Przejdź do głównej zawartości

Pierwsza krucjata antydżenderowa

Jeszcze rok, półtora roku temu informacja, że się ukończyło na uniwersytecie gender studies wywoływała zwykle niezrozumienie. Co takiego ? Jakie „studies” ? Ale to się zmieniło. Dziś wywołuje przerażenie. Albo podniecenie. Nie, co ty, naprawdę?! Za sprawą katolickich hierarchów, rzeszy proboszczów i wikarych oraz tak zwanych środowisk konserwatywnych niszowe studia stały się powszechnie znane. Ale nie jako kierunek uniwersytecki, nie jako specjalizacja badawcza tylko jako ideologia wszelkiego zła.

„Gender" to „ideologia groźna jak nazizm", to „gendertotalitaryzm” – mówi katocelebryta YouTube'a ksiądz Dariusz Oko. Według publicysty Frondy Tomasza Terlikowskiego, „gender” to groźna ideologia, która zagraża naszym dzieciom. Ideologia gender „niszczy człowieka” - glosi w Naszym Dzienniku ksiądz profesor Janusz Bujak, a abp Marek Jędraszewski z Łodzi, w imieniu „wspólnoty polskich biskupów » przestrzega, że gender „uderza w rodzinę", a więc także w „przyszłość społeczeństwa", „prowadzi do śmierci cywilizacji.



Czarny pijar przeciw gender i homolobby

Ten, kto wymyślił termin "ideologia gender" powinien dostać jakieś grand prix czarnego pijaru. Angielskie słowo "gender" potęguje uczucie obcości. A termin "ideologia" narzuca relację opartą na konfrontacji: nie można już być neutralnym, trzeba zająć stanowisko, wybrać obóz i się okopać. W odróżnieniu od filozofii czy teorii, „ideologia jest narzędziem bezwzględnej walki o swoje interesy, także kosztem prawdy i dobra – uzasadnia ksiądz Oko użycie terminu ideologia - narzędziem w bezpardonowej walce o korzyści dla ateistycznego gender i homolobby” (Tygodnik Niedziela, 24/2013).

Tymczasem nie ma czegoś takiego jak „ideologia gender”. Jest stworzone w latach sześćdziesiątych pojęcie „gender”, stosowane jak instrument badawczy. Można uważać, że jest przydatne albo nie, ale nie można być za albo przeciw niemu. Tym samym nie ma „teorii gender” , z którą można się zgodzić lub ją odrzucić. Pojęcie „gender” ma polskie tłumaczenie: to społeczno-kulturowa tożsamość płciowa. Odróżnia się ją od pojęcia płci biologicznej ograniczającego się do fizjologii, anatomii i genetyki. „Studia gender” od początku lat dziewięćdziesiątych zajmują się badaniem roli społecznej mężczyzn i kobiet, starają się dociec co oznacza dziś, w sensie społecznym, bycie mężczyzną albo kobietą, jaka jest relacja między nimi, jaka jest ich społeczna sytuacja.

Najwyraźniej jest dziś w Kościele zapotrzebowanie na krucjatę. Ale trudno prowadzić krucjatę przeciw instrumentom badawczym, naukowym pojęciom czy studiom uniwersyteckim. Można natomiast ogłosić ją przeciw „propagatorom ideologii”. Branding wroga poprzez użycie słowa „ideologia” powiódł się znakomicie.



"Chłopaki nie płaczą"

Pije jak chłop (wypowiedziane z niesmakiem), ma powodzenie u kobiet (z uznaniem), ugania się za chłopami (czyli dziwka), ubiera się jak facet (czyli pozbawiona kobiecości, może lesbijka), marze się jak baba (czyli niemęski) – przypisanych męskości i kobiecości cech jest bez liku, od najwcześniejszych lat życia. „Nie będę chodzić w takich dziewczyńskich butach” zaprotestuje chłopiec już w przedszkolu. A Tadeusz Wozniak w ostatnim Dużym Formacie (28/11/2013) oświadczył: „zawsze uważałem, że piosenkarstwo to zawód mało męski. Raczej dla kobiet." Studia gender badają zjawisko kulturowego przepisania i utrwalenia tych cech i zachowań, nie negują męskości i kobiecości, stawiają pytania, na przykład jak i dlaczego tak pojmowane męskości i kobiecość wpływają na dostęp do zawodu, na wysokość płacy, na łatwość awansu, na zajmowane stanowisko.

