Przejdź do głównej zawartości

Prawica dla wszystkich: Francja debatuje nad małżeństwami dla gejów

Byłem w niedziele na dwóch manifestacjach. Wyrobiłem manifestacyjną normę na najbliższe miesiące. Jedną po drugiej zaliczyłem. I to z czystej ciekawości, pchany jakąś komparatystyczną potrzebą: ani z jednymi ani z drugimi się nie identyfikowałem. Na dodatek, na obcej ziemii: manify odbywały się w Paryżu. Pierwsza, zorganizowana pod hasłem "Manifestacja dla wszystkich",  wymierzona była w "małżeństwo dla wszystkich" i jego zwolenników. Druga była wymierzona w tę pierwszą, jej uczestnicy domagali się "małżeństwa dla wszystkich". Nie przypadkiem obie zorganizowano w ostatnią niedzielę przed decydującym głosowaniem we francuskim Senacie. W środę będzie wiadomo, czy największa od czasu legalizacji aborcji rewolucja obyczajowa we Francji zostanie usankcjonowana prawnie.

Pierwsza manifestacja ruszyła z placu Denfert-Rochereau, przeszła przez Boulevard Raspail, zakończyła się wiecem na esplanadzie Inwalidów. Przeciw "rodzicom A i B", za tradycyjną rodziną "z mamą i tatą" manifestowało według danych organizatorów 270 tysięcy ludzi. Druga była stacjonarna. Wiec na placu Bastylii zgromadził (według policji) trzy i pół tysiąca zwolenników małżeństwa dla wszystkich par, bez względu na płeć, manifestujących przeciw homofobii.

Program imprez wymusił kolejność: zacząłem moją eksplorację ewolucji francuskiego społeczeństwa na placu Denfert-Rochereau. Zanim ochrzczono go nazwiskiem bohaterskiego generała, plac zwano "piekielnym", homofonicznie poniekąd, bo po francusku to place "d'Enfer". Dygresja historyczna, której nie moglem się oprzeć, słysząc tłum skandujący: "wszyscy jesteśmy homo". Homo, od człowieka (homme).  Homo, bo to homonim francuskiego określenia geja: homo, skrót od homoseksualista. Wszyscy jesteśmy homo to hasło mające zadać kłam oskarżeniom o homofobię ferowanym przeciw manifestantom z placu Denfert-Rochereau przez manifestantów na placu Bastylii. Kolejne skandowane hasła były sprostowaniami: nie, wbrew oskarżeniom tych drugich i wbrew temu co mówią media (prorządowe, politycznie poprawne, lemingi - jako powiedzieliby polscy tradycjonaliści spod znaku PiS itp.) nie jesteśmy rasistami, nacjonalistami, nie kierujemy się nienawiścią, przemoc nie jest naszym argumentem. Na placu Bastylii wszystkie te oskarżenia wypisane były na transparentach.

Tłum na placu Denfert-Rocherau był zróżnicowany: kobiety i mężczyźni, swetry i garnitury, moda pielgrzymkowo oazowa i hipsterzy, starzy i młodzi. I oczywiście rodzice. Prawdziwe mamy i prawdziwi tatowie, z prawdziwymi dziećmi. W wózkach i za rękę. Z babciami i dziadkami.  Kolorowo. Choć dominowały dwa kolory, na chorągiewkach głównie: różowy i niebieski, barwy chłopca i dziewczynki. A przede wszystkim: prawdziwy entuzjazm. Solidarność idei. Wstecznych, idących na przekór postępowi - pewnie tak, ale jak szczerych, jak spajających tłum. Nowa rewolta konserwatywna. Widać, że nie mają doświadczenia w manifestowaniu. Albo zapomnieli. Ostatnie wielkie manifestacje antyrządowe prawicy miały miejsce w latach osiemdziesiątych, za Mitteranda. Manifestanci zapożyczyli więc hasła i rytm skandowania od lewicy. Przeszkadza im to? "Nie, my nie jesteśmy lewicą, nie jesteśmy prawicą, jesteśmy Francją, jesteśmy homo, wszyscy."

Ci na placu Bastylii mnie rozczarowali. Wcześniej, gdybym już musiał wybierać, to mimo opinii o francuskiej lewicy, wybrałbym właśnie tych. I zanudziłbym się na śmierć. Kolorów specjalnie się nie doszukałem. Dominował kolor czarny. Anarchistyczny w zamyśle, bez wątpienia, ale bardzo już sprany: szaro to wyglądało. Do tego trochę czerwieni. Ale czerń i czerwień to nie kolory: to barwy wojenne. Sutanny. Sztandary. Mundury służb porządkowych. Red carpet, biurokracja. Z satysfakcją dostrzegłem jedną czy dwie tęczowe flagi, t-shirt jeden, drugi. Moda ujednolicona: styl miejski, luźno-hipsterski, weekendowy. Średnia wieku: 40 -55. Więcej facetów (zarost na cztery milimetry, włosy krótko przystrzyżone, zakola) niż kobiet. Slogany wykrzykiwane przez kiepskiej jakości głośnik, tonem wyćwiczonym i mało pociągającym, spadały pod nogi dreptających w miejscu manifestantów. Mało kto je podejmował. Jakim takim powodzeniem cieszyły się tylko wyczytywane nazwiska oskarżonych: prawicowych polityków. Wokół, na tarasach kawiarń, więcej ludzi niż manifestantów na placu. Sympatycy.

Hasła na placu Bastylii zróżnicowane. Tak bardzo, że mogłyby się wydać nie na temat. Cały arsenał lewicowej argumentacji: rasizm, mniejszości, bieda, wyzysk, kapitalizm, imigranci, homofobia, równość, nienawiść. Jedne na tak, drugie na nie. Nie widzą niespójności? "Wręcz przeciwnie, to spójne, bo jesteśmy lewicą. To lewicowe hasła, tworzą całość." Jeśli ktoś śledzi francuską scenę polityczną, to zna je od lat sześćdziesiątych. A najbardziej od roku 68. Na jednej z tablic napis: "Tak dla małżeństwa". Oczom nie wierzę: taki napis, na lewicowej manifestacji? Co z tego, że wesele ma być gejowskie? Małżeństwo to jeden z instrumentów opresji zmurszałego społeczeństwa, które 68 rok chciał zburzyć i zbudować od nowa. Dekonstrukcja nie tak miała wyglądać. Co z tego, że małżeństwo dla wszystkich ma być zalegalizowane w imię równości?  Równość dostępu do burżuazyjnych instytucji społecznych to kpina z ideałów 68 roku.

Być może to powrót do rewolucji burżuazyjnej.  Na tym placu stała kiedyś Bastylia, symbol opresji monarchii. Gdy  w imię wolności ją zburzono, gdzieś trzeba było wsadzać więźniów, wszystkich nie dało się zgilotynować, zamykano ich w Conciergerie. Dziś na miejscu Bastylii-więzienia stoi betonowa Opera-Bastylia, wzniesiona w imię idei równości przez socjalistycznego prezydenta Mitteranda, jako przeciwwaga dla burżuazyjnej Opery Garnier.  Francuzi mają zbyt bogatą historię. Pogubili się w historycznych odniesieniach. A najbardziej pogubiła się lewica. Jeżeli w środę Francja, niegdyś ojczyzna postępu,  zalegalizuje rewolucję obyczajową, to stanie się to w Senacie (średnia wieku senatorów ok. 70 lat), nie na ulicy. Nie wystarczy stanąć na placu Bastylii, by być rewolucjonistą. Jeżeli Senat powie "nie" to będzie to zwycięstwo tamtej drugiej ulicy. Tej, na której 270 tysięcy ludzi mówi "stop: dalej nie pójdziemy, nie chcemy być postępowi".

Przypadkowy obserwator, bez względu na opinie polityczne, pewnie lepiej poczułby się na Denfert-Rochereau niż na placu Bastylii. Szczerzej. Mniej doktrynersko. Więcej entuzjazmu. Świeżej. Dopiero dziś z gazet dowiedziałem się, że w "manifestacji dla wszystkich" szli znani politycy z UMP, partii Sarkoziego. Ci na prawo od niego. Tacy Gowinowie do kwadratu. To ich nazwiska wykrzykiwano na placu Bastylii. Kandydaci do ścięcia. Dziś można było ich zobaczyć na zdjęciach idących ramię w ramię z członkami rasistowskiego, homofobicznego, skrajnie prawicowego Frontu Narodowego. Niektórzy przyznawali, że to niefortunne sąsiedztwo. Niefortunne, ale szczere. Te zdjęcia to silniejszy argument lewicy niż wczorajsza manifestacja na placu Bastylii. To prawdziwy dowód oskarżenia. Obok innego: odnotowano kilka incydentów wywołanych przez homofobów. Nie wiadomo, czy to wpłynie na wynik glosowania w Senacie. Wiadomo, że nie wpłynie na odnowę francuskiej lewicy.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Do kogo przyjeżdża Trump?

