Przejdź do głównej zawartości

Polaczek, żydek i murzynek

Przedstawiciele Bielmaru, producenta margaryny „Palma” z Bielska-Białej, twierdzą, że nie rozumieją czemu grafikę opakowania ich produktu uznano za rasistowską. Jak zareagować na takie wyznanie bezrozumności? Nie idźmy na łatwiznę. Odrzućmy nęcącą grę słów (Bielsko-Biala, ha ha ha, białe Bielsko, wiadomo; i jeszcze Biel-mar!). Nie czepiajmy się branży tłuszczów utwardzonych: producenci asfaltu albo bambusowych tyczek też mogliby ozdobić takim logotypem swoje produkty. I też mogliby się tłumaczyć, że nie rozumieją. Bo to nie sprawa branży, ani geografii. Nierozumność, jako ułomność umysłu, to kwestia indywidualna. Ale co począć, gdy nierozumność jest zbiorowa? Zbiorowa jak system wyobrażeń społecznych.

Po pierwsze, nie odnosić się do nierozumności ze zrozumieniem. Nie akceptować. Nie traktować jak usprawiedliwienia. Miał racje nieodżałowany Andrzej Szczypiorski: głupota jest kategorią moralną. Po drugie, edukować. Nie na pamięć. Nie z przymusu. Niech czytają i mówią ze zrozumieniem. Aż zrozumieją. W Polsce, kraju bez kolonialnej przeszłości, pojawili się w międzywojniu ludzie, którym niejednego udało się przekonać, że swą potęgę niepodległa Polska zbuduje na kolonializmie. Kilkaset lat opóźnienia w stosunku do tych, którzy wcześniej wpadli na ten pomysł i którzy do dziś borykają się z dziedzictwem kolonializmu. Debatę, którą dziś wywołuje w Polsce Murzynek Bambo albo margaryna Palma, prowadzili w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. We Francji przykładem tych sporów jest producent czekolady Banania. Jego logo, dziś prawnie zakazane, pochodzi z lat trzydziestych, epoki, kiedy polska Liga Morska i Kolonialna zgłaszała chęć kolonizacji Madagaskaru. Polacy dawno temu przyswoili sobie stereotypy, od kilkudziesięciu przynajmniej lat uznawane za rasistowskie w świecie rozwiniętym (okazuje się, że nie tylko gospodarczo, ale i umysłowo), który zgrzeszył niegdyś kolonializmem i nierozłącznie z nim związanym rasizmem. Polacy, bez grzechu kolonializmu, rasistowskim stereotypom z inne epoki pozostają wierni do dziś. Głupota bez granic. I jak się okazuje również bez granic czasowych.


Nie mam pretensji do Juliana Tuwima, że w latach trzydziestych popełnił „Murzynka Bambo”. Jest jednak objawem umysłowego i kulturowego niedorozwoju traktowanie tego wierszyka jako oczywistej pozycji na liście lektur małego Polaka. Nie mówiąc już o wykorzystywaniu tego tekstu, nie tak dawno przecież, na kursach języka polskiego dla obcokrajowców. Nabożny stosunek Polaków do Sienkiewicza nie usprawiedliwia zaliczania do kanonu dzieł narodowej kultury jego kiepskiej książki pod tytułem „W pustyni i w puszczy”. Postać Kalego, infantylnego, emocjonalnie niedojrzałego, posługującego się niegramatycznym językiem murzyna jest z innych czasów, z innego stanu świadomości i z innej moralności. Nie da się jej „unowocześnić” czego najlepszym dowodem jest siląca się na polityczną poprawność ostatnia (mam nadzieje, że w ogóle ostatnia) ekranizacja utworu. Jest niepojęte, jak w dwudziestym pierwszym wieku, w Europie, może kogoś śmieszyć postać Zuli-Guli (śmieszne jest dopiero to, że dwudziestowieczny Zulu-Gula-Ross został w obecnym stuleciu europosłem) albo Makumby z repertuaru Big Cyca.

Niezrozumienie na czym polega rasizm sympatycznej buźki murzynka na opakowaniu margaryny Palma można tłumaczyć nieświadomością społeczną w kraju, w którym nie było kolonializmu. Można je zrzucać na karb złych, obcych wzorców. Asfaltowo-bambusowy rasizm już trudniej kolonialnym dziewictwem Polski wytłumaczyć. Nic jednak w Polsce, właśnie tutaj, nie dziwi bardziej, niż antysemickie aluzje w życiu publicznym, antysemickie publikacje w kioskach, i poczciwy antysemityzm idiotów, którzy swe firmy i sklepiki dekorują portretami żyda z pieniążkiem – na szczęście i żeby się wiodło w interesach. Oferta „żydków” na Allegro i w niejednej galerii sztuki jest nieprzebrana. Pomijając już tragiczną przeszłość, jest to trudne do wytłumaczenia w Polsce, gdzie każdy objaw negatywnie stereotypowego odniesienia do Polaków w świecie jest odbierany histerycznie i nierzadko kończy się interwencją najwyższych władz lub wezwaniem do bojkotu. Aż by się chciało powiedzieć: moralność Kalego. Całkowity brak konsekwencji to też objaw głupoty.

