/.../
Niech ci, którzy krytykują ją za nieobecność w chwilach i miejscach kluczowych, powiedzą, co zamierzają zrobić, by dać jej polityczny i prawny bilet wstępu na te pola aktywności, które znalazły się w traktatch poza obszarem jej kompetencji. Z zainteresowaniem i przekonaniem, że warto, zrobię tabelkę pomysłów racjonalizatorskich. Nie, przepraszam: projektów innowacji, tak się dziś mówi. Słownik się zmienia, idee zostają. Tabelka będzie miała dwie kolumny. Pierwsza pomieści propozycje i postulaty tych, którzy chcą (ale od kogo?) Unii pełną gębą, federalistycznej, mocarnej. Tych, których przeciwnicy nazywaja „euroentuzjastami”. Do drugiej kolumny trafią życzenia i zaklęcia oponentów integracji europejskiej, nie dopuszczających do siebie mysli, że demokracja (bez względu na to, co się przez nią rozumie) może funkcjonować skutecznie i z pożytkiem dla obywateli na poziomie ponadnarodowym. Tych apologetów państwa narodowego euroentuzjaści nazywają eurofobami, symetrystyczni komentatorzy eurosceptykami, a oni sami mówią o sobie, że są eurorealistami (zgodnie z zasadą, że realia już były, a wszystko, co inni chcą stworzyć, to samobójcza mrzonka).
Niech ci, którzy krytykują ją za nieobecność w chwilach i miejscach kluczowych, powiedzą, co zamierzają zrobić, by dać jej polityczny i prawny bilet wstępu na te pola aktywności, które znalazły się w traktatch poza obszarem jej kompetencji. Z zainteresowaniem i przekonaniem, że warto, zrobię tabelkę pomysłów racjonalizatorskich. Nie, przepraszam: projektów innowacji, tak się dziś mówi. Słownik się zmienia, idee zostają. Tabelka będzie miała dwie kolumny. Pierwsza pomieści propozycje i postulaty tych, którzy chcą (ale od kogo?) Unii pełną gębą, federalistycznej, mocarnej. Tych, których przeciwnicy nazywaja „euroentuzjastami”. Do drugiej kolumny trafią życzenia i zaklęcia oponentów integracji europejskiej, nie dopuszczających do siebie mysli, że demokracja (bez względu na to, co się przez nią rozumie) może funkcjonować skutecznie i z pożytkiem dla obywateli na poziomie ponadnarodowym. Tych apologetów państwa narodowego euroentuzjaści nazywają eurofobami, symetrystyczni komentatorzy eurosceptykami, a oni sami mówią o sobie, że są eurorealistami (zgodnie z zasadą, że realia już były, a wszystko, co inni chcą stworzyć, to samobójcza mrzonka).
/.../
c.d.n.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz