kupują, to już na pewno wiadomo, że musi być dobra, byle czego by nie kupowali.

Polscy producenci żywności rzeczywiście dużo eksportują i nawet jeżeli konkurencyjna cena produktów i słabość złotego sprzyjają ich sukcesowi, to nie są jedynym wytłumaczeniem tego sukcesu: jakość robi swoje. Ale jeżeli głównym atutem  i znakiem rozpoznawczym polskiej żywności ma być jakość, to o jej uznanie trzeba walczyć. Poważnie traktować każdą rysę na wizerunku, nawet najmniejszą.  Reagować na każdą krytykę, która może marce zaszkodzić.

A tych rys jest coraz więcej. Rosyjskie embargo na mięso można było tłumaczyć względami politycznymi. Nie było ono w stanie zmniejszyć zaufania do polskich produktów w UE. Ale już użycie w masarniach zanieczyszczo…

Euromity: UE zakaże używania cynamonu

To jedna z najbardziej typowych bzdur, jakie na temat UE mogą rozpowszechniać ignoranci. Jeden z nich podpisał tekst na ten temat na Onecie, sensacja doczekała się publikacji też w innych miejscach (TVN24 BiŚ). Autor powołuje się na jakiś raport jakichś naukowców wskazujący na szkodliwy wpływ na ludzki organizm kumaryny zawartej w cynamonie. Nic w tym dziwnego, wszak codziennie ukazują się raporty wskazujące na szkodliwy lub, przeciwnie, zbawienny wpływ różnych substancji na ludzkie zdrowie. Jaki to ma związek z UE?

Zdaniem autora tekstu do Komisji rolnictwa Parlamentu Europejskiego trafił projekt rozporządzenia ograniczający używanie cynamonu. Wedle innych doniesień sprawą zajmuje się parlamentarna komisja zdrowia. Po pierwsze, żeby projekt mógł trafić do komisji parlamentarnej, musiałby istnieć. A nie istnieje. Po drugie, Parlament Europejski nie ma inicjatywy ustawodawczej, projekt musiałby przyjść z Komisji Europejskiej, w której jednak nigdy, ani przez chwilę, nie rozważano możl…