Nerwowo reagujemy na image d’Epinal Polaka przedstawiający osiłka o blado-różowej twarzy i włosach bez koloru, z tępym spojrzeniem utkwionym w zamku niemieckiego samochodu, który właśnie stara się ukraść. A dla idiotów innej narodowości niż nasza to niejednokrotnie typowy Polaczek właśnie. Każdemu, kto nie widzi nic złego w obrazku typowego „murzynka” na opakowaniu, typowego „żydka” na ścianie, zalecałbym dprzucić do kompletu portret typowego „polaczka”. Jeżeli się na nim nie rozpozna, może zrozumie niestosowność typowych, rasistowskich wizerunków.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby publicznego, ale w sumie nie tak bardzo, bo o zasięgu bardziej niż ograniczonym. To jest ostatni wpis, bo co tu jeszcze pisać.
Właściwie, to co chciałem napisać, już tu jest, mógłbym się tylko powtarzać. O Polsce PiS i Jarosława Kaczyńskiego pisałem w cyklu "Państwo PiS jest nie z tej Europy" (linki poniżej) zanim zdobyli władzę. Nie z tej Europy, którą uważam za swoją. Bo Europy są różne. Tak różne jak ci, którzy na europejskość się powołują. Nie chodzi jednak o to, kto na Europę ma prawo lub nie ma prawa się powoływać, ale po co to robi: z jakim zamiarem, i z jaka pamięcią Europy w głowie. Pisałem o państwie PiS w przekonaniu, że również demokracje są różne. Nie tylko dlatego, że miewają różne konstytucje, bo to oczywiste, ale z powodu zróżnicowanego stosunku do prawa i do wolności.
Pisałem z pozycji osoby, która ma dość jasną wizję dem…

Zdrowe, bo polskie

Polacy są przekonani, że polska żywność jest najlepsza na świecie: najsmaczniejsza, bo Polacy lubią zjeść; najzdrowsza, bo swojego chowu wszystko i naturalne. Nic w tym dziwnego, wiele narodowości ma o swojej żywności dobre zdanie. Jeżeli jeszcze zagranicą ją kupują, to już na pewno wiadomo, że musi być dobra, byle czego by nie kupowali.

Polscy producenci żywności rzeczywiście dużo eksportują i nawet jeżeli konkurencyjna cena produktów i słabość złotego sprzyjają ich sukcesowi, to nie są jedynym wytłumaczeniem tego sukcesu: jakość robi swoje. Ale jeżeli głównym atutem  i znakiem rozpoznawczym polskiej żywności ma być jakość, to o jej uznanie trzeba walczyć. Poważnie traktować każdą rysę na wizerunku, nawet najmniejszą.  Reagować na każdą krytykę, która może marce zaszkodzić.

A tych rys jest coraz więcej. Rosyjskie embargo na mięso można było tłumaczyć względami politycznymi. Nie było ono w stanie zmniejszyć zaufania do polskich produktów w UE. Ale już użycie w masarniach zanieczyszczo…

Euromity: UE zakaże używania cynamonu

To jedna z najbardziej typowych bzdur, jakie na temat UE mogą rozpowszechniać ignoranci. Jeden z nich podpisał tekst na ten temat na Onecie, sensacja doczekała się publikacji też w innych miejscach (TVN24 BiŚ). Autor powołuje się na jakiś raport jakichś naukowców wskazujący na szkodliwy wpływ na ludzki organizm kumaryny zawartej w cynamonie. Nic w tym dziwnego, wszak codziennie ukazują się raporty wskazujące na szkodliwy lub, przeciwnie, zbawienny wpływ różnych substancji na ludzkie zdrowie. Jaki to ma związek z UE?

Zdaniem autora tekstu do Komisji rolnictwa Parlamentu Europejskiego trafił projekt rozporządzenia ograniczający używanie cynamonu. Wedle innych doniesień sprawą zajmuje się parlamentarna komisja zdrowia. Po pierwsze, żeby projekt mógł trafić do komisji parlamentarnej, musiałby istnieć. A nie istnieje. Po drugie, Parlament Europejski nie ma inicjatywy ustawodawczej, projekt musiałby przyjść z Komisji Europejskiej, w której jednak nigdy, ani przez chwilę, nie rozważano możl…