W Radiu PiN, które wchodząc lata temu na rynek reklamowało się jako jedyna stacja tylko dla facetów, leci reklama: kobieca kobieta prosi męskiego mężczyznę, by znalazł dla nich odpowiednie mieszkanie, takie żeby jej łatwo było wracać z zakupami do domu. A on nie wie jak: gdzie ja Ci takie mieszkanie znajdę, pyta po męsku zniechęcony. A ona wie i po kobiecemu, głosem przymilnej prośby mu mówi co i jak, bo się dowiedziała. Reklama się kończy i tylko wyznawca "ideologii gender" może udawać, że nie wie, czemu ta kobieta, skoro sama wie, się tym sama nie zajmie. Bo każdy inny, normalny człowiek, rozumie: kobieta nie załatwia takich spraw. Przecież jest kobietą.


Kobieta za kierownicąBeauty Parade, marzec 1952 (na zdj. Betty Page)                                                                   źródło: Wikimedia commons

"Baby są jakieś inne"

Badacze posługujący się pojęciem gender mogliby uznać kobiecą rolę w tej reklamie za ilustrację kulturowo uwarunkowanego i wyćwiczonego zachowania. Dla fundamentalistów katolickich natomiast będzie to odwód na zaprogramowaną przez Boga odmienność kobiety i mężczyzny. To z tej wrodzonej, uwarunkowanej biologiczną płcią odmienności wynikają ich role i nie ma od tego ucieczki. Próba zmiany tego stanu rzeczy jest pogwałceniem boskiego porządku i zasad religii. A to już objaw zła, któremu trzeba się przeciwstawić.

Inaczej zwolennicy równości między kobietami i mężczyznami posługujący się pojęciem społeczno-kulturowej tożsamości płciowej: będą poszukiwali sposobu, by to zmienić zachęcając dziewczynkę do wzięcia odpowiedzialności, podjęcia decyzji i działania tak, by była do tego zdolna i społecznie uprawniona również kiedy stanie się dorosłą kobietą. Niech to będzie jej wybór. Na równi z mężczyzną i na takich samych zasadach powinna mieć prawo do samorealizacji i uczestniczenia w życiu społecznym. Choć to trudne w Polsce do wyobrażenia, można być katolikiem i do tak pojętej równości dążyć. Bo rozróżnienie między tymi, którzy do badań genderowych się odwołują a tymi, którzy widzą w nich szatańską ideologię nie odzwierciedla podziału na wierzących i ateistów, na katolików i niekatolików, tylko na religijnych fundamentalistów i na ludzi otwartych.



Równość to nie identyczność

Dla fundamentalistycznych katolików dążenie do społecznej równości kobiet i mężczyzn jest jednoznaczne z dążeniem do zaprzeczenia biologicznej różnicy między kobietą a mężczyzną. To oczywista bzdura, pomieszanie roli społecznej z biologią. Równość to nie identyczność. Głupota, ignorancja czy zła wola? Proporcje między tymi składnikami fundamentalizmu różnie rozkładają się u różnych jego przedstawicieli.

Ale przyjmując taki punkt widzenia idą o krok dalej, identyfikując "ideologię gender" z "promocją homoseksualizmu". Jedynie znana i analizowana od dawna seksualna obsesja katolickich fundamentalistów może wytłumaczyć taką interpretację, bo choć badania gender mogą być pomocne w analizowaniu seksualności, to ich utożsamienie z jedną orientacją seksualną lub jej "krzewieniem" to oczywista, odwołująca się do homofobii manipulacja.

