Przejdź do głównej zawartości

Orbán nie reformuje uniwersytetów

Wydawałoby się, że Victor Orbán, generalissimus Fideszu, niepodzielny władca Wielkich Węgier  (d. premier Republiki Węgierskiej), nie odpuści nikomu. Krytykom jego polityki wydaje się, że media (nie tylko publiczne, ale i prywatne), bank centralny, sędziowie, prokuratorzy i Krajowa Rada Sądownictwa, Trybunał Konstytucyjny i Sąd Najwyższy, Rzecznik praw obywatelskich i Główny Urząd Ochrony Danych Osobowych, związki wyznaniowe, notariusze, mniejszości narodowe (czyli "inne narodowości" żyjące w obrębie państwa będącego własnością Węgrów), że wszyscy bez wyjątku - jeśli tylko nie zostali zdelegalizowani, unieważnieni lub wysłani na emeryturę, dostali się pod kontrolę Orbána i jego partii.  


Zbuntowany Uniwersytet Warszawski, 1989                                    ©Kadmos-Europa
Tymczasem nie, jest wyjątek: uniwersytety, szkolnictwo wyższe. Żadnej konstytucyjnej rewolucji w tej dziedzinie. Wyjątek zaskakujący tym bardziej, że młodzież, studiująca lub wykształcona (to nie zawsze idzie w parze) jest zwykle awangardą postępu, obrońcą wolności i demokracji, czynnikiem sprawczym odnowy, symbolem otwartości na świat i przeciwnikiem tępego nacjonalizmu, źródłem fermentu.
Jeśli młodzi, jak powszechnie się uważa, rzeczywiście temu opisowi odpowiadają, to Orbán z jego konserwatywno-nacjonalistyczną polityką i autorytarnymi zapędami powinien być ich głównym wrogiem. I wzajemnie: Orbán powinien skorzystać ze zmiany konstytucji, by również szkolnictwo wyższe objąć partyjną i ideologiczną kuratelą. Nic takiego jednak się nie stało. Dlaczego?
     
Bo - jeśli wierzyć danym sondażowym - młodzi Węgrzy podzielają w znakomitej większości poglądy Orbána i są wyjątkowo podatni na jego urok.  Tygodnik Figyelő, poważne i wiarygodne czasopismo węgierskie, przeprowadził dwa lata temu pamiętny sondaż wśród osób między 18 i 30 rokiem życia. 82% uznało, że Węgry powinny iść własną drogą, że zachodnie rozwiązania nie dla nich. Oczekują, że tak się stanie, bo - jak twierdzi 65% - Węgry nie są w pełni niepodległe, skoro ich gospodarka pracuje na rzecz  zagranicznych interesów. Żeby tej sytuacji zaradzić, Węgry potrzebują głębokiej zmiany systemu rządzenia - tak uważa 73% ankietowanych. Jeśli chcą rewolucji, to jest to rewolucja konserwatywna. Ta, którą przeprowadza Orbán.

Jest mało prawdopodobne, by zagraniczne protesty, apele a może nawet sankcje Unii Europejskiej (uzasadnione i potrzebne, dodajmy), mogły ten stan rzeczy zmienić. Nie zmienią też faktu, że na Węgrzech brak partyjnej alternatywy dla Fideszu: socjaliści są całkowicie skompromitowani, a żadna inna siła zdolna sięgnąć po władzę i uzyskać społeczne poparcie jeszcze się tam nie pojawiła. Ponad połowa Węgrów oświadczyła, że zostałaby w domu, gdy doszło teraz do wyborów. Czekają na swój Ruch Palikota? Może nadejdzie. Na razie, również dzięki poparciu ludzi młodych, Orbán może wygrać kolejne wybory. Pytanie tylko, czy bez pomocy finansowej z zewnątrz kraj, doprowadzony na skraj bankructwa, wytrzyma. Ale to już inny temat.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zdrowe, bo polskie

Polacy są przekonani, że polska żywność jest najlepsza na świecie: najsmaczniejsza, bo Polacy lubią zjeść; najzdrowsza, bo swojego chowu wszystko i naturalne. Nic w tym dziwnego, wiele narodowości ma o swojej żywności dobre zdanie. Jeżeli jeszcze zagranicą ją kupują, to już na pewno wiadomo, że musi być dobra, byle czego by nie kupowali.

Polscy producenci żywności rzeczywiście dużo eksportują i nawet jeżeli konkurencyjna cena produktów i słabość złotego sprzyjają ich sukcesowi, to nie są jedynym wytłumaczeniem tego sukcesu: jakość robi swoje. Ale jeżeli głównym atutem  i znakiem rozpoznawczym polskiej żywności ma być jakość, to o jej uznanie trzeba walczyć. Poważnie traktować każdą rysę na wizerunku, nawet najmniejszą.  Reagować na każdą krytykę, która może marce zaszkodzić.

A tych rys jest coraz więcej. Rosyjskie embargo na mięso można było tłumaczyć względami politycznymi. Nie było ono w stanie zmniejszyć zaufania do polskich produktów w UE. Ale już użycie w masarniach zanieczyszczo…

Polaczek, żydek i murzynek

Przedstawiciele Bielmaru, producenta margaryny „Palma” z Bielska-Białej, twierdzą, że nie rozumieją czemu grafikę opakowania ich produktu uznano za rasistowską. Jak zareagować na takie wyznanie bezrozumności? Nie idźmy na łatwiznę. Odrzućmy nęcącą grę słów (Bielsko-Biala, ha ha ha, białe Bielsko, wiadomo; i jeszcze Biel-mar!). Nie czepiajmy się branży tłuszczów utwardzonych: producenci asfaltu albo bambusowych tyczek też mogliby ozdobić takim logotypem swoje produkty. I też mogliby się tłumaczyć, że nie rozumieją. Bo to nie sprawa branży, ani geografii. Nierozumność, jako ułomność umysłu, to kwestia indywidualna. Ale co począć, gdy nierozumność jest zbiorowa? Zbiorowa jak system wyobrażeń społecznych.

Po pierwsze, nie odnosić się do nierozumności ze zrozumieniem. Nie akceptować. Nie traktować jak usprawiedliwienia. Miał racje nieodżałowany Andrzej Szczypiorski: głupota jest kategorią moralną. Po drugie, edukować. Nie na pamięć. Nie z przymusu. Niech czytają i mówią ze zrozumieniem. A…

Euromity: UE zakaże używania cynamonu

To jedna z najbardziej typowych bzdur, jakie na temat UE mogą rozpowszechniać ignoranci. Jeden z nich podpisał tekst na ten temat na Onecie, sensacja doczekała się publikacji też w innych miejscach (TVN24 BiŚ). Autor powołuje się na jakiś raport jakichś naukowców wskazujący na szkodliwy wpływ na ludzki organizm kumaryny zawartej w cynamonie. Nic w tym dziwnego, wszak codziennie ukazują się raporty wskazujące na szkodliwy lub, przeciwnie, zbawienny wpływ różnych substancji na ludzkie zdrowie. Jaki to ma związek z UE?

Zdaniem autora tekstu do Komisji rolnictwa Parlamentu Europejskiego trafił projekt rozporządzenia ograniczający używanie cynamonu. Wedle innych doniesień sprawą zajmuje się parlamentarna komisja zdrowia. Po pierwsze, żeby projekt mógł trafić do komisji parlamentarnej, musiałby istnieć. A nie istnieje. Po drugie, Parlament Europejski nie ma inicjatywy ustawodawczej, projekt musiałby przyjść z Komisji Europejskiej, w której jednak nigdy, ani przez chwilę, nie rozważano możl…