Ryszard Petru ma rację, gdy się upiera, że Donald Trump nie przyjeżdża do Kaczyńskiego, tylko do Polski. Oczywiście nie można zaakceptować pisowskiej retoryki, wedle której Stany Zjednoczone Donalda Trumpa są sojusznikiem Polski Jarosława Kaczyńskiego. Ale czy przychodzenie na wiec poparcia na placu Krasińskich jest dobrym sposobem, żeby takiemu stawianiu sprawy przez PiS się przeciwstawić? Myślę, że nie.
Donald Trump przyjeżdża do Polski trochę jak Erdogan chciał przyjechać do Niemiec: na spotkanie ze swoimi. Erdogan tak jak Trump chciał sobie zorganizować wiec. Nie zorganizował, Niemcy go nie wpuścili. Nie mówię, że Trumpa nie należy wpuszczać: USA to nie Turcja, Polska to nie Niemcy. Można spluwać z pogardą na realpolitik, ale nie każdego stać na uprawianie polityki kształtującej realia, a wtedy to realia kształtują politykę. Tak już jest. Rzeczą nie do pomyślenia jest jednak, żeby Trump sobie organizował w Polsce gospodarską wizytę w centrum miasta i żeby jego ambasador na nią zapr…

PiS walczy z kastami, czyli algorytm zmiany ustroju

Beata Szydło, premier polskiego rządu, powiedziała, że w imię sprawiedliwości społecznej, PiS konsekwentnie przeprowadzi reformę wymiaru sprawiedliwości odbierając władzę nad nim kaście i korporacji prawniczej. To ważne słowa, bo w prosty sposób przedstawiają retoryczny algorytm tłumaczący zmianę ustroju państwa przeprowadzaną przez Jarosława Kaczyńskiego. Oto na czym on polega.

Sędziowie i adwokaci tworzą kastę (korporację) prawną.
Służba cywilna tworzy kastę (korporację) urzędniczą.
Media tworzą kastę (korporację) dziennikarską.
Politycy tworzą kastę (korporację) polityczną.
Organizacje pozarządowe tworzą kastę (korporację) pozarzadową czyli pozapaństwową czyli pozanarodową.
Unia Europejska tworzy kastę (korporację) obcych (z natury rzeczy wrogów Polski).

Tylko PiS nie tworzy kasty ani korporacji. Nie ma tam bowiem sędziów, adwokatów, urzędników, polityków, pozarządowców ani, za przeproszeniem, Europejczyków. Są natomiast zwarte szeregi realizatorów woli Suwerena, czyli Polaków popi…

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby publicznego, ale w sumie nie tak bardzo, bo o zasięgu bardziej niż ograniczonym. To jest ostatni wpis, bo co tu jeszcze pisać.
Właściwie, to co chciałem napisać, już tu jest, mógłbym się tylko powtarzać. O Polsce PiS i Jarosława Kaczyńskiego pisałem w cyklu "Państwo PiS jest nie z tej Europy" (linki poniżej) zanim zdobyli władzę. Nie z tej Europy, którą uważam za swoją. Bo Europy są różne. Tak różne jak ci, którzy na europejskość się powołują. Nie chodzi jednak o to, kto na Europę ma prawo lub nie ma prawa się powoływać, ale po co to robi: z jakim zamiarem, i z jaka pamięcią Europy w głowie. Pisałem o państwie PiS w przekonaniu, że również demokracje są różne. Nie tylko dlatego, że miewają różne konstytucje, bo to oczywiste, ale z powodu zróżnicowanego stosunku do prawa i do wolności.
Pisałem z pozycji osoby, która ma dość jasną wizję dem…