Przejdź do głównej zawartości

Gérard Depardieu, ten zdrajca

Fot. Wikimedia Commons
Nędznik. Egoista. Pozbawiony wyczucia i fundamentalnego zrozumienia na czym polega obywatelski obowiązek i ludzka solidarność. Na jednego z najpopularniejszych i najbogatszych francuskich aktorów posypały się we Francji gromy, po tym, jak niedawno oświadczył, że przeprowadza się do Belgii. A dokładniej paręset metrów za francuską granicę, do zabitego dechami, nudnego i szarego miasteczka Néchin. Tam, wzdłuż głównej (i właściwie jedynej) ulicy postanowili zamieszkać Francuzi uciekający przed podatkami nałożonymi na najbogatszych przez rząd Jeana-Marka Ayraulta. Wszyscy ci, którzy zarabiają powyżej miliona euro rocznie, mają zapłacić solidarnościowy, kryzysowy i ponoć tymczasowy podatek wysokości 75% dochodów.

Depardieu twierdzi, że w 2012 roku zapłacił francuskiemu fiskusowi 85% swoich dochodow. Sporo. Dlatego uznał za głęboko niesprawiedliwe i "nędzne" oskarżenia sformułowane pod jego adresem przez francuskiego premiera, który nazwał go nędznikiem. Przelała się czara. Premier, dołączając do grona oskarżycieli, przegiął na tyle, że w dzisiejszym Journal du Dimanche, w liście otwartym adresowanym do premiera, Depardieu oświadczył, że oddaje francuski paszport.  Nigdy się nim nie posługiwałem. Podobnie jak francuskim ubezpieczeniem społecznym - napisał francuski aktor i biznesmen (Depardieu jest właścicielem dochodowych winnic i sieci restauracji). "Nie mamy tej samej ojczyzny" - oświadczył nawiązując do oskarżeń o zdradę i brak patriotyzmu. "Jestem prawdziwym Europejczykiem, obywatelem świata, mój ojciec to we mnie zaszczepił". Depardieu wylicza, że od 45 lat zapłacił już Francji 145 milionów podatku, że daje zatrudnienie osiemdziesięciu osobom,  że podatki płaci od 14 roku życia, gdy pracował jako czeladnik drukarski, na długo przed tym jak został aktorem dramatycznym. Dziś Depardieu postawił kropkę nad "i": ci, którzy wątpili, czy zmiana rezydencji podatkowej oznacza, że Depardieu rezygnuje z francuskiego obywatelstwa, dostali odpowiedź.

Czytelników tego bloga nie zaskoczy, że najbardziej zainteresowało mnie w całej sprawie uzasadnienie europejskością ucieczki przed podatkami. Depardieu, znany między innymi z otwartego poparcia dla Nicolas Sarkoziego, neogaullisty, raczej rzadko kojarzonego z europejskim patriotyzmem a odmieniającym Francję i Francuzów przez wszystkie przypadki w każdym wypowiedzianym publicznie zdaniu, daje do zrozumienia, że granice, w tym przypadku fiskalne, nie mają dla niego znaczenia.  Nie ucieka z Francji, po prostu pozostaje w Europe.

Zgoda, 75% podatku to dużo dla tego, kto ma go zapłacić. Ale nie aż tak dużo, by dla budżetu jednego z najbogatszych państw świata oznaczało to znaczące przychody. Podatek ma znaczenie symboliczne, ma być oznaką, że we Francji nastąpiła zmiana i że odejście Sarkoziego znaczy powrót do obywatelskiej i solidarności, stawianej przez socjalistów na szczycie hierarchii republikańskich wartości. W odróżnieniu od Sarkoziego,  sprawującego rządy pod znakiem egoizmu i mamony.  Francuski podatek od najwyższych dochodów jest polityczny, ale w sumie systemy podatkowe zawsze są odzwierciedleniem polityki. Tej jednak wielu, wśród nich Depardieu, zarzuca populizm.

W czasie kryzysu, gdy w całej Unii brzmią nawoływania do europejskiej solidarności, Depardieu oświadcza, że przymusową francuską solidarność, jako Europejczyk, odrzuca. Zastanawiam się jednak, czy gdyby ustanowiono wreszcie unijny podatek bezpośredni, Depardieu głosiłby swoją europejskość równie zdecydowanie. Czy podatki europejskie płaciłby z większym przekonaniem, niż podatki francuskie.

W Polsce Depardieu znany jest między innymi z filmu o Asteriksie i Obeliksie. Sam, jak pamiętamy, był odtwórcą tej drugiej postaci. Dziś Obeliks mieszka w Néchin. Christian Clavier, odtwórca roli Asteriksa, przeniósł się tymczasowo (podatek od wielkich fortun też jest tymczasowy) do Londynu. Obaj podatki będą więc płacić poza Francją. Asteriks i Obeliks są symbolami francuskiej niezależności. Podobnie jak wioska Galów, w której  mieszkali, jedyna w cywilizowanym świecie, która nie poddała się rzymskiemu imperium.  To dość zabawne, że Depardieu-Obeliks, kojarzony z francuskim stylem życia, francuskim jedzeniem i piciem czuje się bardziej wolny i bardziej sobą w Europie, czyli poza Francją, niż we Francji. Ale całe to, na pozór tabloidowe wydarzenie, przywodzi na myśl bardziej fundamentalne i całkiem poważne pytanie o sens nadużywanego dziś słowa solidarność.

