Przejdź do głównej zawartości

Europejczycy wszystkich narodów: zdezintegrujcie się!

Zamiast wysłuchać przemówienia Camerona z marszu i na żywca postanowiłem się przygotować i to był błąd. Przeczytałem najważniejsze w powojennej historii wystąpienia brytyjskich premierów poświęcone Europie. Najważniejsze, pracy nie było więc wiele. Nie liczyłem na to, że usłyszę coś całkiem nowego, bo ciągłość w brytyjskim spojrzeniu na integrację europejską (i na każdą inną formę wspólnoty, której Wielka Brytania sama nie kontroluje) jest bezsporna. Nie spodziewałem się też, że Cameron pójdzie w ślady Blaira i poprze ideę europejską. Myślałem jednak, że inspiracją dla niego będzie wyrazisty, imperialny eurosceptycyzm Margaret Thatcher. Jego wystąpienie, sprawnie napisane i powiedziane, okazało się jednak pozbawioną wszelkiej oryginalności powtórką z Johna Majora; wypowiedzianym z emfazą cytatem, bez jednej choćby nowej idei; odzwierciedleniem wahań i braku wizji polityka, który sam zapędził się w ślepy zaułek eurofobii i nie wie teraz jak z niego wyjść. Gdybym wystąpień jego poprzedników nie czytał, pewnie byłbym mniej rozczarowany.

Z Zurychu do Londynu

Winston Churchill w 1946 roku mówił na uniwersytecie w Zurychu o idei Stanów Zjednoczonych Europy. Wielkiej Brytanii w tej wspólnocie nie widział z bardzo prostego powodu: była już członkiem brytyjskiego Commonwealthu. Niech się jednoczą ci, którzy jeszcze nie mają oparcia w żadnej unii. Później jednak idea jednoczenia Europy na wzór Commonwealthu sama z siebie wygasła. Kiedy w 1988 o relacjach swojego państwa z Europą mówiła Margaret Thatcher, Wielka Brytania była już członkiem EWG od 15 lat. W swym wystąpieniu skrytykowała ideę Stanów Zjednoczonych Europy, bo Europa to nie Ameryka. Proces integracji europejskiej porównała do sowieckiego centralizmu. Wspomniała o Europie Centralnej oddzielonej żelazną kurtyną niewątpliwie z kurtuazji: przemawiała w Kolegium Europejskim w Brugii, jego rektorem był wówczas Jerzy Łukaszewski, pierwszy ambasador wolnej już Polski w Paryżu, znawca, zwolennik i praktyk integracji europejskiej w czasach, gdy Polska była jeszcze członkiem RWPG. Wspomniała o Warszawie i Pradze również po to, by było jasne, że Wspólnoty Europejskie to nie Europa, a jedynie jedna z jej emanacji.

M. Thatcher przemawia w Kolegium Europejskim w Brugii, 20.09.88
W 1994 roku, na uniwersytecie w Leiden, w Holandii, John Major protestował przeciw podawaniu w wątpliwość europejskości Wielkiej Brytanii. Wolnorynkowa Europa narodów, w której każdy z członków może uczestniczyć na swój sposób, bo elastyczność jest główną zasadą współpracy, gwarancją konkurencyjności gospodarczej i zabezpieczeniem suwerenności państw narodowych. Róbmy tylko to co praktyczne i wykonalne.  Harmonizacja, jeśli rzeczywiście konieczna dla funkcjonowania jednolitego rynku (brytyjskiego wynalazku!) dopuszczalna jest tylko wtedy, kiedy nie będzie ludziom doskwierała.

Wyjątkowe było wystąpienie Blaira w Strasburgu, na posiedzeniu Parlamentu Europejskiego inaugurującym brytyjską prezydencję w 2005. Bardzo, jak na Brytyjczyka, proeuropejskie. Po części może dlatego, że jego bezpośrednimi odbiorcami byli europosłowie, z których wielu zamierzało mu zgotować chłodne przyjęcie, widząc w brytyjskim przewodnictwie groźbę wyhamowania procesu integracji i sześciomiesięcznej marginalizacji Parlamentu. Ale bili brawo na stojąco. Blair przedstawił się jako "namiętny" pro-Europejczyk od zawsze i brzmiał w tym co mówił szczerze. Również on wzywał do debaty o przyszłości Unii, do jej modernizacji i do większego zaagażowania w ten proces obywateli, większego otwarcia na ich opinie. Blair był też jedynym premierem brytyjskim (nie liczę Churchilla), który publicznie wyraził pogląd, że wspólna Europa jest i powinna być projektem politycznym, a nie tylko wspólnym rynkiem. Spośród cytowanych tu premierów tylko Cameron wygłosił swe przemówienie w Londynie. Miało być w Holandii, ale nie wyszło. To nawet lepiej, bo - w odróżnieniu od poprzedników - Cameron to polityk lokalny, jego wystąpienie adresowane było głównie do eurosceptycznego elektoratu, który ma zapewnić torysom parlamentarną większość w najbliższych wyborach, i do członków swojej własnej partii.