Niedawno bezpośredniego wpływu "ideologii gender" na seksualność dopatrzył się arcybiskup Michalik, identyfikując ją jako przyczynę … pedofilii (kazanie wygłoszone we Wrocławiu 16.10.2013). Rzecznik episkopatu tłumaczył potem, że nie chodziło o przyczynę tylko o "faktor". Inne "faktory" to rozwody i pornografia. Ciekawe, jaki faktor zadecydował o tym, że Bóg odebrał swoim sługom rozum? Rozum, ale przecież nie wiedzę: nie ma powodu przypuszczać, że członkowie episkopatu nie znają się na pedofili.



Kobiecy komplement

Dla katolika fundamentalisty biologiczne różnice między kobietą a mężczyzną dowodzą, że również o zróżnicowaniu ich ról i pozycji społecznych zadecydował Bóg. Jako wyznawcy esencjalizmu fundamentaliści katoliccy głoszą pogląd, że natura ludzka jest odwieczna i niezmienna, a ponieważ człowiek rodzi się albo kobietą albo mężczyzną, to – jak mówi arcybiskup Jędraszewski - „tożsamość człowieka określana jest już przez same struktury biologiczne”.

Przez długie wieki, przed pojawieniem się w latach sześćdziesiątych pojęcia gender, w taki sposób uzasadniano męską dominację w społeczeństwie i pozycję kobiety: biernej, zależnej od mężczyzny i jemu podległej, zabiegającej o jego ochronę w zamian za macierzyństwo, które jest jej jedynym przeznaczeniem. Nie ma mowy o dominacji, rzecz jasna, lecz o komplementarności płci. Dla porządku społecznego ta komplementarności jest kluczowa, przy czym to kobieta jest dopełnieniem mężczyzny, a nie na odwrót.



Tajne i jawne eksperymenty na dzieciach

Pomysł, by się rolami zamieniać, to oczywiście zboczenie. Nawet na niby, w ramach zabawy, mogłoby to być dozwolone jedynie od lat osiemnastu. Ale nie wcześniej! I dlatego słuszne Stanisław Pięta (a może Pieta? - byłoby nabożniej), poseł konserwatysta-antykomunista z PiS (tak się przedstawia na Twitterze), wystąpił z interpelacją w sprawie programu edukacyjnego "Równościowe przedszkole". Zażądał ujawnienia listy 86 przedszkoli, w których prowadzone są "eksperymenty na dzieciach". Mógłby zajrzeć do internetu, znalazłby informację bez problemu. Ale tak lepiej brzmi: ujawnia się wszak tylko to, co tajne. A wyznawcy "ideologii gender", poza działaniami jawnymi, prowadzą też oczywiście działania tajne wymierzone w naturalny społeczny porządek. Tak jak mędrcy Syjonu albo masoni: ich spiski czujni obrońcy moralności, Boga i naturalnego porządku demaskowali podobnie, jak dziś demaskują "genderyzm".

Obrońcy „normalności” nie mogą dopuścić do dominacji „ideologii gender” w programach nauczania. Tak jak stało się to na Zachodzie, skąd do nas, na Wschód, przychodzą złe wzorce. W Niemczech na przykład władze, opanowane przez „gendertotalitaryzm”, grożą rodzicom więzieniem jeżeli ich dwunastoletnie córeczki okażą się nieposłuszne i odmówią lizania sztucznych członków we wzwodzie, na które nauczycielki/ nauczyciele każą im naciągnąć wielosmakowe prezerwatywy.

Skąd o tym wiadomo? Od księdza Oko, ma się rozumieć. W Polsce na razie prawicowa prasa informuje tylko o próbach zmuszania chłopców do przebierania się za Kopciuszka. Przebieranie chłopa za babę to odzieranie chłopców z godności – alarmuje Nasz Dziennik i Fronda. Chłopcy płaczą – to jednoznaczny dowód odarcia z godności i jednocześnie negowania praw natury, bo przecież wiadomo, że normalnie chłopaki nie płaczą. Prawicowe portale nie odnotowały natomiast czy przebrane za księcia dziewczynki też zostały odarte z godności.

Członkowie episkopatu wielokrotnie potępili złą edukację seksualną i ideologię gender. Każda okazja jest dobra, na przykład święto Bożego Ciała, z którego skorzystał poznański abp Stanisław Gądecki, choć „gender” tego akurat ciała wcale nie jest taki oczywisty. Tylko psychoanalitycy mogą sprawdzić czy właśnie to niedopowiedzenie nie jest przyczyną antygenderowej obsesji Kościoła.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby publicznego, ale w sumie nie tak bardzo, bo o zasięgu bardziej niż ograniczonym. To jest ostatni wpis, bo co tu jeszcze pisać.
Właściwie, to co chciałem napisać, już tu jest, mógłbym się tylko powtarzać. O Polsce PiS i Jarosława Kaczyńskiego pisałem w cyklu "Państwo PiS jest nie z tej Europy" (linki poniżej) zanim zdobyli władzę. Nie z tej Europy, którą uważam za swoją. Bo Europy są różne. Tak różne jak ci, którzy na europejskość się powołują. Nie chodzi jednak o to, kto na Europę ma prawo lub nie ma prawa się powoływać, ale po co to robi: z jakim zamiarem, i z jaka pamięcią Europy w głowie. Pisałem o państwie PiS w przekonaniu, że również demokracje są różne. Nie tylko dlatego, że miewają różne konstytucje, bo to oczywiste, ale z powodu zróżnicowanego stosunku do prawa i do wolności.
Pisałem z pozycji osoby, która ma dość jasną wizję dem…

Zdrowe, bo polskie

Polacy są przekonani, że polska żywność jest najlepsza na świecie: najsmaczniejsza, bo Polacy lubią zjeść; najzdrowsza, bo swojego chowu wszystko i naturalne. Nic w tym dziwnego, wiele narodowości ma o swojej żywności dobre zdanie. Jeżeli jeszcze zagranicą ją kupują, to już na pewno wiadomo, że musi być dobra, byle czego by nie kupowali.

Polscy producenci żywności rzeczywiście dużo eksportują i nawet jeżeli konkurencyjna cena produktów i słabość złotego sprzyjają ich sukcesowi, to nie są jedynym wytłumaczeniem tego sukcesu: jakość robi swoje. Ale jeżeli głównym atutem  i znakiem rozpoznawczym polskiej żywności ma być jakość, to o jej uznanie trzeba walczyć. Poważnie traktować każdą rysę na wizerunku, nawet najmniejszą.  Reagować na każdą krytykę, która może marce zaszkodzić.

A tych rys jest coraz więcej. Rosyjskie embargo na mięso można było tłumaczyć względami politycznymi. Nie było ono w stanie zmniejszyć zaufania do polskich produktów w UE. Ale już użycie w masarniach zanieczyszczo…

Euromity: UE zakaże używania cynamonu

To jedna z najbardziej typowych bzdur, jakie na temat UE mogą rozpowszechniać ignoranci. Jeden z nich podpisał tekst na ten temat na Onecie, sensacja doczekała się publikacji też w innych miejscach (TVN24 BiŚ). Autor powołuje się na jakiś raport jakichś naukowców wskazujący na szkodliwy wpływ na ludzki organizm kumaryny zawartej w cynamonie. Nic w tym dziwnego, wszak codziennie ukazują się raporty wskazujące na szkodliwy lub, przeciwnie, zbawienny wpływ różnych substancji na ludzkie zdrowie. Jaki to ma związek z UE?

Zdaniem autora tekstu do Komisji rolnictwa Parlamentu Europejskiego trafił projekt rozporządzenia ograniczający używanie cynamonu. Wedle innych doniesień sprawą zajmuje się parlamentarna komisja zdrowia. Po pierwsze, żeby projekt mógł trafić do komisji parlamentarnej, musiałby istnieć. A nie istnieje. Po drugie, Parlament Europejski nie ma inicjatywy ustawodawczej, projekt musiałby przyjść z Komisji Europejskiej, w której jednak nigdy, ani przez chwilę, nie rozważano możl…