Aktualizacja: W sobotę 29 grudnia 2012 francuska Rada Konstytucyjna (odpowiednik polskiego Trybunału Konstytucyjnego) uznał, że specjalny podatek dla najbogatszych narusza konstytucyjną zasadę równości obywateli wobec prawa. Rada podważyła sposób określenia obowiazku podatkowego (miałyby mu podlegać osoby fizyczne, ale nie małżeństwa płacące wspólnie podatek), a nie samą zasadę ponadnormatywnego opodatkowania. Podatek miały płacić osoby o dochodach rocznych przekraczających milion euro. Była to najbardziej symboliczna politycznie propozycja socjalistycznego rządu zgłoszona w ramach ustawy budżetowej na 2013 rok. Do Rady Konstytucyjnej zaskarżyła ją prawicowa UMP. Nie wiadomo jak zareagował "uchodźca fiskalny" Depardieu i czy zmienił swoją decyzję. 

Komentarze

  1. ,,Zastanawiam się jednak, czy gdyby ustanowiono wreszcie unijny podatek bezpośredni, Depardieu głosiłby swoją europejskość równie zdecydowanie. Czy podatki europejskie płaciłby z większym przekonaniem, niż podatki francuskie.''

    Biorac pod uwage realne perspektywy wprowadzenia takiego podatku, zapewne nigdy nie poznamy reakcji pana Depardieu ;).

    ,,Jestem prawdziwym Europejczykiem, obywatelem świata''

    Mnie bardziej w tej wypowiedzi intryguje ten fragment. Czy ,,prawdziwy Europejczyk'' musi byc obywatelem swiata ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedawno Daniel Cohn-Bendit i Guy Verhofstadt (Niemiec i Belg, jeden z partii Zielonych, drugi liberał) opublikowali książkę "Powstań Europo! " - federalistyczny manifest, w której proponują wprowadzenie podatku europejskiego. Nie po raz pierwszy taki postulat jest całkiem serio formułowany, i choć zgadzam się, że dziś wydaje się to utopią, nie należy tego pomysłu zupełnie skreślać.

      Europejczyk, obywatel świata… No właśnie. Jedno z drugim rzeczywiście nie musi iść w parze.
      Poza tym, gdyby był podatek europejski, Depardieu mówiłby tylko, że jest "obywatelem świata", na swoja europejskość by się nie powoływał.

      Usuń
  2. Postąpił słusznie, zgodnie z własnym sumieniem i własną korzyścią. A nie zawsze udaje się te dwie rzeczy pogodzić. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie zawsze. Ale jest sporo ludzi, którzy potrafią sobie tak sumienie wytresować, żeby nie psuło radości z odnoszonych korzyści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że obiektywna moralność nie istnieje, więc jakie mamy wyjście?

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby publicznego, ale w sumie nie tak bardzo, bo o zasięgu bardziej niż ograniczonym. To jest ostatni wpis, bo co tu jeszcze pisać.
Właściwie, to co chciałem napisać, już tu jest, mógłbym się tylko powtarzać. O Polsce PiS i Jarosława Kaczyńskiego pisałem w cyklu "Państwo PiS jest nie z tej Europy" (linki poniżej) zanim zdobyli władzę. Nie z tej Europy, którą uważam za swoją. Bo Europy są różne. Tak różne jak ci, którzy na europejskość się powołują. Nie chodzi jednak o to, kto na Europę ma prawo lub nie ma prawa się powoływać, ale po co to robi: z jakim zamiarem, i z jaka pamięcią Europy w głowie. Pisałem o państwie PiS w przekonaniu, że również demokracje są różne. Nie tylko dlatego, że miewają różne konstytucje, bo to oczywiste, ale z powodu zróżnicowanego stosunku do prawa i do wolności.
Pisałem z pozycji osoby, która ma dość jasną wizję dem…

Może się już nie śmiejmy z Korei Północnej

Tak się nabijamy z tej Korei Północnej, ale może należy na nią spojrzeć poważniej, jak w kryształową kulę. Bo może Kaczyński, Macierewicz i Co. upodobali sobie model koreański i do niego zmierzają?

Naburmuszone i prężące muskuły państewko pod ochroną mocarstwa: jak Korea Północna w chińskiej strefie wpływów, tak Polska w rosyjskiej? Też totalitarna, z wodzem psycholem, skłócona z resztą świata, stawiająca na armię (tylko z pociągiem pancernym zamiast broni nuklearnej), uprawiająca na lokalne potrzeby propagandę potęgi i niezależności, a w rzeczywistości protektorat pełniący rolę antyzachodniego i antyeuropejskiego straszaka w rękach orientalnego hegemona?

Zdrowe, bo polskie

Polacy są przekonani, że polska żywność jest najlepsza na świecie: najsmaczniejsza, bo Polacy lubią zjeść; najzdrowsza, bo swojego chowu wszystko i naturalne. Nic w tym dziwnego, wiele narodowości ma o swojej żywności dobre zdanie. Jeżeli jeszcze zagranicą ją kupują, to już na pewno wiadomo, że musi być dobra, byle czego by nie kupowali.

Polscy producenci żywności rzeczywiście dużo eksportują i nawet jeżeli konkurencyjna cena produktów i słabość złotego sprzyjają ich sukcesowi, to nie są jedynym wytłumaczeniem tego sukcesu: jakość robi swoje. Ale jeżeli głównym atutem  i znakiem rozpoznawczym polskiej żywności ma być jakość, to o jej uznanie trzeba walczyć. Poważnie traktować każdą rysę na wizerunku, nawet najmniejszą.  Reagować na każdą krytykę, która może marce zaszkodzić.

A tych rys jest coraz więcej. Rosyjskie embargo na mięso można było tłumaczyć względami politycznymi. Nie było ono w stanie zmniejszyć zaufania do polskich produktów w UE. Ale już użycie w masarniach zanieczyszczo…