Cameron stawia ultimatum

Cameron powiedział wszystko to, co można już było znaleźć w przemówieniu Majora. Też zaklinał się, że nie jest izolacjonistą, mówił jako ktoś z zewnątrz ("optymistyczny przyjaciel" powiedział o sobie Major), nakłaniał do pragmatyzmu ("nie dajmy się zwieść utopijnym celom" - mówiła Thatcher), podkreślał olbrzymi wkład Wielkiej Brytanii i jej mocarstwową pozycję w świecie (Thatcher nie zawahała się nawet przywołać kolonializmu, który cywilizował świat). Domagał się Europy "elastycznej", à la carte, rynkowej, konkurencyjnej, więc nowoczesnej. Podobnie jak Major, Thatcher ale i Blair apelował o wzięcie pod uwagę głosu tych, którzy w projekt europejski nie wierzą, którzy nie widzą płynących z niego korzyści, ale widzą zagrożenia. I słusznie zauważył, tak jak jego poprzednicy, że ignorowanie rozczarowanych Unią, eurosceptycznie nastawionych obywateli jest pożywką euroceptycyzmu. Pominął jednak fakt, że eurosceptycyzm i pobudzanie antyunijnych fobii jest stosowane przez niego samego i jego partię jako populistyczna pożywka wyborczego sukcesu i oręż w walce o elektorat z rosnącym w siłę UKIP.

Co było nowe? Nowa była zapowiedź referendum. Nowe też było nieustanne używanie trybu warunkowego, typowe dla człowieka, który nie jest pewien gdzie jest ani dokąd zmierza. Nowością było też postawienie innym członkom UE bezsensownego ulitmatum: jeli zgodzicie się zrezygnować z budowanej od ponad pół wieku Unii na rzecz międzynarodowej współpracy ograniczonej do jednolitego rynku, możecie mieć nadzieję, że wtedy Brytyjczycy zagłosują w referendum za uczestnictwem w tak zdefiniowanym przedsięwzięciu; jeśli się nie zgodzicie, wychodzimy z tego interesu. Nowe było wyznaczenie daty wygaśnięcia ultimatum: 2015. Przyjęcie ultimatum ma się odbyć na drodze traktatowej. Nowy traktat ("new settlement") ma być zredagowany tak, by zabezpieczał brytyjskie interesy. Wielka Brytania ma być zwolniona z udziału we wszystkim, co jej nie odpowiada. Holenderska europosłanka Sophie in't Veld zastanawiała się jakie wyłączenia chce jeszcze negocjować Wielka Brytania, która regularnie wyłącza się ze wszystkiego jak leci: z euro, z Schengen, z polityki socjalnej, z obrony praw podstawowych, ze współpracy policji i wymiaru sprawiedliwości. W niektórych dziedzinach już dziś Szwajcaria czy Islandia, nie będące członkami UE, są bardziej zintegrowane z UE niż Wielka Brytania.

Ale Cameron w jednym ma rację: referendum w Wielkiej Brytanii jest potrzebne. Antyeuropejska fobia, między innymi za sprawą samego Camerona, tak bardzo opanowała umysły nad Tamizą, że Brytyjczycy nie mogą tkwić w UE przez niedopowiedzenie. Niech się jasno opowiedzą i przyjmą na siebie odpowiedzialność własnego wyboru. Dla UE też lepiej będzie ustalić zasady współpracy z brytyjskim partnerem na podstawie dwustronnych traktatów, niż mieć w swoim gronie niby-członka, który torpeduje jej rozwój. Owszem, Wielka Brytania, wniosła też do UE pozytywne elementy, bywała gwarantem zachowania pewnej równowagi w definiowaniu gospodarczego i politycznego ustroju. Ale rzeczywiście: jeżeli Wielka Brytania nie czuła się w UE dobrze przez 40 lat swojego członkostwa, to nie poczuje się już nigdy. Chyba, że świadomie podejmie taką decyzję.

Przemówienia Winstona Churchilla, Margaret Thatcher, Jona Majora, Tony'ego Blaira i Davida Camerona można przeczytać w całości (po angielsku) w zakładce Lektury.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ostatni tekst na blogu. Bo szkoda gadać.

Przez parę lat, ze zmienną częstotliwością, publikowałem na tym blogu swoje uwagi i przemyślenia, traktując go jak rodzaj pamiętnika. Niby publicznego, ale w sumie nie tak bardzo, bo o zasięgu bardziej niż ograniczonym. To jest ostatni wpis, bo co tu jeszcze pisać.
Właściwie, to co chciałem napisać, już tu jest, mógłbym się tylko powtarzać. O Polsce PiS i Jarosława Kaczyńskiego pisałem w cyklu "Państwo PiS jest nie z tej Europy" (linki poniżej) zanim zdobyli władzę. Nie z tej Europy, którą uważam za swoją. Bo Europy są różne. Tak różne jak ci, którzy na europejskość się powołują. Nie chodzi jednak o to, kto na Europę ma prawo lub nie ma prawa się powoływać, ale po co to robi: z jakim zamiarem, i z jaka pamięcią Europy w głowie. Pisałem o państwie PiS w przekonaniu, że również demokracje są różne. Nie tylko dlatego, że miewają różne konstytucje, bo to oczywiste, ale z powodu zróżnicowanego stosunku do prawa i do wolności.
Pisałem z pozycji osoby, która ma dość jasną wizję dem…

Euromity: UE zakaże używania cynamonu

To jedna z najbardziej typowych bzdur, jakie na temat UE mogą rozpowszechniać ignoranci. Jeden z nich podpisał tekst na ten temat na Onecie, sensacja doczekała się publikacji też w innych miejscach (TVN24 BiŚ). Autor powołuje się na jakiś raport jakichś naukowców wskazujący na szkodliwy wpływ na ludzki organizm kumaryny zawartej w cynamonie. Nic w tym dziwnego, wszak codziennie ukazują się raporty wskazujące na szkodliwy lub, przeciwnie, zbawienny wpływ różnych substancji na ludzkie zdrowie. Jaki to ma związek z UE?

Zdaniem autora tekstu do Komisji rolnictwa Parlamentu Europejskiego trafił projekt rozporządzenia ograniczający używanie cynamonu. Wedle innych doniesień sprawą zajmuje się parlamentarna komisja zdrowia. Po pierwsze, żeby projekt mógł trafić do komisji parlamentarnej, musiałby istnieć. A nie istnieje. Po drugie, Parlament Europejski nie ma inicjatywy ustawodawczej, projekt musiałby przyjść z Komisji Europejskiej, w której jednak nigdy, ani przez chwilę, nie rozważano możl…

Zdrowe, bo polskie

Polacy są przekonani, że polska żywność jest najlepsza na świecie: najsmaczniejsza, bo Polacy lubią zjeść; najzdrowsza, bo swojego chowu wszystko i naturalne. Nic w tym dziwnego, wiele narodowości ma o swojej żywności dobre zdanie. Jeżeli jeszcze zagranicą ją kupują, to już na pewno wiadomo, że musi być dobra, byle czego by nie kupowali.

Polscy producenci żywności rzeczywiście dużo eksportują i nawet jeżeli konkurencyjna cena produktów i słabość złotego sprzyjają ich sukcesowi, to nie są jedynym wytłumaczeniem tego sukcesu: jakość robi swoje. Ale jeżeli głównym atutem  i znakiem rozpoznawczym polskiej żywności ma być jakość, to o jej uznanie trzeba walczyć. Poważnie traktować każdą rysę na wizerunku, nawet najmniejszą.  Reagować na każdą krytykę, która może marce zaszkodzić.

A tych rys jest coraz więcej. Rosyjskie embargo na mięso można było tłumaczyć względami politycznymi. Nie było ono w stanie zmniejszyć zaufania do polskich produktów w UE. Ale już użycie w masarniach zanieczyszczo…