Przejdź do głównej zawartości

Gazeta, Rzepa i Verhofstadt o Orbanie

W dzisiejszej Gazecie Wyborczej, na pierwszej stronie, artykuł na temat Węgier. To reakcja na wczorajsze oświadczenie Komisji Europejskiej, która "wyraża niepokój" i zapowiada na 17 stycznia decyzje w sprawie naruszenia przez Węgry prawa UE (polecam interesujący artykuł na ten temat w rubryce Lektury tego bloga).

Victor Orbán                  ©Kadmos-Europa
Zaobserwować można zabawne zjawisko: czym więcej Gazeta o sytuacji na Węgrzech pisze, tym mniej miejsca poświęca sprawie Rzeczpospolita. Czym krytyczniej na poczynania Viktora Orbána patrzy Gazeta, tym silnej w obronę bierze go Rzepa. Rozumiem konkurencję między tymi dwoma tytułami. Rozumiem, że pisowska wrażliwość Rzeczpospolitej każe na Orbána patrzeć z pewną wyrozumiałością. Ale przecież kiedy się przyjrzeć temu, co on wyprawia, to jednak trzeba być świadomym, że broniąc jego poczynań i krytykując jego międzynarodowych i europejskich oponentów wyraża się poparcie dla postaw antydemokratycznych, dla władzy o zapędach autorytarnych. Rzepa ma obsesję, chorobliwą potrzebę bycia anty-Gazetą. Każdy buduje sobie tożsamość jak potrafi. Są jednak pewne granice: można nie lubić Michnika, ale żeby w tym zapamiętaniu opowiadać się za dyktaturą, to już jednak przesada.

W artykule na pierwszej stronie Gazety autor cytuje przywódcę liberałów w Parlamencie Europejskim, Guy Verhofstadta, który niezmiennie się dziwi, że Komisja Europejska ociągała się z reakcją na sytuację w Budapeszcie, podczas gdy Hillary Clinton tak odważnie zareagowała. Osobiście wolałbym, żeby Komisja zareagowała mocniej i szybciej. I żeby wszyscy zareagowali: Parlament Europejski (tak, tak, Panie Verhofstadt)  i polski rząd też. Ale trzymajmy się faktów: Komisja jednak zareagowała pierwsza. Barroso i trzech wiceprzewodniczących Komisji. Belgijski polityk i polski dziennikarz, który go cytuje pewnie listu Hillary Clinton, który przywołują, nie widzieli na oczy. Bo gdyby go przeczytali, to zobaczyliby, że również ona na stanowisko Komisji się powołuje. Nie trzeba być chyba wybitnym ekspertem od chronologii, żeby wydumać, iż Clinton powołuje się na coś, co zaistniało wcześniej, a nie na coś, co dopiero nastąpi. Clinton napisała swój list 27 grudnia, gdy wymiana zdań między Komisją Europejską a rządem Orbána nieźle się już rozkręciła. Nie chodzi o obronę Komisji. Ale o stosunek do informacji i do prawdy zarówno ze strony polityka (przede wszystkim) jak i ze strony dziennikarza (choć jego usprawiedliwia po części to, że cytuje).

A oto list Hillary Clinton:


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zdrowe, bo polskie

Polacy są przekonani, że polska żywność jest najlepsza na świecie: najsmaczniejsza, bo Polacy lubią zjeść; najzdrowsza, bo swojego chowu wszystko i naturalne. Nic w tym dziwnego, wiele narodowości ma o swojej żywności dobre zdanie. Jeżeli jeszcze zagranicą ją kupują, to już na pewno wiadomo, że musi być dobra, byle czego by nie kupowali.

Polscy producenci żywności rzeczywiście dużo eksportują i nawet jeżeli konkurencyjna cena produktów i słabość złotego sprzyjają ich sukcesowi, to nie są jedynym wytłumaczeniem tego sukcesu: jakość robi swoje. Ale jeżeli głównym atutem  i znakiem rozpoznawczym polskiej żywności ma być jakość, to o jej uznanie trzeba walczyć. Poważnie traktować każdą rysę na wizerunku, nawet najmniejszą.  Reagować na każdą krytykę, która może marce zaszkodzić.

A tych rys jest coraz więcej. Rosyjskie embargo na mięso można było tłumaczyć względami politycznymi. Nie było ono w stanie zmniejszyć zaufania do polskich produktów w UE. Ale już użycie w masarniach zanieczyszczo…

Euromity: UE zakaże używania cynamonu

To jedna z najbardziej typowych bzdur, jakie na temat UE mogą rozpowszechniać ignoranci. Jeden z nich podpisał tekst na ten temat na Onecie, sensacja doczekała się publikacji też w innych miejscach (TVN24 BiŚ). Autor powołuje się na jakiś raport jakichś naukowców wskazujący na szkodliwy wpływ na ludzki organizm kumaryny zawartej w cynamonie. Nic w tym dziwnego, wszak codziennie ukazują się raporty wskazujące na szkodliwy lub, przeciwnie, zbawienny wpływ różnych substancji na ludzkie zdrowie. Jaki to ma związek z UE?

Zdaniem autora tekstu do Komisji rolnictwa Parlamentu Europejskiego trafił projekt rozporządzenia ograniczający używanie cynamonu. Wedle innych doniesień sprawą zajmuje się parlamentarna komisja zdrowia. Po pierwsze, żeby projekt mógł trafić do komisji parlamentarnej, musiałby istnieć. A nie istnieje. Po drugie, Parlament Europejski nie ma inicjatywy ustawodawczej, projekt musiałby przyjść z Komisji Europejskiej, w której jednak nigdy, ani przez chwilę, nie rozważano możl…

Polaczek, żydek i murzynek

Przedstawiciele Bielmaru, producenta margaryny „Palma” z Bielska-Białej, twierdzą, że nie rozumieją czemu grafikę opakowania ich produktu uznano za rasistowską. Jak zareagować na takie wyznanie bezrozumności? Nie idźmy na łatwiznę. Odrzućmy nęcącą grę słów (Bielsko-Biala, ha ha ha, białe Bielsko, wiadomo; i jeszcze Biel-mar!). Nie czepiajmy się branży tłuszczów utwardzonych: producenci asfaltu albo bambusowych tyczek też mogliby ozdobić takim logotypem swoje produkty. I też mogliby się tłumaczyć, że nie rozumieją. Bo to nie sprawa branży, ani geografii. Nierozumność, jako ułomność umysłu, to kwestia indywidualna. Ale co począć, gdy nierozumność jest zbiorowa? Zbiorowa jak system wyobrażeń społecznych.

Po pierwsze, nie odnosić się do nierozumności ze zrozumieniem. Nie akceptować. Nie traktować jak usprawiedliwienia. Miał racje nieodżałowany Andrzej Szczypiorski: głupota jest kategorią moralną. Po drugie, edukować. Nie na pamięć. Nie z przymusu. Niech czytają i mówią ze zrozumieniem. A…